Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Rafał Pośpiech: Powiedzmy otwarcie, że walczymy o kwalifikacje olimpijskie

Rafał Pośpiech: Powiedzmy otwarcie, że walczymy o kwalifikacje olimpijskie

fot. Kampas Sport - Kamil Pastusiak

Sezon siatkówki plażowej w pełni. Turniej Plaża Open już za półmetkiem, niedawno zakończyły się także zawody o Superpuchar Polski w Przysusze, a pierwsze wnioski z występów biało-czerwonych i refleksje przyniósł też rozegrany w Warszawie World Tour oraz zakończone niedawno mistrzostwa świata rozegrane w Hamburgu. O problemach, z jakimi zmaga się polska siatkówka plażowa, ale i też jej mocnych stronach opowiedział przewodniczący Wydziału Siatkówki Plażowej PZPS, Rafał Pośpiech.

W siatkówce plażowej bardzo trudno o stabilizację, wiele osób podkreśla, że dużo łatwiej jest zorganizować jeden turniej niż cały cykl zawodów, utrzymując zadowalający poziom rozgrywek. Na czym więc polega fenomen Plaży Open?



Rafał Pośpiech:Trzeba podkreślić, że zawody z cyklu Plaża Open są organizowane już dziesiąty rok z rzędu. Wielki szacunek dla organizatorów za ich wkład w promocję siatkówki plażowej w Polsce. W każdym z pięciu miast, które są gospodarzami cyklu poziom organizacyjny turnieju jest nadzwyczaj wysoki, to nie jest tylko moja opinia, ale też słyszy się pochowały ze strony zawodników. Co warte odnotowania, w miniony weekend równolegle z łódzką Plażą Open rozgrywany był Superpuchar Polski w Przysusze, gdzie pula nagród była dość duża, wynosiła w turnieju kobiet i mężczyzn po około 30 000. Okazuje się, że biorąc pod uwagę tylko liczbę startujących par to w Łodzi mieliśmy ich więcej, bo startowało tu 40 par męskich i 16 duetów żeńskich, widać więc, że siatkarze i siatkarki chętnie tu przyjeżdżają i to cieszy.

Najważniejszy krajowy turniej już jednak za nami, ale nie sposób nie wrócić do tego, co wydarzyło się przed kilkoma tygodniami w Warszawie. Choć organizacja turnieju stała na podobnym, wysokim poziomie co rok wcześniej, to jednak słaba frekwencja i puste trybuny rzucały się w oczy…

Rzeczywiście ten okres wakacyjny i lokalizacja w Warszawie powodują, że nie udaje się do końca wypełnić tych trybun, to jest fakt. Jeżeli chodzi natomiast o samą organizację i poziom to myślę, że nie ma się do czego przyczepić. Publiczność i kibice, których głosów słuchamy wskazują jednak, że przykładowo parkingi mogłyby być bliżej głównej areny zmagań. Jako Polacy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że parkingi są tuż obok miejsca zawodów, które też mogłoby być nieco lepiej wyeksponowane. Wydaje mi się, że zabrakło przede wszystkim sukcesu sportowego, gdyby nasi siatkarze zagrali tak, jak rok temu i powtórzyli miejsce na „pudle” to byłoby inaczej. Wierzyliśmy w to, że zrobią to Kantor i Łosiak, ale wiadomo, że Bartek od dłuższego czasu zmaga się z kontuzją stopy. Wrócił już do gry, ale potrzebuje czasu, aby po tym pęknięciu wrócić do formy. Liczymy na to, że za rok będzie nieco inaczej, być może też zastanowimy się nad inną promocją i trybuny zapełnią się w takim stopniu, jak to było w Olsztynie czy Starych Jabłonkach.

Ma pan już jakiś pomysł jak lepiej wypromować sam turniej w stolicy, co można zmienić?

– Tak. Uważam, że samo miejsce trzeba bardziej wyeksponować. Pomimo tego, że jest to centrum miasta i u zbiegu dużych ulic nie jest to miejsce zbyt widoczne. W mojej opinii stadion, choć duży, jest obiektem, którego można nie zauważyć jadąc samochodem. Należy szukać pomysłu, by chociażby przez ostatni tydzień poprzedzający turniej czy nawet jeszcze wcześniej pokazywać tę lokalizację kibicom.

W Warszawie ani duet Fijałek/Bryl, ani dwójka Kantor/Prudel nie zdołali powalczyć o podium, w Hamburgu podczas mistrzostw świata też żaden z naszych duetów nie awansował do ćwierćfinałów. Jest pan zaniepokojony takimi rezultatami?

Nie jestem zaniepokojony. Trzeba wziąć pod uwagę, że Bartek rzeczywiście wypadł na jakiś czas z kadry przez to przeciążenie. Przytrafiła się nieszczęśliwa kontuzja w czasie meczu po zderzeniu dwóch zawodników podczas gry. Dodatkowo para Fijałek/Bryl dalej utrzymuje wysoki poziom cały czas kręcąc się w okolicach czołowej „5” rankingu. Nie boję się o wyniki i sukcesy, chociaż mistrzostwa świata pewnie są zawodem dla wielu, bo turniej w Hamburgu nie ułożył się po myśli chłopaków. Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że w tym momencie walczymy o kwalifikacje olimpijskie i myślę, że z tych dwóch par będziemy jeszcze mieli w przyszłości pociechę. Gdyby jeszcze dołączyły do tego panie, to byłoby już prawie idealnie…

Skoro już wywołany został temat pań… Tutaj przez lata blisko światowej czołówki znajdowały się Monika Brzostek i Kinga Kołosińska, trudno jednak obecnie dostrzec ich następczynie. Nazwisk nie brakuje, skąd więc taka dziura pokoleniowa u pań?

Jest młodzież, która ostro walczy o miejsce w kadrze. Natomiast to co mnie niepokoi to jednak lekka niechęć pań do zaangażowania się w siatkówkę plażową na dłużej. Pokazuje to chociażby łódzki turniej, gdzie ta dysproporcja w zgłoszeniach do zawodów panów i pań jest tak wyraźna. Jest spory margines i miejsce do tego, by się pokazać. Trzeba zastanowić się jak rozpropagować tę dyscyplinę wśród kobiet. Widać, że wiele młodych dziewczyn się do tego garnie, ale aktualnie w kadrze potrzeba nam przede wszystkim dziewczyn wysokich i takich, które pokochają siatkówkę plażową. Przecież nie ma piękniejszego sportu na świecie niż siatkówka plażowa – słońce, piękne kobiety, cudowna atmosfera.

Pewnie jakąś formą zachęty do gry w kadrze i motywującą do pracy nagrodą jest też możliwość zwiedzenia kawałka świata…

Rzeczywiście można dzięki siatkówce zwiedzić trochę świata. Swoją nieocenioną rolę odgrywa tutaj jednak SMS Spała, gdzie zawodnicy i zawodniczki mają do dyspozycji zadaszoną halę z możliwością treningu na czterech boiskach, dodatkowo kolejne z nich powstały na zewnątrz. Jest gdzie uprawiać tę dyscyplinę, trenerzy robią wszystko, by zapełnić wolne miejsca, szkoła rozwija się bardzo dobrze. Na sukcesy u kobiet trzeba będzie poczekać, na ten moment staramy się wypatrywać wysokich dziewczyn, bo w obronie młodych dziewczyn mamy już wiele i tu konkurencja jest spora, ale typowych blokujących trochę nam brakuje.

W tym sezonie widać jak duża rotacja następuje w parach kobiecych i to może być dość niepokojące. Najbardziej jaskrawym przykładem wydaje się tutaj rozstanie duetu Jundziłł/Gierczyńska, choć wydawało się, że po zdobyciu wicemistrzostwa Europy U20 jest to jedna z lepiej rokujących żeńskich par. Z czego wynikają takie decyzje?

To są plany trenerów, PZPS z całą odpowiedzialnością przyjmuje ich decyzje i stara się nie ingerować w ich pracę. Na jakimś etapie współpracy trenerzy wiedzą najlepiej jak wymieszać pary, mają w tym duże doświadczenie. Myślę, że za moment powstanie jakaś ciekawa para i z tej grupy zawodniczek wyłonią się te, które w przyszłości będą nas godnie reprezentować na arenie międzynarodowej. Tak jak wspomniałem, szukamy tej wysokości, bo jeśli przyjrzymy się zawodniczkom występującym na World Tourach to te 180/190 cm to jest pewien standard.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-07-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved