Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Przedstawiamy uczestników Final Four LM – Resovia

Przedstawiamy uczestników Final Four LM – Resovia

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Mistrz Polski, zdobywca srebrnego medalu Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu – to w teorii powinna być najlepsza wizytówka Asseco Resovii Rzeszów, która w pierwszym meczu Final Four, jako gospodarz, zmierzy się ze swoim zeszłorocznym pogromcą, Zenitem Kazań. Kluczowym pytaniem przed startem krakowskich rozgrywek wydaje się być jednak to, czy siatkarze z Podkarpacia to ten sam zespół, który rywalizował w poprzedniej edycji walki na europejskich parkietach. Kim w tej chwili są podopieczni Andrzeja Kowala?

Miłe złego początki



30 października 2015 roku meczem z AZS-em Częstochowa miał się rozpocząć zwycięski marsz rzeszowian po kolejny tytuł mistrzowski polskiej siatkarskiej ekstraklasy. Wielkie nazwiska z Bartoszem Kurkiem i Damianem Wojtaszkiem na czele oraz powracający do wysokiej dyspozycji Olieg Achrem dla komentatorów stanowiły wystarczający argument przemawiający za tytułowaniem zespołu Andrzeja Kowala murowanym faworytem zmagań 2015/2016. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Wygrana 3:1 z siatkarzami spod Jasnej Góry, bardzo przekonujące zwycięstwo w trzech setach z BBTS-em Bielsko-Biała i (na tamten czas) kluczowy triumf z bełchatowianami (3:1) były manifestacją siły obrońców tytułu. Pierwszą oznaką tego, że coś może być nie tak, było zachwianie w boju z Jastrzębskim Węglem, które w parze z kontuzją Piotra Nowakowskiego (boryka się z przepukliną międzykręgową) spowodowały, że znaki zapytania zaczęły się pojawiać coraz częściej. Największy z nich ujrzał światło dzienne w momencie, gdy w czasie rywalizacji z Tomisem drugi atakujący zespołu z Podkarpacia, Jochen Schöps, nabawił się kontuzji w… hotelowej windzie. Wkrótce okazało się jednak, że nawet w przypadku wyeliminowania tak istotnego ogniwa z gry Resovia jest w stanie zetrzeć wszelkie zwątpienia, co też uczyniła chwilę później w pojedynku z Łuczniczką Bydgoszcz.

Znak „Stop”

Kłopoty rzeszowian jednak nie zniknęły. Mimo tego, że zespół ten świetnie radził sobie w grupie G Ligi Mistrzów, to odbywający się 25 listopada (czyli cztery dni po meczu z bydgoszczanami) pojedynek z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle mocno nadszarpnął pewność siebie drużyny. Wymagania, które postawili podopieczni Ferdinando de Giorgiego, oddziałały na mistrzów Polski na tyle mocno, że ci nie potrafili poradzić sobie w kolejnych potyczkach. Mając już dwie porażki na koncie, przegrali kolejne mecze z AZS-em Politechnika Warszawska, Cuprum Lubin i Cerradem Czarnymi Radom (wszystkie 2:3). Bój z zespołem Raula Lozano okazał się na tyle brzemienny w skutkach, że  wywołał pojawienie się głosów nie tylko o kryzysie w teamie i przeciążeniu eksploatowanego Kurka, ale przede wszystkim o utracie szans Resovii na walkę w finale. W grudniu siatkarze przełamali się jednak i rok zakończyli zwycięstwami z zespołami z Olsztyna i Będzina. – Musimy poczekać i przekonać się, jak zareagujemy na siebie po krótkiej przerwie przeznaczonej na rozgrywki reprezentacyjne – dopiero wtedy wszystko się okaże, więc na razie jest to tylko wróżenie z fusów. Cieszę się z tego, co mamy i że wiemy, na czym mamy się koncentrować – powiedział o żmudnym procesie wychodzenia z kryzysu wspomniany Kurek. Po pauzie spowodowanej walką biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Rio zespół z Podkarpacia kontynuował swoją dobrą passę.

Nie obyło się bez problemów

Styczeń wydawał się ostatecznym pożegnaniem z wszelkimi wątpliwościami w temacie dyspozycji rzeszowian. Istotne zwycięstwo z Treflem (3:0), kolejne z AZS-em i BBTS-em, a także informacja o tym, że to właśnie podkarpaccy siatkarze będą gospodarzami turnieju finałowego Ligi Mistrzów, na nowo wlały w serca ich kibiców sporą dawkę nadziei. Nawet przegrana 2:3 ze Skrą nie wydawała się przesądzająca, a pewne boje z Jastrzębskim Węglem i bydgoszczanami podtrzymały dobre humory w szeregach teamu. Problemy pojawiły się… ponownie po boju z ZAKSĄ, który i tym razem pokazał, ile dzieli mierzących się na dwóch frontach mistrzów Polski z zespołem, który mógł wszystko zyskać, nic nie tracąc. – Nie spuszczamy głów, dostaliśmy po ryju w batalii z liderami tabeli, ale zbieramy się w sobie i w sobotę jedziemy do Lubina, by tam wygrać – przyznał po spotkaniu Krzysztof Ignaczak. Szczęścia w województwie dolnośląskim jednak nie mieli, bowiem raz jeszcze zasmakowali porażki i to tym razem 0:3. – Zastanawiamy się, czy nie złapaliśmy punktów na wyrost, ponieważ nasza dyspozycja nie wygląda tak, jak tego byśmy chcieli – dodał Fabian Drzyzga. To, co najbardziej bolało w obrazie gry Resovii, to bezradność, z którą zespół Andrzeja Kowala nie potrafił sobie poradzić. Potęgowało ją przekonanie, że team ten stracił już swoje szanse w walce o finał, bowiem z ośmioma przegranymi na koncie musiał modlić się o cud, który pozwoliłby mu wyprzedzić Skrę w tabeli.

Cud w Bełchatowie

Mimo wszystko drużyna walczyła. Mistrzowie Polski nie grali idealnie, lecz trzy punkty z AZS-em, radomianami i olsztynianami podtrzymały ich nadzieje na awans, predestynujący ich do walki o ligowe złoto. To wszystko zbiegło się z zamieszaniem w bełchatowskim klubie, który pożegnał się z rozgrywkami na europejskich parkietach i zmienił trenera, co mocno wstrząsnęło siatkarską Polską. Po meczu w Kielcach mistrzowie Polski wyprzedzali Skrę o seta, co przy dalszych wynikach 3:0 otworzyłoby im drogę do finałowych zmagań z ZAKSĄ, jednak i tym razem nie obyło się bez wpadek. 3:1 z MKS-em Będzin było smutnym zwycięstwem, bowiem po nim już prawie nic nie leżało w gestii rzeszowian. Jeśli zespół trenera Blaina pokonałby swoich wszystkich pozostałych rywali 3:0, to wtedy właśnie on walczyłby o upragnione złoto. Siatkarze z Podkarpacia pokonali jeszcze Trefla 3:0 i jedyne, co im pozostało, to czekać na ostatnią batalię bełchatowian w rundzie zasadniczej z teoretycznie najsłabszym rywalem w tej części sezonu. I tu zdarzył się cud. Zespół Mariusza Wlazłego i spółki okazał się słabszy od bielszczan w jednej partii, otwierając tym samym Resovii drogę do walki o najcenniejszy z medali.

Bo jak nie my to kto?

– To rzeszowianie mieli wszystkie karty w swoich rękach i wielce prawdopodobne jest, że to, co się stało w hali „Energia”, bardzo ich zmobilizuje. Kto wie, czy nie pokuszą się o zwycięstwo z Zenitem Kazań, choć ten zespół jest tytułowany najlepszym na świecie? Oba teamy czeka tylko jeden pojedynek przy 17 tysiącach ludzi, którzy będą wspierać podopiecznych trenera Kowala w Tauron Arenie Kraków. Może być ciekawie – zarekomendował pierwsze spotkanie Final Four Ligi Mistrzów Tomasz Swędrowski. Pytanie pojawia się tylko jedno: czy po takich przejściach, kryzysie, falowaniu, braku pewności siebie, ostrych słowach, zamkniętych treningach  i „cudzie w Bełchatowie” Resovii uda się podejść bez wątpliwości i „syndromu” kazańskiego zespołu (w ubiegłorocznej edycji rozgrywek to z nim poległa w finale, a w tej team ten wyeliminował z gry już dwie inne polskie drużyny – Trefl Gdańsk oraz Skrę Bełchatów)? Czynników-motywatorów zawodnicy Andrzeja Kowala będą mieli jednak sporo – obrona honoru krajowej siatkówki, bycie gospodarzem i chęć odwetu na pewno przełożą się na to, że rzeszowianie będą chcieli sprawić niespodziankę. Argumentem przemawiającym na ich korzyść na pewno są statystyki – mają Bartosza Kurka, czyli aktualnie najlepszego atakującego ligi (485 zdobytych punktów w tym 409 z ataku, a 41 z asów), Dmytro Paszyckiego (3. środkowy w kraju), a także  najdokładniejszego rozgrywającego Fabiana Drzygę (51,78 procent efektywności zagrań). Czy to wystarczy? – Należy przypuszczać, że w półfinale Zenit nie zlekceważy Resovii. Będzie ona musiała wykonać pewną pracę, aby przeciwnik zaczął popełniać błędy – skomentował Ireneusz Mazur. Nie ulega jednak wątpliwości, że za pozytywny scenariusz trzymać kciuki będzie cała siatkarska Polska.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved