Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > R. Strzałkowski: Mógłbym przed każdym setem rzucać monetą

R. Strzałkowski: Mógłbym przed każdym setem rzucać monetą

fot. Bogusław Krośkiewicz

Siatkarki Legionovii Legionowo przegrały swój pierwszy mecz play-off zespołów z miejsc 9-12 z drużyną KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Szkoleniowca zespołu spod Warszawy bardziej niż sam wynik przed rewanżem martwić może niemoc w ataku jego podopiecznych. – W tym spotkaniu to w zasadzie mógłbym przed każdym setem rzucać monetą, aby dowiedzieć się, kto ma wyjść w szóstce, bo w ataku zarówno Monika Bociek, jak i Malwina Smarzek grały bardzo nierówno, na 20-30%. To dziwi, bo zespół z Ostrowca Św. nie poraża parametrami na siatce, nie powinniśmy się czegokolwiek obawiać – przyznał w rozmowie ze Strefą Siatkówki trener legionowianek, Robert Strzałkowski.

Dotychczas w meczach przeciwko KSZO jeśli zespół z Legionowa wygrywał, to dość wyraźnie, z kolei przegrane również były bardzo dotkliwe. Jaka jest przyczyna tej porażki?



Robert Strzałkowski: Jest mi wstyd za naszą postawę, bo już dawno nie pamiętam meczu, w którym zrobiliśmy taką masę błędów jak w tym spotkaniu. Popełniliśmy 16 błędów w ataku w trzech setach, to nie jest nasz normalny poziom. Wczoraj razem z I drużyną byliśmy oglądać kadetki Legionovii, które w Ostrowcu Św. grają swój turniej ćwierćfinałowy mistrzostw Polski. Chyba moje zawodniczki troszkę za bardzo zintegrowały się z młodszymi siatkarkami, bo fragmentami to ten poziom był adekwatny tego, co tam widziałem. Myślę, że zabrakło nam przede wszystkim woli walki, takiego „zęba” w ataku. W pewnym momencie byliśmy totalnie bezradni wobec dziewczyn z Ostrowca Św., z których większość nie ma 1.80, w bloku nie mają imponujących parametrów. Jeżeli po perfekcyjnym przyjęciu rywalki zatrzymują nas 7 czy 8 razy blokiem, to okazuje się, że nie mamy czego szukać, grając z ostatnim zespołem Orlen Ligi po rundzie zasadniczej.

Wydawało się, że zespół nabrał pewności siebie po wygranych choćby w Młodej Lidze czy spotkaniu z dąbrowiankami. Tymczasem w tym spotkaniu większość mocnych ataków legionowianek lądowała w aucie…

Na to akurat nie mam wytłumaczenia, nie wiem, dlaczego w wielu akcjach po prostu zawodniczki nie potrafiły czysto trafić w piłkę. Tego nie jestem w stanie wyjaśnić, ale nawet nie o to tutaj chodzi, bo pomylić się można zawsze. Natomiast kilka zerwanych ataków, które wychodziły w aut 3-4 metry czy lądowały w połowie siatki, to skala błędu, która nie przystoi drużynie walczącej na tym poziomie. Nie ma co tłumaczyć się tym, że mamy młode zawodniczki. Dla nas sezon cały czas trwa, zaczął się jego kolejny etap, walczymy o 9. miejsce. Przykro mi to mówić, ale z taką postawą jak w pierwszym meczu z ostrowczankami to spotkamy się raczej z przegranym pary Developres – Pałac. Musimy się podnieść, żeby stało się jednak inaczej.

Rozpoczął się najważniejszy etap w całym sezonie. Myśli pan, że ta presja udzieliła się zawodniczkom?

Myślę, że presja była też w Bydgoszczy, gdzie walczyliśmy o to, by wypełnić to minimum pięciu zwycięstw w rundzie zasadniczej. Ja natomiast nie jestem usatysfakcjonowany graniem o 9. miejsce. Mieliśmy plany, które zostały zweryfikowane, życie pokazało, że nasze miejsce jest troszeczkę niżej, niż zakładaliśmy. Natomiast jeśli ktoś się zadowala wypełnieniem minimum, to ja się z taką postawą nie zgadzam. Każdy mecz gra się po to, żeby wygrać. Okazało się jednak, że aby zwyciężyć, trzeba mieć po prostu „jaja”, charakter.

Dużo mówi się o tym, jakie kroki należy podjąć w stosunku do Orlen Ligi. Nie przeszkadza panu, że te zasady spadków i awansów są nadal nieprzejrzyste?

Prawda jest taka, że już w zeszłym roku stworzono precedens, regulamin od tego czasu się nie zmienił. Mimo całej sympatii i tradycji klubu z Bydgoszczy, który w Orlen Lidze gra już ponad 20 lat, to pozostawiono w najwyższej klasie rozgrywkowej drużynę, która odniosła tylko jedno zwycięstwo w rundzie zasadniczej, nomen omen grając przeciwko nam. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że są w OL zespoły niewypłacalne, liga na to nie reagowała. Dlatego nagłe robienie teraz nagonki na nasz klub, Developres, Pałac, który ma bogatą historię, czy KSZO, który też w trakcie sezonu miał trudniejsze momenty, uważam za troszkę niepoważne. Myślę, że te zespoły, które tak bardzo chcą awansować, gdyby pograły rok w Orlen Lidze, mogłyby zobaczyć, że ten poziom w OL jest jednak wyższy niż na zapleczu ekstraklasy. Akurat w tym roku mieliśmy okazję grać z jednym z czołowych zespołów I ligi, z Wisłą Warszawa w Pucharze Polski i wygraliśmy pewnie 3:1. Zobaczymy, jak to będzie rozwiązane, ale z pozycji pretendenta łatwiej jest mówić, grozić niż osobie broniącej miejsca w lidze. Mam nadzieję, że liga zostanie ewentualnie powiększona, a nie odwrotnie, bo to też nie służy poziomowi. Organizacyjnie takie zespoły jak Pałac czy KSZO starają się piąć w górę z każdym sezonem.

Zamknięcie Orlen Ligi miało spowodować, że zespoły z dołu tabeli będą spokojniejsze i nie będą musiały liczyć każdego miejsca, punktu w walce o utrzymanie…

– Myślę, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Przed zamknięciem ligi takie zespoły jak KSZO czy nasza drużyna i te zespoły z dołu tabeli musiały inwestować w bardziej doświadczone zawodniczki, które gwarantują pewien poziom, co wiąże się też z większymi wydatkami, w kolejnym etapie kredytami, czy może prowadzić nawet do niewypłacalności. W takiej sytuacji, jaka jest obecnie, my zdecydowaliśmy się postawić na młodzież. Różne są tego efekty. Potrafimy wygrać z MKS-em Dąbrowa Górnicza, a przegrać tak jak teraz z ostrowczankami, natomiast realizujemy tę swoją politykę. Mam nadzieję, że z dobrym skutkiem w przyszłości.

Kolejny mecz gracie już na własnym boisku. Myśli pan, że uda się pozbierać, odbudować swoją grę? Jaki scenariusz przewiduje pan dla tego pojedynku?

– To już nie jest nasz pierwszy mecz z siatkarkami KSZO. W zeszłym roku dwukrotnie z nimi przegrałyśmy, w tym sezonie ponownie ulegliśmy ostrowczankom już dwa razy. Jest to drużyna, która po prostu umie się nam postawić. Nie patrzmy na budżety, czy to, że część dziewczyn grała w zeszłym sezonie w I lidze. Ja uzależniam wynik meczu w Legionowie przede wszystkim od naszych umiejętności i od tego, co my pokażemy. Wiemy, jakie możliwości ma KSZO. My możemy natomiast grać lepiej, mamy rezerwy, ale naszą grę jak do tej pory opisuje tekst piosenki Manaamu i jest to takie falowanie i spadanie. Trudno przewidzieć, jak to się potoczy w Legionowie. W tym spotkaniu to w zasadzie mógłbym przed każdym setem rzucać monetą, aby dowiedzieć się, kto ma wyjść w szóstce, bo w ataku zarówno Monika Bociek, jak i Malwina Smarzek grały bardzo nierówno, na 20-30%. To dziwi, bo tak jak już powiedziałem, zespół z Ostrowca Św. nie poraża parametrami na siatce, nie powinniśmy się czegokolwiek obawiać. Przegraliśmy zarówno w bloku, jak i w ataku. Jest mi przykro i mogę jedynie przeprosić naszych kibiców.

Wydaje się, że prowadzenie takiego zespołu jak Legionovia jest ogromnym wyzwaniem dla trenera. Często spotyka się pan z trudnym wyborem, kto w danym momencie powinien się znajdować na boisku?

– Myślę, że podobne dylematy mają wszyscy trenerzy. Oczywiście chciałbym mieć taki komfort, żeby patrząc na dziewczyny i ich pracę w ciągu tygodnia, móc ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że ta i ta zawodniczka będzie grała w meczu. Niestety tak nie jest, bo w warunkach stresowych wychodzi brak doświadczenia, tego nie ma na treningu. Niby rozmiary siatki, boiska są identyczne, ale gdy przychodzi presja, to to siedzi w głowach dziewczyn. W meczu z ostrowczankami przez pierwsze dwa sety Dorota Ściurka się z nami bawiła na siatce, miała prawie 70% skuteczności w ataku, więc prawie każdą piłkę, której się dotknęła, zamieniała na punkty. Czapki z głów przed nią, bo pokazała, jak można grać, nie skacząc już w każdej akcji tych 80 cm w górę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved