Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > R. Prygiel: Managerowie układają swoje klocki, cz. II

R. Prygiel: Managerowie układają swoje klocki, cz. II

fot. Sabina Bąk

– Dostaliśmy informację, że Dustin Watten już wcześniej podpisał kontrakt. Kiedy natomiast Dustin dowiedział się o możliwości gry w PlusLidze, był bardzo zainteresowany i okazało się, że ma w umowie taką klauzulę, że może do nas przyjść, choć manager mówił zupełnie co innego – zdradził Robert Prygiel. W drugiej części rozmowy ze Strefą Siatkówki trener Cerrad Czarnych Radom uchylił także rąbka tajemnicy, wokół kogo będzie budowana „szóstka” na następny sezon.

Jesteście „po słowie” z przyjmującym i rozgrywającym, więc do zamknięcia składu brakuje tylko środkowego. Kiedy w takim razie można spodziewać się ostatniego transferu?



Robert Prygiel:Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że chciałbym to zrobić jak najszybciej. Dla trenera to duży komfort, ale przemyślałem sprawę i nie wykluczam opcji, że ligę rozpoczniemy trzema środkowymi. Oprócz doświadczonego Davida Smitha mamy przecież Michała Ostrowskiego i Kubę Zwiecha. Może wykorzystają swoją szansę i ten czwarty środkowy w ogóle nie będzie nam potrzebny. Na siłę nic nie szukamy, jeśli mamy dokonać transferu, to tylko realnego wzmocnienia. Mamy budżet, którego nie możemy przekroczyć, dlatego nie będziemy wariować. Wydawanie pieniędzy na zawodnika tylko po to, by ich było czterech, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Wolę wówczas postawić na związanego z Radomiem Michała czy wciąż młodego Kubę, który ma duży potencjał. Ostrego wszyscy znamy, to zawodnik, który zawsze się angażował, zawsze zostawiał serce na boisku. To, co osiągnął do tej pory, zawdzięcza naprawdę ciężkiej pracy. Zawsze mu powtarzam, że jego największym talentem jest charakter i praca. Gdyby niektórzy byli zdeterminowani tak jak Michał, to osiągnęliby o wiele więcej. Aczkolwiek rozglądam się na rynku i może jakaś okazja się trafi, żeby tego czwartego środkowego pozyskać.

Michał Ostrowski to jeden z zawodników, który zrobił naprawdę ogromny postęp. Pamiętam komentarze, że wskazywano go raczej jako czwartego środkowego. Tymczasem w tym sezonie wielokrotnie wychodził w „szóstce”, kosztem Bartłomieja Grzechnika.

Dokładnie, taki zawodnik jak Michał to naprawdę skarb dla każdej drużyny. On nawet jeśli nie gra, to się nie obrazi, a bywają tacy zawodnicy, którzy mają pretensje. Nie będzie psuł atmosfery i nie będzie przedkładał swoich osobistych ambicji nad dobro drużyny. Michał na zajęciach jest zawsze pierwszy i zawsze ostatni z nich wychodzi, trenuje bardzo ciężko. Oprócz tego, że nie boi się pracy, to jeszcze umie słuchać i analizować. Bardzo szybko wyciąga wnioski, a nie wszyscy nasi siatkarze, byli i obecni, mają takie umiejętności. Raul był niezwykle zadowolony z jego postawy. Zresztą już przed sezonem, jak rozmawialiśmy o każdym z chłopaków, to powiedziałem, że Michał jest niezwykle inteligentny. Słucha i te wszystkie uwagi stara się natychmiast wcielić w życie. Dlatego Raul uznał, że trzeba mu dać więcej szans. Z Ostrym jest podobna sytuacja jak z klubem – „od zera do bohatera”. W II lidze nie był pewniakiem do gry w „szóstce”, w I lidze było podobnie, zresztą w PlusLidze tak samo. Ale Michał zawsze jest i zawsze robi postęp.

Z bardziej doświadczonych zawodników, którzy w poprzednim sezonie grali w Cerrad Czarnych Radom, pozostał tylko Wojciech Żaliński. Czy właśnie wokół tego zawodnika będzie budowana „szóstka”?

O tym zadecyduje boisko i przyszły sezon. Wiemy, że w tym momencie w Polsce jest naprawdę niewielu dobrych przyjmujących. Jest kilku reprezentantów Polski, którzy dla nas pozostają nieosiągalni. Zawodnicy tacy jak Szalpuk, Bednorz czy właśnie Żaliński cały czas do tej kadry się dobijają. W tej kwestii nie było wątpliwości, my robiliśmy wszystko, żeby Wojtek z nami został. On też podszedł do tego rozsądnie, zrezygnował z wyższych kontraktów nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Chciał po prostu grać w Radomiu.

I do tego podpisał trzyletnią umowę, co chyba też nie jest bez znaczenia?

Wojtek jest w idealnym wieku dla siatkarza, ma 28 lat i jeszcze te trzy, cztery czy nawet pięć lat to będzie najlepszy okres na granie. Wierzę, że będzie liderem, ale liczę także, że nie jedynym. Mamy taką drużynę, że tych liderów może być kilku, nawet na każdej pozycji. Doszli do nas naprawdę dobrzy reprezentanci krajów, zarówno David Smith, jak i Dustin Watten są mocnymi siatkarzami na swoich pozycjach. Na pozycji drugiego przyjmującego zakontraktowaliśmy Tomka Fornala i Łukasza Wiese, którzy z kolei mogą być objawieniami tego sezonu. Sam jestem ciekaw, jak ta nasza drużyna będzie się prezentowała na boisku. Bardzo jestem zadowolony ze składu personalnego. Podejmując decyzję o skonstruowaniu składu w taki, a nie inny sposób, podjąłem duże ryzyko, ale jestem przekonany, że w przyszłości, ze mną czy beze mnie, klub będzie miał ogromny pożytek z tych młodych zawodników. Naszym zadaniem było podpisywanie długich kontraktów i to się udało. Uważam, że w poprzednim sezonie, budując w taki, a nie inny sposób, daliśmy dużą szansę Arturowi Szalpukowi. Zespół na tym zyskał, Artur również, ale nie klub. Przez sezon byliśmy objawieniem, zajęliśmy dobre miejsce, jednak przez to, że miał roczny kontrakt, nie byliśmy w stanie go zatrzymać. Drużyny, które były nim zainteresowane, zaoferowały i wyższy poziom sportowy, i oczywiście wyższe wynagrodzenie. W przypadku umów, które zawarliśmy teraz z młodymi siatkarzami, jeśli się sprawdzą, to my będziemy decydować o dalszej przyszłości, a nie zawodnik i na tym nam zależało. Chcieliśmy, żeby ta drużyna za dwa czy trzy lata grała na najwyższym poziomie, a ma ku temu potencjał.

Kwestia zawierania długoterminowych kontraktów z młodymi zawodnikami często bywa niezrozumiała. Czy one nie „zniewalają” w pewnym sensie chłopaków, którzy są na początku swojej siatkarskiej drogi?

Mamy świadomość tego, że przejście z wieku juniora do seniora jest rzeczą trudną i bardzo skomplikowaną. Zawodnicy różnie na to reagują, poza tym jednak niewielu chłopaków w swoim pierwszym sezonie po wieku juniora trafia od razu do „szóstki” w PlusLidze. To jest proces, czasami można być gotowym sportowo, ale nie mentalnie. Są różne czynniki, które na to wpływają. Pomimo tego, że z większością tych młodych zawodników klub podpisał trzyletnie kontrakty, to jeśli któryś z chłopaków nie spełniał się w Radomiu i nie chciał grać, nie robiliśmy problemu. Tak było z Kubą Wachnikiem. Miał w zeszłym roku jeszcze ważny kontrakt, ale razem z Raulem ustalili, że jego szanse na grę w „szóstce” są raczej marne. Według Raula wartościowszym zmiennikiem był Igor Grobelny, który bardziej pasował do wizji zespołu. Dlatego klub nie robił Kubie żadnych problemów, tylko pozwolił przejść tam, gdzie możliwość gry była większa. Identyczna sytuacja była w tym roku z Bartkiem Grzechnikiem. Nie był do końca przekonany, czy chce w Radomiu zostać, zresztą to było po nim widać. Rozmawiałem z Bartkiem i powiedział, że chciałby zmienić środowisko, bo jest już po prostu trochę zmęczony. Mogliśmy mu przekazać, że 1 sierpnia ma się stawić na treningu, ale to nie miałoby sensu, bo wszyscy wiemy, że z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ktoś uzna, że nie do końca wkomponował się w zespół, to po to uczyliśmy się rozmawiać, żeby dojść do porozumienia i bez szkód dla obu stron rozstać się w zgodzie, bo być może nasze drogi jeszcze w przyszłości się skrzyżują.

W przypadku Jakuba Wachnika dobrze się stało, że pojechał do Belgii i ma okazję się odrodzić. Po świetnym początku w PlusLidze chyba nie udźwignął presji?

Nie ukrywam, że to był jeden z błędów, które popełniłem, będąc trenerem. Zacząłem od chłopaków 19-letnich, którzy po kilku meczach poprzeczkę ustawili sobie naprawdę wysoko. Ja powinienem się od tego zdystansować i pamiętać, że ten chłopak dopiero zaczyna przygodę w seniorskiej siatkówce. Po pięciu meczach w PlusLidze nie mogłem od niego wymagać tyle, co od 30-latka. W pewnym momencie zarówno od Kuby, jak i Bartka Bołądzia oczekiwało się grania na najwyższym poziomie. Presja, która ciążyła na mnie, przechodziła gdzieś właśnie na tych młodych siatkarzy. Oczywiście działo się to nieświadomie, ale mam wrażenie, że zwłaszcza w drugim sezonie Kubę to przygniotło. Było widać, że jest innym człowiekiem. To jest też rola trenera, żeby to zmienić. Jak byłem zawodnikiem, to zawsze uważałem, że żaden szkoleniowiec nie jest w stanie mi pomóc, co najwyżej może coś zepsuć. Z biegiem czasu wiem, że nie powinno tak być. Powinienem zdejmować z tych chłopaków presję, a nie dodatkowo ją nakładać.

Czy w związku z tym, że w składzie Cerrad Czarnych Radom znajduje się teraz kilku młodych zawodników, oznacza to, że w najbliższym sezonie będziecie grać bez presji wyniku?

Zobaczymy, jakie cele drużynie postawi zarząd i prezes, aczkolwiek w momencie, kiedy proponowano mi pracę i projekt budowy drużyny na przyszłość, nie było mowy o wyniku lepszym czy gorszym niż w poprzednim sezonie. Ja się cieszę, że Mariusz Szyszko nie jest prezesem typu korporacyjnego, tylko jako były zawodnik zna się na siatkówce. Ma ogarnąć sprawy nie tylko managerskie, ale również i sportowe. Myślę, że tu będzie moja duża rola, wszystko zależy od tego, jak ci młodzi zawodnicy rozwiną się technicznie. Wiadomo, że kibic ma swoje wymagania, ale tak jak powiedziałem wcześniej, trzeba się gdzieś od tego odłączyć. Dla mnie liczyć się będzie to, jaki postęp siatkarze zrobili pod moim okiem. Zawsze mój dobry kolega Kuba Bednaruk był w mediach chwalony za to, że dobrze wprowadza młodych zawodników do PlusLigi. Wydaje mi się, że razem z Wojtkiem Stępniem byliśmy w tej kwestii trochę pomijani, pewnie dlatego, że tak w tych mediach się nie lansowaliśmy. (śmiech) Analizując na chłodno, my wprowadziliśmy więcej siatkarzy do PlusLigi, i przede wszystkim zawodników mniej znanych. Nie braliśmy najlepszych juniorów w swoim roczniku, jakimi bez wątpienia byli Artur Szalpuk, Olek Śliwka czy Bartek Lemański. My wyciągaliśmy chłopaków, którzy nawet w kadrze nie byli, bo ani Bartek Bołądź w wąskim składzie się nie znalazł, ani Kuba Wachnik czy Bartek Grzechnik. Gdzieś tam się przewijali w szerokich powołaniach do reprezentacji, Michała Kędzierskiego w ogóle w tej kadrze nie było. Myśmy ich wprowadzili i w tym momencie grają już na naprawdę niezłym plusligowym poziomie. Dlatego nie mamy żadnych kompleksów i wydaje się nam, że umiemy to robić. Zresztą rodzice czy Tomka Fornala, czy Kuby Ziobrowskiego, którzy z nami rozmawiali, sami stwierdzili, że Cerrad Czarni Radom to jest dobry klub, jeśli chodzi o rozwój dla młodych. Trenerzy w Spale też sobie nas bardzo cenią, chociaż oczywiście nigdy chłopakom niczego nie sugerują. Jeśli ktoś nam postawi konkretny cel, będziemy go chcieli zrealizować. Ale tak jak w II czy I lidze szansę otrzymali pewni siatkarze i oni się rozwinęli na tyle, że najpierw wygrali II ligę, później I. Jak przeanalizujemy kilka ostatnich lat, to mało jest klubów, które awans uzyskały po sportowej walce, a nie po kupieniu miejsca. Dwa lata temu np. do PlusLigi dołączył MKS Będzin, choć w I lidze zajął dopiero czwartą lokatę. To już trochę inne standardy niż te, w których ja uczestniczyłem, że pierwszy wchodzi, ostatni spada.

Do zespołu dołącza David Smith. Nie jest tajemnicą, że nosi aparat słuchowy. Czy w związku z tym nie obawiacie się problemów z komunikacją może nie tyle na treningach, co w trakcie meczów? W jednym z wywiadów David Smith przyznał, że wypadł mu aparat i przez moment kompletnie nie wiedział, co koledzy do niego mówili.

David był jednym z naszych pierwszych transferów, a to, że jest zawodnikiem niedosłyszącym, nie ma żadnego znaczenia. Jest 30-latkiem, już wiele sezonów gra i to na najwyższym poziomie, także daje radę. Słyszałem taką ciekawostkę, że dobrze czyta z ust. A że w PlusLidze jest kilku trenerów, którzy posługują się językiem angielskim, to z daleka będzie obserwował Anastasiego, Gardiniego, De Rocco czy Lebedewa i będzie nam później przekazywał te informacje. (śmiech) A tak na poważnie, sam grałem w soczewkach, więc gdzieś te dwie rzeczy można porównać. Kiedyś mnie czy Sebastianowi Świderskiemu ta soczewka wypadła i w takich sytuacjach trzeba na chwilę zejść z boiska, przemyć oko i grać dalej. Podobno David słyszy tylko 20 procent, więc jego wada jest poważna, stąd aparat. Ponieważ w naszej hali jest głośno, to pewnie będzie musiał ten aparat trochę dostosować do warunków.

W zespole będzie również drugi z reprezentantów USA, Dustin Watten. Chcieliście, żeby Smith się czuł swobodniej?

Nie, to był zupełnie przypadek. Tak naprawdę byliśmy bardzo blisko podpisania umowy z innym libero, zupełnie innej narodowości. Wyprzedził nas inny zagraniczny klub. Jednak z Wattenem sytuacja była taka, że dostaliśmy sygnał, że już wcześniej zawarł kontrakt. Ale gdy dotarłem bezpośrednio do zawodnika, to kolejny raz okazało się, że managerowie często układają swoje klocki. Kiedy natomiast Dustin dowiedział się o możliwości gry w PlusLidze, był bardzo zainteresowany i okazało się, że ma w kontrakcie taką klauzulę, że może do nas przyjść, choć manager mówił zupełnie co innego. Porozmawiałem z Guillaumem Samicą, który skontaktował się z Pierrem Pujolem, a ten dał nam kontakt do Dustina. Także szczęście w nieszczęściu – kiedy okazało się, że nie podpiszemy umowy z pierwszym kandydatem, byłem trochę załamany, bo włożyliśmy dużo pracy w pozyskanie tamtego zawodnika. Jednak w poprzednim sezonie Watten był dużo lepszy od niego i myślę, że również dla nas będzie lepszą opcją. A to, że grać będzie jeszcze David Smith, to naprawdę zbieg okoliczności.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved