Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Zwyciężali faworyci, niespodzianka w stolicy

PlusLiga: Zwyciężali faworyci, niespodzianka w stolicy

fot. archiwum

W szóstej kolejce z zespołów będących w czołówce jedynie ZAKSA straciła punkt w starciu z Jastrzębskim Węglem. Po 3:0 solidarnie wygrywały ekipy z Rzeszowa, Olsztyna, Lubina i Bełchatowa. Po ważne punkty sięgnęły Effector i MKS, a największą niespodziankę sprawił AZS Częstochowa, ogrywając AZS Politechnikę Warszawską.

Szybko na zwycięską ścieżkę powróciła Asseco Resovia Rzeszów, która lekko, łatwo i przyjemnie rozprawiła się z Cerrad Czarnymi Radom. Wygrana podopiecznych Andrzeja Kowala ani przez moment nie była zagrożona. Ustawili oni sobie grę zagrywką, a ponad 50% skuteczności w ataku pozwalało im kontrolować boiskowe wydarzenia. Przyjezdni nie mieli siatkarskich argumentów, by przeciwstawić się dobrze prezentującym się rzeszowianom. Najlepiej punktującym zawodnikiem gospodarzy został Thibault Rossard, ale statuetka MVP powędrowała w ręce Marko Ivovicia. – Zagrywki rzeszowian były naprawdę piorunujące, każdy przeciwnik mógłby się ich przestraszyć. Nam nie udało się nic z tym zrobić, ale mam nadzieję, że kiedy spotkamy się w rundzie rewanżowej w Radomiu, to wtedy pokażemy coś więcej – powiedział atakujący Czarnych, Jakub Ziobrowski. Obecnie radomianie z jedną wygraną na koncie plasują się na czternastej pozycji, natomiast wicemistrzowie Polski z jedną porażką są liderem PlusLigi.



Najbardziej zacięte spotkanie w szóstej kolejce rozegrano w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie ZAKSA walczyła z Jastrzębskim Węglem. Po trzech setach prowadziła 2:1 i nic nie wskazywało na to, że w dalszej części meczu będzie mnóstwo emocji. Dwie kolejne partie toczyły się na przewagi, a po obu stronach siatki szaleli Dawid Konarski i Maciej Muzaj, zdobywcy odpowiednio 31 i 28 oczek. W tie-breaku to goście mieli więcej szans na postawienie kropki nad i, lecz uczynili to mistrzowie Polski. – Było ciężko, bo od początku tie-breaka goniliśmy rywali. Mieli pięć piłek meczowych, więc cieszymy się, że wygraliśmy. Nikt z nas nie powie, że szkoda jednego punktu, bo zdobyliśmy dwa – zaznaczył atakujący ZAKSY, Dawid Konarski. Podział punktów sprawił, że kędzierzynianie są obecnie wiceliderem PlusLigi, mając punkt straty do lidera, a Jastrzębski Węgiel plasuje się na szóstej lokacie.

Niespodzianki nie udało się sprawić BBTS-owi Bielsko-Biała, który przegrał przed własną publicznością z Indykpolem AZS-em Olsztyn. O ile w dwóch pierwszych setach gospodarze podjęli walkę z przeciwnikami, o tyle w trzecim byli dla nich tylko tłem. W każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła byli słabsi, a dominacja podopiecznych Andrei Gardiniego uwidoczniła się chociażby w ataku, w którym uzyskali 50-procentową skuteczność. Paweł Woicki umiejętnie też rozdzielał piłki, bo aż czterech zawodników zyskało minimum dziesięć oczek, a największym dorobkiem punktowym mógł poszczycić się Wojciech Włodarczyk. – Jestem zadowolony zarówno z meczu, jak i z drużyny, ze sposobu, w jaki zagraliśmy, bowiem stolica Podbeskidzia to trudny teren, z którego wywieźliśmy trzy punkty. Będą się one liczyć w przyszłości – ocenił MVP spotkania, Aleksander Śliwka. Po wygranej w Bielsku-Białej akademicy mają już na swoim koncie trzynaście oczek, a taki dorobek pozwala im plasować się na trzecim miejscu. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja BBTS-u, który zamyka ligową stawkę.

Po kolejne trzy punkty sięgnęli siatkarze PGE Skry Bełchatów, którzy przed własną publicznością stosunkowo szybko rozprawili się z Lotosem Treflem Gdańsk. Przyjezdni w drugiej partii mieli szansę na osiągnięcie korzystnego wyniku, zmarnowali jednak kilkupunktowe prowadzenie i kilka piłek setowych, przez co do domu wrócili bez ani jednej ugranej partii. W dwóch pozostałych byli bowiem tylko tłem dla bełchatowian. Trudno było im nawiązać walkę, mając 19% perfekcyjnego przyjęcia. Z kolei w ekipie gospodarzy w defensywie świetnie spisał się Michał Winiarski (MVP), zaś w ofensywie prym wiódł Mariusz Wlazły, zdobywca 16 punktów. – W drugim secie było trochę nerwówki. Zachowaliśmy jednak chłodną głowę do końca i pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, który potrafi walczyć w końcówkach. Po tym poznaje się prawdziwą drużynę – podkreślił przyjmujący PGE Skry, Bartosz Bednorz. Po ostatniej wygranej jest ona na piątym miejscu w tabeli, zaś podopieczni Andrei Anastasiego znajdują się poza ósemką, dopiero na dziesiątym miejscu w stawce.

Wciąż w PlusLidze nie wiedzie się Espadonowi Szczecin, który tym razem musiał uznać wyższość Cuprum Lubin. Podopieczni Milana Simojlovicia tylko w drugiej partii dotrzymali kroku gospodarzom, ale przegrana w końcówce wyraźnie podcięła im skrzydła. O ile ich przyjęcie nie było najgorsze, o tyle nie radzili sobie w ataku. Zupełnie inaczej było w szeregach miedziowych, którzy w ofensywie zagrali z ponad 60-procentową skutecznością, tylko dwukrotnie dając zatrzymać się przeciwnikom blokiem. Do sukcesu poprowadził ich Łukasz Kaczmarek, który zgromadził na swoim koncie 16 oczek. Jednak w meczu doszło do niecodziennego wydarzenia, bowiem sędziowie zbyt wcześnie go zakończyli, przez co zawodnicy musieli wracać z szatni na boisko. Wprawdzie ten incydent nie miał praktycznie żadnego wpływu na końcowy wynik, ale jednak w profesjonalnej lidze, jaką chce być PlusLiga, nie powinien się zdarzyć. Na razie Cuprum nadal nie straciło seta we własnej hali, a po ostatniej wygranej drużyna prowadzona przez trenera Cretu znajduje się na czwartym miejscu, zaś beniaminek ze Szczecina z zaledwie trzema oczkami na koncie plasuje się na przedostatniej lokacie w stawce.

Spory niedosyt po meczu z AZS-em Częstochowa odczuwają siatkarze AZS-u Politechniki Warszawskiej, którzy trochę na własne życzenie nie zdobyli na Torwarze ani jednego punktu. Wprawdzie pierwsza partia padła ich łupem, ale ich nieszczęście zaczęło się od przegranej drugiej odsłony po walce na przewagi. W trzeciej też roztrwonili prowadzenie, a jak podopieczni Michała Bąkiewicza złapali odpowiedni rytm gry, to szansy na zwycięstwo nie wypuścili już z rąk. – Nie wykorzystaliśmy sytuacji. Nie skończyliśmy trzech kolejnych akcji. Popełniliśmy trzy błędy, co dodało wiatru w żagle przeciwnikom. Poczuli, że mogą wygrać – skomentował środkowy stołecznego zespołu, Jakub Kowalczyk. Słabo zaprezentował się on w polu serwisowym, przez co goście mieli dobre przyjęcie. Mieli też asa w rękawie w postaci Oleksandra Grebeniuka, który zdobył aż 23 oczka, popisując się 61-procentową skutecznością w ataku i walnie przyczyniając się do sukcesu częstochowskiej ekipy. Dzięki niemu awansowała ona na dwunaste miejsce. Mimo porażki w znacznie lepszej sytuacji są podopieczni Jakuba Bednaruka, którzy plasują się w czołowej ósemce.

Kolejne zwycięstwo na swoim koncie zapisał Effector Kielce, który wykazał wyższość u siebie nad Łuczniczką Bydgoszcz. Jednak tym razem rodziło się ono w bólach. To przyjezdni prowadzili już 2:1 i byli bliżej zwycięstwa, jednak podopieczni Dariusza Daszkiewicza w kluczowych momentach postawili na ryzyko w polu serwisowym, co przyniosło wymierny efekt. Mieli też w swoich szeregach Leo Andricia, który zapisał na swoim koncie 26 oczek, otrzymując tytuł MVP. Dzielnie wspierał go też Maciej Pawliński. Bydgoszczanie za to próbowali ratować się blokiem, ale nie wykorzystali szansy na wywiezienie z Kielc więcej niż jednego oczka. – Źle weszliśmy w ten mecz, nie szło nam, ale pokazaliśmy, że jesteśmy waleczni, że potrafimy się podnieść i wygrać w końcówce. Takie zwycięstwo smakuje dwa razy lepiej, bo takie mecze budują charakter drużyny i pewność siebie – zaznaczył na łamach strony klubowej przyjmujący świętokrzyskiej drużyny, Maciej Pawliński. Obecnie ma ona już trzy wygrane na koncie i plasuje się tuż za czołową ósemką, natomiast Łuczniczka z pięcioma oczkami na koncie jest dopiero trzynasta w zestawieniu.

Po dobrym początku sezonu lekką zadyszkę złapali siatkarze GKS-u Katowice, którzy przegrali drugi mecz z rzędu. Tym razem nie sprostali MKS-owi Będzin. Wprawdzie po dwóch setach na świetlnej tablicy widniał remis, ale w dwóch kolejnych lepsi okazali się gracze znad Czarnej Przemszy. Kluczowe okazało się ich dokładniejsze przyjęcie, które przełożyło się na lepszą skuteczność w ataku. Mieli też tego dnia w swoich szeregach lidera, którym okazał się Rafael Araujo, zdobywca 25 oczek, który został wybrany MVP spotkania. – Graliśmy równo do stanu po 20. Później popełniliśmy proste błędy, rywale odskakiwali i wygrywali seta. To bardzo boli, bo wiemy, że nie jesteśmy gorsi od przeciwnika, choć wynik czwartego seta mógłby na to wskazywać – skomentował na łamach strony klubowej przyjmujący beniaminka, Rafał Sobański. Po ostatniej porażce podopieczni Piotra Gruszki nie wylecieli z ósemki, ale są na jej pograniczu, a chociażby nad będzinianami mają już tylko dwa oczka przewagi.

Zobacz również
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved