Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Radosław Gil: Nie chciałbym szukać wymówek

Radosław Gil: Nie chciałbym szukać wymówek

fot. Klaudia Piwowarczyk

W piątkowe popołudnie w hali Urania olsztynianie musieli uznać wyższość rywala. Podopieczni Stefana Antigi po czterosetowym spotkaniu wrócili do stolicy z trzema punktami. – Drużyna z Warszawy to bardzo dobry zespół, który ma wielu zawodników z najwyższej półki. Myślę, że momentami graliśmy na bardzo zbliżonym poziomie, co może cieszyć, jednak na dystansie całego spotkania byliśmy drużyną słabszą i nie daliśmy rady zdobyć nawet punktu – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Radosław Gil, rozgrywający Indykpolu AZS-u Olsztyn.

Mecz z zespołem ONICO Warszawy nie należał do najłatwiejszych. Zdołaliście wywalczyć zwycięstwo w zaledwie jednej odsłonie. W czym głównie upatrywałbyś się przyczyn takiego, a nie innego rezultatu?



Radosław Gil: – Trzeba zacząć od tego, że drużyna z Warszawy to bardzo dobry zespół, który ma wielu zawodników z najwyższej półki. Myślę, że momentami graliśmy na bardzo zbliżonym poziomie, co może cieszyć, jednak na dystansie całego spotkania byliśmy drużyną słabszą i nie daliśmy rady zdobyć nawet punktu. Głównym jednak problemem w tym spotkaniu były przestoje, które udało się wyeliminować tylko w secie trzecim.

Ostatnimi czasy niestety niezbyt często zostajesz desygnowany do gry przez szkoleniowca. W starciu ze stołeczną ekipą pokazałeś jednak, że warto na ciebie stawiać. To chyba dobry dowód na to, że świetnie dopełniacie się z  Pawłem Woickim?

– Cieszę się, że miałem szansę dłużej pobyć na boisku i w jakimś stopniu pomóc zespołowi. Wydaje mi się, że jesteśmy drużyną, w której każdy zawodnik z ławki może wejść, coś zmienić i coś dołożyć od siebie.

Sam Stephane Antiga przyznał, że to twoja osoba pokrzyżowała szyki gościom. Uważasz, że na ile to możliwe wywiązałeś się ze swojego zadania? Nie było ono łatwe.

– Starałem się wywiązać z zadania, ale niestety udało się wygrać tylko seta. Myślę, że jest sporo do poprawy w każdym elemencie. Natomiast cieszę się, że mam teraz jeszcze większą świadomość nad czym muszę pracować i co robię źle.

Nie od dziś wiadomo, że jesteś temperamentnym zawodnikiem, o czym świadczy chociażby kolorowy kartonik, który jest twoją pamiątką po wczorajszym spotkaniu. Emocje już zapewne opadły czy więc na chłodno możesz przyznać, że była ona słusznie przyznana ci przez arbitra?

– Nie byłem kapitanem na boisku, więc nie miałem prawa rozmawiać z arbitrem, stąd jak najbardziej była to słuszna decyzja. Na szczęście żółty kartonik nic nie znaczy i nie ma żadnych kar punktowych.

Do końca sezonu nie ujrzymy już na parkiecie Robberta Andringi. Będzie to dla zespołu chyba dość znacząca strata?

– Nadal nie potrafię uwierzyć, jak wiele nieszczęścia ma ten facet. Jakie jest prawdopodobieństwo, że złamiesz dwa razy kość i raz skręcisz kostkę w trakcie kilku miesięcy? To spore osłabienie. Robbert „trzyma” przyjęcie w zespole i bardzo pomaga Michałowi Żurkowi w ustawianiu całego systemu odbioru zagrywki. To oczywiście nie jedyne jego zadanie. Bedzie ciężko, ale musimy sobie poradzić i spróbować go zastąpić.

Przyglądając się rezultatom meczów olsztynian trzeba stwierdzić, że na waszym przykładzie sformułowanie „grać w kratkę” jak najbardziej ma swoje odzwierciedlenie. Z czego wynika to wasze nieustanne falowanie?

– Jest to nasz mankament w tym sezonie i ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że gdybyśmy znali przyczynę, to zdążylibyśmy poprawić to na treningach.

Dziewięć zwycięstw, czternaście porażek chyba nie do końca takie były przedsezonowe założenia?

– Nie jest to dobry wynik, to na pewno. Jednak trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników. Zacznijmy od tego, że sporo zespołów zrobiło duże transfery i liga stała się jeszcze mocniejsza. Praktycznie pół sezonu gramy bez Robberta, co zdecydowanie obniża jakość gry całej drużyny. Nie chciałbym jednak szukać wymówek i usprawiedliwienia naszej dotychczasowej pozycji.

Nie da się ukryć, że zmiana szkoleniowca w trakcie sezonu to czynnik, który w pewnym stopniu zapewne oddziałuje na zespole, zgodzisz się z tym?

– Zdecydowanie tak. Mieliśmy trochę szczęścia, że trener Gogol dołączył do nas w momencie, kiedy była spora przerwa w graniu. Był czas, żeby się poznać i nauczyć choć trochę jego sposobu grania, trenowania.

Czy gdyby twoim zdaniem te roszady spowodowane kontuzjami bądź transferami nie miały miejsca, to rezultat na tym etapie rozgrywek byłby inny? Czy nie upatrywałbyś się przyczyny  „rozstrojenia” zespołu w tych elementach?

– To jest tylko gdybanie. Ciężko powiedzieć „co by było gdyby…”. Jesteśmy na takiej, a nie innej pozycji w tabeli i to jest odzwierciedlenie naszej gry na przestrzeni całego sezonu. Wszystkie drużyny mają swoje problemy, niektóre nawet większe niż my. Mimo tych pechowych sytuacji mieliśmy swoje szanse na szóstkę, ale nie wykorzystaliśmy ich.

 Przed wami ostatnie starcie w fazie zasadniczej i wyjazd do Zawiercia. Ekipa pod wodzą dobrze znanego ci szkoleniowca Marka Lebedewa na chwilę obecną plasuje się trzy lokaty wyżej od AZS-u Olsztyn. Czy stać was na to, aby zrewanżować się za pierwsze starcie i odnieść zwycięstwo w tym meczu?

– Wydaje mi się, że stać nas na zwycięstwo. Wiadomo, że nie będzie to łatwy mecz. Drużyna Warty Zawiercie ma dobry skład, świetnego szkoleniowca oraz sporą ilość głośnych kibiców. Jeśli zagramy naszą najlepszą siatkówkę, to możemy wrócić z Zawiercia z punktami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved