Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacje młodzieżowe > Radosław Gil: Chciałbym osiągnąć coś, co będę zawdzięczał sobie

Radosław Gil: Chciałbym osiągnąć coś, co będę zawdzięczał sobie

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Ta grupa od początku już była ukształtowana. Trener od samego startu przygotowań poinformował mnie o wizji drużyny i o tym, żebym nie nastawiał się na miejsce w pierwszej szóstce, chyba że coś się wydarzy – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Radosław Gil. Rozgrywający opowiada o swojej przygodzie z kadrą juniorów, zdradza, jaki wpływ na rozwój jego kariery mieli dotychczasowi szkoleniowcy i ujawnia, jakie są jego plany na nadchodzący sezon.

Jak się czułeś, gdy dowiedziałeś się, że w gronie szczęśliwców wydelegowanych na mistrzostwa świata znalazło się twoje nazwisko?



Radosław Gil: – Było to dla mnie wielkie wyróżnienie. Na pewno jestem zadowolony z faktu, że trener Sebastian Pawlik obserwował mnie w czasie sezonu w Jastrzębskim Węglu, bo w PlusLidze zbyt wiele nie grałem w tym roku i pełniłem w ekipie rolę zmiennika. Dla takiego zawodnika jak ja było to bardzo budujące, że będę mógł dołączyć do kadry i walczyć choć trochę na swojej pozycji. To też nie była do końca rywalizacja, ponieważ ta grupa od początku już była ukształtowana i od początku wiedziałem, że będę tym drugim rozgrywającym. Trener od samego startu przygotowań poinformował mnie o wizji drużyny i o tym, żebym nie nastawiał się na miejsce w pierwszej szóstce, chyba że coś się wydarzy, wtedy na pewno skorzystałby ze mnie.

Czyli od razu wiedziałeś, jaka będzie twoja rola w tej ekipie?

– Dokładnie. Jak wspomniałem, ta grupa była od początku ukształtowana. Chłopaki wygrywały dotychczas wszystkie mecze, zresztą Łukasz Kozub zagrał naprawdę fantastyczny turniej i bez sensu byłoby cokolwiek zmieniać. Kiedy wszystko się układa w drużynie i wszystko wychodzi, to głupstwem byłoby to zmieniać.

Jesteś chyba zawodnikiem o takim usposobieniu, że nie można ci zarzucić braku pokory?

– Myślę, że tak. Wiele się nauczyłem, odkąd dołączyłem do PlusLigi, bo tam nie było dla mnie miejsca w szóstce ani w pierwszym, ani w drugim sezonie. Rywalizowałem z klasowymi rozgrywającymi, bo Michal Masny czy w tym sezonie Lukas Kampa to najwyższa światowa półka na mojej pozycji.

Z którym z nich lepiej ci się współpracowało?

– Lepszy kontakt na pewno miałem z Lukasem, z którym zresztą rozmawiałem właśnie przed finałem. Jeśli to czyta, to bardzo serdecznie go pozdrawiam. (śmiech) Jeśli chodzi o sam styl gry, to bardziej przychylny był mi ten, który prezentował Michal Masny, bo granie na niskiej piłce czy jakieś wrzutki są tym, co ja osobiście preferuję.

Z Michalem Masnym miałeś styczność przez dwa sezony.

– Był to bardziej jeden cały sezon i część drugiego, bo wtedy zdarzało mi się bardziej trenować u jego boku. Od tej strony czysto prywatnej to zdecydowanie lepszy kontakt, jak wspomniałem, miałem z Lukasem. Zapomniałem jeszcze powiedzieć, że jest przystojny. (śmiech) Podczas ostatniej rozmowy upomniał mnie, żebym w kolejnym wywiadzie nie zapomniał o tym napomknąć, dlatego dotrzymuję obietnicy. (śmiech)

Radosław Gil zagra w Słowenii

Możesz to powołanie nazwać zwieńczeniem tych trzech lat w Jastrzębskim Węglu?

– Zdecydowanie tak. To jest naprawdę niesamowite uczucie. Tym bardziej, że inaczej jest, kiedy gra się i trenuje z chłopakami w tej samej kategorii wiekowej, bo zdecydowanie różni się to od tego, jak to wygląda w lidze i samym klubie. Inaczej jest, gdy ma się u boku chociażby zawodnika takiego, jakim jest Scott Touzinsky czy Salvador Hidalgo Oliva, gdzie ta różnica wieku to w naszym wypadku dwanaście lat, a zupełnie inaczej gdy się trenuje z rówieśnikami czy młodszymi od siebie chłopakami. Wtedy ma się trochę inną rolę w tej drużynie i inne rzeczy można mówić czy nawet zwracać komuś uwagę. Nie ukrywam, że do starszych zawodników zawsze wiedziałem, jak powinienem się odnosić i jaki mieć do nich szacunek. Im nie mogłem na nic zwracać uwagi, tylko tych uwag słuchać, bo byli to gracze dużo bardziej doświadczeni ode mnie. Tutaj natomiast, jeśli ktoś czegoś nie wiedział, czy nie rozumiał, to mogłem pomóc czy podzielić się swoją wiedzą w danej kwestii. Zawsze mogliśmy sobie nawzajem pomagać i dopingować się z boku.

Po takim sezonie klubowym czy teraz reprezentacyjnym, gdzie odniosłeś ogromne sukcesy, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jaki jest twój apetyt?

– Bezpośrednio po mistrzostwach świata na pewno będę chciał odpocząć. Kolejny swój sezon spędzę za granicą (Calcit Kamnik, aktualny wicemistrz Słowenii – przyp. red.) i mocno wierzę, że będę mógł go zaliczyć do udanych. To będzie mój pierwszy raz, kiedy będę grał poza granicami kraju, a w tym klubie najprawdopodobniej będę pełnił rolę pierwszego rozgrywającego, więc na pewno mam tam o co walczyć.

Tym też kierowałeś się w wyborze klubu? Żeby być w pierwszej szóstce?

– Nie ukrywam, że z moim menadżerem szukałem takiego klubu, w którym nie będę pełnił roli zmiennika. Chciałem wybrać taką drużynę, która zapewni mi grę w podstawowym składzie bądź rywalizację, ale na równym poziomie z drugim rozgrywającym. Bez sensu byłoby na tym etapie mojej kariery poszukiwanie klubu, w którym miałbym grać rzadko. Dwa sezony są wystarczające, bo można dużo obserwować i wiele się nauczyć od bardziej doświadczonych rozgrywających. Jednak im dłużej coś takiego trwa, tym gorzej, bo po pierwsze – traci się tę pewność siebie, która akurat na mojej pozycji jest bardzo ważna, a po drugie – chciałbym osiągnąć coś, co będę mógł też i sobie, jako temu grającemu zawodnikowi, zawdzięczać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacje młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-07-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved