Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Podsumowanie LSK: Dwie strony brązowego medalu

Podsumowanie LSK: Dwie strony brązowego medalu

fot. Michał Szymański

Nagrodą za zdobycie tytułu mistrza Polski jest możliwość zagrania w następnym sezonie o wszystkie trofea – Ligę Mistrzyń, Superpuchar, Puchar Polski i obronę złota w lidze. Takie wyzwania w zakończonych właśnie rozgrywkach czekały na ŁKS Commercecon Łódź. Wiadomo było, że zadania są piekielne trudne. Z jednej strony od przebudowanej drużyny nie oczekiwano cudów, z drugiej zaś mistrzostwo zobowiązuje – nie ma wymówek i pobłażania.

Patrząc na sezon przekrojowo – ŁKS nie stanął na najwyższym podium w żadnych rozgrywkach i momentami wyglądał na zespół bardziej walczący ze sobą niż z przeciwnikami. Końcówka wyglądała już stabilniej, a brązowy medal zdobyty rzutem na taśmę w derbach Łodzi jest dorodną wisienką na tym słabo nasączonym torcie, przekładanym kremem instant z torebki.



PRZEBUDOWY, REMONTY, RENOWACJE

Od początku było wiadomo, że do sezonu 2019/20 przystąpi inna drużyna, w której wymianie ulegnie część ważnych elementów. Przede wszystkim klub zrezygnował z usług trenera Michała Maska, a w jego miejsce zatrudnił Marka Solarewicza. Ten ryzykowny ruch miał tchnąć inną energię w zespół. Ryzykowny, bo dla Solarewicza był to przeskok z prowadzenia ligowego średniaka na sternika mistrzyń kraju. Nie było też tajemnicą, że w klubie nie zostaną Regiane Bidias Zuzanna Efimienko-Młotkowska. W miejsce tych doświadczonych, pewnych punktów drużyny przyszły młode talenty – Katarina Lazović oraz Joanna Pacak. Głównym problemem klubu okazało się jednak odejście obu rozgrywających. Lucie Muhlsteinova postanowiła odpocząć od siatkówki, a największe objawienie sezonu w ŁKS-ie, czyli kapitan i mózg drużyny Marta Wójcik ostatecznie z powodów zdrowotnych musiała podjąć trudną decyzję o odpuszczeniu kolejnych rozgrywek. Ich miejsce w klubie zajęły Eva Mori i Nicole Edelman. Reprezentantka Słowenii od początku była w kręgu zainteresowań łódzkiego klubu, natomiast Amerykanka pojawiła się w drużynie nieco awaryjnie, kiedy już okazało się, że Wójcik nie zagra. Skład uzupełniła Natalia Skrzypkowska oraz zawodniczki z drużyn młodzieżowych.

ANI SUPER, ANI PUCHAR

Pierwszym sprawdzianem nowej koncepcji miał być mecz o Superpuchar z Chemikiem Police. W klubie podchodzono z dystansem do tych zmagań. Wiadomo było, że zespół potrzebuje jeszcze czasu. Większość przygotowań do sezonu drużyna pracowała bez rozgrywających, Lazović dotarła do klubu dopiero po finale mistrzostw Europy, podobnie jak Klaudia Alagierska Aleksandra Wójcik. Gładki triumf Chemika pokazał dwie rzeczy. Po pierwsze, że przed ŁKS-em długa droga do optymalnego ułożenia swojej gry, a po drugie, że policzanki w tym sezonie będą piekielnie mocne.

FALOWANIE I SPADANIE

Łodzianki zaczęły sezon od zdobycia dwóch kompletów punktów, ale nie były to zwycięstwa wybitnie gładkie i przekonujące. Już w trzeciej kolejce derby Łodzi miały dać odpowiedź, jaka jest realna siła Wiewiór. Nie pomógł ogłuszający doping kibiców, Ełkaesianki zeszły z boiska pokonane. Wciąż miały jednak czas na szlifowanie formy, bo wydawało się, że następny poważny sprawdzian ligowy czeka je dopiero w grudniu przeciwko Developresowi. Weryfikacja przyszła jednak dużo wcześnie, bo niespełna tydzień po derbach. Skazane na porażkę pilanki przyjechały do Łodzi i skasowały trzy punkty. Pomogły im w tym kłopoty chorobowe ŁKS-u. Część siatkarek gospodarzy w trakcie spotkania niemal straciło przytomność na boisku, a zmienniczki nie udźwignęły ciężaru gry. Kilka dni później łodzianki obroniły się w Kaliszu przed porażką, ale wygrały dopiero po tie-breaku. Po tym meczu mogły złapać tydzień oddechu i spokojnej pracy przed wycieczką do Legionowa, przy czym „wycieczka” okazuje się tu trafnym określeniem, bo na „mecz” Wiewióry nie dojechały, przynajmniej tak to wyglądało. Solidne lanie od Legionovii podziałało mobilizująco na ŁKS, bo dwa następne mecze wygrały za trzy punkty i mogły nieco spokojniej spoglądać w kierunku inauguracji Ligi Mistrzyń.

EUROPEJSKI KOLORYT

Zawodniczki wiedziały, że Liga Mistrzyń nie jest priorytetem w tym sezonie, ale też bardzo chciały powalczyć w grupie, bo po losowaniu wcale nie były skazywane na pożarcie. Inne cele mieli natomiast kibice Wiewiór. Rok wcześniej pokazali Europie jak może wyglądać w siatkówce doping na wyjazdach i nie mogli zjechać z poziomem. Tak też było, niezależnie od wyników zespołu, siatkarki zawsze mogły liczyć na wsparcie dużej grupy kibiców. Łodzianki zaczęły europejskie zmagania od zwycięstwa w tie-breaku z mistrzyniami Niemiec. To rozbudziło apetyty, bo mówiło się, że właśnie między siatkarkami ze Stuttgartu i Łodzi rozstrzygnie się kwestia drugiego miejsca w grupie. Później niestety ŁKS pozwolił Chimikowi Jużne na zdobycie jedynego punktu w ich grupowych występach. Następnie była fantastyczna walka z Włoszkami, zakończona minimalną porażką. O wszystkim miał zadecydować mecz w Stuttgarcie. Łodzianki w pierwszym secie zmiotły rywalki z parkietu i miały je na widelcu w drugiej partii, ale tę jakimś cudem Niemki odwróciły na swoją korzyść. Później kontuzji doznała Lazović i wszystko się posypało jak domek z kart. Wiewióry przegrały, a jak się później okazało, układ wyników w innych grupach sprawił, że wystarczyło ten mecz wygrać, żeby grać w ćwierćfinale. Z awansu cieszono się jednak w Stuttgarcie, a łodzianki z trzema zwycięstwami zakończyły udział w europejskich pucharach.

SŁODKO-GORZKI GRUDZIEŃ

Ostatni miesiąc roku łodzianki zaczęły od meczu bez historii z Wisłą. Później zaczęły się mecze z historią. Na pierwszy ogień poszedł tie-break w Rzeszowie. Okazało się, że mocni rywale wyzwalają w ŁKS-ie dużo większą jakość, niż potyczki ze słabszymi. Po dwóch setach kibice w hali Podpromie przecierali oczy ze zdumienia, bo ich ulubienice przegrywały 2:0. Developres jednak wywiązał się z roli faworyta i dwa punkty zostały w Rzeszowie. Kiedy do Łodzi przyjechał Chemik, liczono na emocjonującą walkę. Pierwsze dwie odsłony tego nie zapowiadały. Policzanki grały lepiej i pokazywały, że przyjechały po pełną pulę. Tym razem to jednak łodzianki potrafiły odwrócić losy meczu, doprowadzając do tie-breaka. W nim na przewagi wygrali goście, ale łódzcy kibice z optymizmem patrzyli w przyszłość, widząc długo oczekiwaną stabilizację formy na wysokim poziomie. Trzy dni później okazało się, że forma ŁKS-u zdecydowanie jest kobietą i to z gatunku tych wybitnie zmiennych. Po zaciętych bojach z faworytami ligi, w Bielsku-Białej miejscowy BKS wylał trzy kubły zimnej wody na głowy Wiewiór.

WŁOSKIE POSIŁKI

Zarząd klubu widząc, że w zespole nie ma stabilizacji, postanowił że przerwa w rozgrywkach to dobry moment na dokonanie korekt. Z drużyną pożegnała się Nicole Edelman, którą zastąpiła doświadczona włoska rozgrywająca Valeria Caracuta. To nie jedyne wzmocnienie, które pojawiło się z włoskiego kierunku. Hubert Hoffman sięgnął po uznanego trenera Giuseppe Cuccariniego, którego polscy kibice pamiętali z prowadzenia Chemika Police. Mentor wielu włoskich trenerów miał wprowadzić spokój i poukładać grę ŁKS-u. W klubie pozostał Marek Solarewicz, który przygotowywał zespół do drugiej części sezonu. Od tej pory pełnił funkcję asystenta popularnego Beppe.

NOWY ROK ZGODNIE Z PLANEM

Po przerwie na olimpijskie kwalifikacje, zespoły wróciły w styczniu na ligowe parkiety. Łodzianki radziły sobie bez problemów z kolejnymi rywalami, ale nie oszukujmy się, byli to rywale, z którymi łodzianki miały zwyczajnie obowiązek wygrać. Godnym uwagi jest fakt udanego rewanżu na Legionovii. Jak cenne było to zwycięstwo, miało się okazać dopiero kilka tygodni później. Wiewióry podreperowały swoją pozycję w tabeli, notując pięć zwycięstw za trzy punkty z rzędu. Znów w łódzkich fanów wstąpiła wiara, że ich ulubienice są gotowe na walkę o wysokie cele.

DO NYSY PRZEZ POLICE NIE PO DRODZE

Słabe występy ligowe w pierwszej części sezonu sprawiły, że ŁKS Commercecon do Pucharu Polski przystępował jako drużyna nierozstawiona, a los nie okazał się dla niego łaskawy. O awans do finałowej czwórki, która w Nysie miała walczyć o puchar przyszło się Wiewiórom mierzyć z Chemikiem. Łodzianki wyjątkowo źle mogą wspominać wyprawy do Polic, bo nigdy dotychczas tam nie wygrały (a jedyne punkty na wyjeździe z Chemikiem zdobyły grając w Szczecinie). Pucharowe spotkanie również dołączyło do kolekcji meczów do zapomnienia. Chemik rozbił Ełkaesianki, które w żadnym z setów nie przekroczyły granicy dwudziestu punktów i pożegnały się z szansą na trofeum.

MOCNY FINISZ Z HAPPY ENDEM

Po pucharowej porażce ŁKS oberwał raz jeszcze. W lidze nie ugrał nawet seta przeciwko Developresowi. Później przyszła jednak już oczekiwana od początku sezonu stabilizacja. Powrót na ligowy mecz do Polic okazał się już szczęśliwszy dla Wiewiór. Zacięty mecz skończył się zwycięstwem gospodyń po pięciu setach. Punkt zdobyty w Policach pozwolił jednak łodziankom zachować jedno oczko przewagi nad Legionovią, która szaleńczo walczyła o podium po rundzie zasadniczej. W przedostatniej kolejce oba kluby zgodnie zgubiły po jednym punkcie i ostatnia kolejka miała zadecydować o układzie tabeli. Wszystko było w rękach ŁKS-u, bo w ciemno można było przypisać trzy punkty legionowiankom za mecz z Wisłą. Tym ostatnim łódzkim akordem były wyjazdowe derby. Dla wielu kibiców mecze z Budowlanymi są najważniejszymi w sezonie. Czasem miejsce w tabeli jest mniej istotne niż prymat w mieście. Przed meczem wszystkie możliwe układy tabeli były znane – Budowlani nie będą na podium, chyba że Wisła wygra z Legionovią – science fiction. Grot walczył jednak o czwarte miejsce. ŁKS mógł po tym meczu skończyć na miejscach od trzeciego do piątego. Wiewióry pokazały jednak kawał dobrej siatkówki i zrewanżowały się sąsiadkom za porażkę w pierwszej rundzie. Strzeliło konfetti i śpiewy „Derby są nasze!” Jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że te zwycięskie derby są na miarę brązowego medalu.

TYLKO BRĄZ I AŻ BRĄZ – TRUDNA OCENA TRUDNEGO SEZONU

Z pewnością ŁKS Commercecon Łódź chciał i mógł zdobyć w tym sezonie więcej. Superpuchar jako przetarcie przed sezonem wypadł blado. Ćwierćfinał Ligi Mistrzyń był na wyciągnięcie ręki, ale w kluczowym momencie zabrakło chłodnej głowy, więcej szczęścia, doświadczenia i jakości. Puchar Polski zakończył się bolesną porażką z późniejszym triumfatorem, ale gdyby łodzianki lepiej zagrały pierwszą część sezonu, to nie musiałyby jechać do Polic w ćwierćfinale. Brązowy medal w lidze to dla Wiewiór nagroda za ciężką pracę w całym sezonie i sukces, którego wagi nie da się za bardzo ocenić, bo zawsze pozostaje niedosyt. W klubie po cichu liczono na trzeci z rzędu półfinał z Developresem i to, że trzeci raz z rzędu fortuna stanie po łódzkiej stronie, a później kto wie… Tak jak w Rzeszowie liczono zapewne, że tym razem karta się odwróci, a później kto wie… To już jednak historia. Łódzkie Wiewióry trzeci rok z rzędu wspięły się na „pudło”, tym razem dokładając do kolekcji brązowy medal.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2020-04-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved