Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Prezes Stoczni optymistą, mecz z Treflem się odbędzie, a następne?

Prezes Stoczni optymistą, mecz z Treflem się odbędzie, a następne?

fot. KPS Stocznia Szczecin

– Wczoraj myślałem, że trzeba będzie zamknąć klub i zakończyć działalność. Dzisiaj jest we mnie więcej optymizmu. Nie składamy broni, walczymy. Jest szansa, że utrzymamy wszystkich zawodników i przetrwamy potężny kryzys – mówi na łamach Przeglądu Sportowego prezes szczecińskiego klubu Jakub Markiewicz.

Sytuacja Stoczni jest dramatyczna – zawodnicy dostali tylko jedną pensję, a klub nie ma sponsora, który byłby w stanie załatać powiększającą się ogromną dziurę budżetową. Jeszcze w poniedziałek Markiewicz grobowym głosem mówił nam, że rozważa każdą, nawet najgorszą ewentualność. Wczoraj był już większym optymistą. – Jesteśmy po rozmowach ze sponsorami. Pojawiło się światełko w tunelu, są widoki na większe pieniądze ze Stoczni i współpracę z kolejnym partnerem. Zawodnicy trenują i wszyscy wystąpią w czwartkowym zaległym meczu z Treflem Gdańsk – zapewnia szef klubu.



Miasto Szczecin poinformowało dziennikarzy, że Stocznia poprosiła o dodatkowe 300 tysięcy złotych na spłatę dwumiesięcznego zadłużenia wobec jednego z zawodników. Przedstawiciele magistratu poinformowali, że jakiekolwiek dofinansowanie poza konkursem, który jest cyklicznie ogłaszany, nie jest możliwe, a KPS Stocznia Szczecin dostał od miasta w tym roku już 1,2 miliona złotych. Dariusz Sadowski z Centrum Informacji Miasta z przekąsem napisał, że władze Szczecina chętnie poznałyby również wysokość finansowego zaangażowania innych partnerów klubu…

Portal money.pl poinformował, że problemy klubu ze Szczecina były widoczne już w sprawozdaniach finansowych z ubiegłych lat, gdzie wydatki znacznie przekraczały wpływy, a spółka wykazywała spore straty. To pokazuje, jak nieskuteczny i fikcyjny jest system przyznawania licencji w Polskim Związku Piłki Siatkowej i Polskiej Lidze Siatkówki. Komisje i osoby odpowiedzialne za przyznawanie siatkarskich licencji nie mają środków i możliwości na dokładne sprawdzenie finansów i zabezpieczeń klubów.

Tymczasem menedżerowie już działają na rynku transferowym, szukając zawodnikom klubów. Jeśli na początku grudnia na konta siatkarzy nie wpłyną zaległe pensje, gwiazdy będą mogły rozwiązywać umowy. Włoskie media już informują o potencjalnych transferach – Nicholas Hoag ma trafić do Perugii, dyrektor sportowy Radostin Stojczew do Sienny, a Bartosz Kurek do… Rzeszowa. Na ile prawdziwe są te informacje, trudno powiedzieć. Trener Asseco Resovii Gheorghe Cretu zapewnia, że w rzeszowskim klubie nie dojdzie do żadnych zmian transferowych. Prezes ZAKSY Kędzierzyn-Koźle plotki o Żygadle skwitował z kolei śmiechem. – Bzdura. Owszem potrzebujemy na dwa miesiące rozgrywającego w ramach transferu medycznego, ale nie rozmawialiśmy ani z Żygadłą, ani z jego menedżerem. Nawet nie wiem, kto nim jest. Łukasz to za dobry zawodnik na zmiennika Bena Toniuttiego. Ten transfer nie wchodzi w grę – mówi szef ZAKSY.

Prawdopodobnie w środę w sprawie przyszłości klubu z północno-zachodniej części kraju pojawi się oficjalny komunikat. W skrajnym przypadku może to oznaczać, że autokar z siatkarzami Trefla do Szczecina nie dojedzie. – Przygotowania do meczu mamy już zakończone. Wszystko jest gotowe. To jest coś, co musieliśmy zrobić, bo do tej pory nie dostaliśmy żadnej oficjalnej informacji ze Szczecina. Nie wiem, jaki może być finał tej sprawy. To jest trochę przerażające. Dla nas to ważne spotkanie z drużyną z gwiazdami – powiedział dziennikarzom Dziennika Bałtyckiego Andrea Anastasi, trener Trefla Gdańsk.

Stocznia miała budować mocny kadrowo zespół na podstawie słownych zapewnień o wsparciu z Orlenu. Te słowne zapewnienia nie zostały jednak udokumentowane. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której prywatna firma wyłoży miliony na ratowanie sportowego projektu w Szczecinie. Przypomnijmy, że zbliżona „przygoda” spotkała w poprzednich rozgrywkach Trefla Gdańsk. – To sytuacja podobna i niepodobna do naszej – wyjaśnia Anastasi. – W ubiegłym sezonie mieliśmy duży problem z Lotosem. Mogliśmy jednak liczyć na pomoc miasta Gdańska oraz firmy Trefl. Tutaj jest pierwsza różnica, w gwarancji finansowej. Oczywiście wciąż mamy długi wynikające z poprzedniego sezonu. Po składzie na te rozgrywki widać, że zrobiliśmy jeden krok w tył. Nie mogliśmy już wydać takich pieniędzy na kontrakty. Musieliśmy mieć zabezpieczenia. Teraz jest jednak tak, że nie możemy narzekać, bo klub regularnie płaci. Zdaję sobie sprawę, że w ubiegłym sezonie mieliśmy niesamowicie mocny skład. Teraz musieliśmy postawić na kadrę młodą, perspektywiczną. Możemy osiągnąć coś dużego, ale mówimy w tym znaczeniu o przyszłości – dodaje Włoch.

Kolejna różnica między Treflem sprzed roku a obecną Stocznią to fakt, że Grupa Lotos była z gdańskim klubem związana umową. – W całym swoim życiu nie widziałem jeszcze takiej sytuacji – nie kryje zaskoczenia Andrea Anastasi. – Jestem zaskoczony, że to tak wygląda. Słychać, że w klubie nie ma pieniędzy i słychać, że zarząd próbuje to naprawić, szukając sponsora. Jak można postępować w ten sposób, że buduje się taką drużynę i nie ma się na to finansowego zabezpieczenia? To dziwne. Nie mam słów.

źródło: Dziennik Bałtycki, inf. własna, Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-11-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved