Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Szlagier w Jastrzębiu-Zdroju

PlusLiga: Szlagier w Jastrzębiu-Zdroju

21. kolejka PlusLigi stoi pod absolutnym znakiem szlagieru pomiędzy Jastrzębskim Węglem a ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. To spotkanie może odwrócić czołówkę tabeli do góry nogami. Ewentualne zwycięstwo jastrzębian jeszcze bardziej zacieśni sytuację w górnych rejonach, a podopieczni Marka Lebedewa mogą awansować na drugą lokatę. W przypadku porażki ekipa ze Śląska może osunąć się nawet na piąte miejsce. Interesująco powinno być także w Gdańsku, gdzie Lotos Trefl zagra z PGE Skrą Bełchatów. Oba zespoły mają coś do udowodnienia po ostatnich niepowodzeniach.

21. seria gier rozpocznie się od mocnego uderzenia, bowiem już w piątek na parkiet wybiegną siatkarze Jastrzębskiego Węgla oraz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W takim szlagierze trudno wskazać faworyta. Gospodarze są na trzecim miejscu i do prowadzących mistrzów Polski tracą sześć punktów. Podopieczni Ferdinando de Giorgiego niespodziewanie stracili punkt w poprzedniej kolejce, kiedy to wygrali u siebie z Czarnymi Radom tylko 3:2. Jastrzębianie stoczyli twardy, ale zwycięski bój 3:1 na wyjeździe z MKS-em Będzin. Sytuacja w czołówce tabeli jest niesamowicie ciekawa. W przypadku porażki kędzierzynian nawet oni nie będą jeszcze pewni gry w fazie play-off. – Ten czas musimy wykorzystać jak najlepiej się da, bo wszyscy wiemy, że Jastrzębie to trudny teren. Zresztą obecnie rywale są na drugim miejscu w tabeli, więc można by rzec, że depczą nam po piętach. Będziemy ciężko trenować i zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć w Jastrzębiu-Zdroju i dopisać do naszego konta kolejne punkty, najlepiej oczywiście trzy – twierdzi Kamil Semeniuk. Stawka jest olbrzymia także dla miejscowych, którzy w przypadku triumfu umocnią się w czubie klasyfikacji, ale ewentualna porażka może osunąć ich nawet na piąte miejsce, a więc poza strefę medalową. Obecnie pięć zespół jest zainteresowanych walką o mistrzostwo Polski i każde bezpośrednie stracie pomiędzy tymi ekipami będzie starciem za „sześć punktów”.



Tego samego dnia zagra inny kandydat do gry o medale, a więc Asseco Resovia Rzeszów. Wicemistrzowie kraju zmierzą się na wyjeździe z siódmym Cerradem Czarnymi Radom. Biorąc pod uwagę, że ekipa Roberta Prygla była o krok od zwycięstwa na wyjeździe w Kędzierzynie-Koźlu, to należy spodziewać się wielu emocji w piątkowy wieczór. – Znając własne możliwości, po takim meczu jak ten z ZAKSĄ musimy myśleć tylko o tym, że w kolejnym spotkaniu to my przechylimy szalę zwycięstwa na swoją stronę. Moim zdaniem, mimo że może wciąż brakuje nam trochę chłodnej głowy, to jak utrzymamy podobny poziom, mamy realne szanse na pokonanie Resovii – wierzy głęboko Michał Kędzierski. Czarni walczą w tym sezonie o pierwszą szóstkę rozgrywek, bowiem do szóstego Cuprum Lubin tracą dwa punkty, natomiast strata do wyższych lokat jest już zbyt duża. Podopieczni Andrzeja Kowala, którzy z trudem pokonali w poprzedniej serii gier Cuprum Lubin 3:2, liczą, że po tej kolejce zmniejszą dystans do prowadzącej ZAKSY, który na ten moment wynosi cztery oczka. Trzeba jednak pamiętać, że team z Podkarpacia ma tylko trzy punkty przewagi nad piątym AZS-em Olsztyn, a więc Resovia musi nie tylko patrzeć do góry, ale także na to, co dzieje się tuż za nią. Im bliżej końca fazy zasadniczej, tym każda wpadka może sporo kosztować, a radomianie są w stanie sprawić niespodziankę, co podsyca atmosferę tego meczu.

Zdecydowanie najmniej rzucające się w oczy piątkowe spotkanie odbędzie się pomiędzy Łuczniczką Bydgoszcz a Effectorem Kielce. Nie oznacza to jednak, że jest to mecz o „pietruszkę”, a wręcz przeciwnie. Patrząc na tabelę, jedni i drudzy muszą szukać punktów, aby odskoczyć od strefy barażowej. Kielczanie mają tylko dwa oczka przewagi na przedostatnim Espadonem. Niewiele lepiej wygląda sytuacja zespołu Piotra Makowskiego, który ma oczko więcej. To jednak bydgoszczanie będą faworytami tego meczu ze względu na zwyżkę formy, jaką ostatnio zanotowali. W dwóch poprzednich meczach ligowych ekipa znad Brdy zainkasowała aż pięć punktów i postara się pójść za ciosem także w starciu z Effectorem, który w poprzedniej kolejce przegrał u siebie z GKS-em Katowice 1:3. – Wygrane dodają pewności siebie i mam nadzieję, że z zespołem z Kielc zagramy dobry mecz. Będziemy walczyli o kolejne zwycięstwo, nie będzie łatwo, bo Effector przyjedzie do nas po punkty i przerwanie swojej złej passy – uważa Bartosz Filipiak. Zwycięzca tego arcyważnego dla układu dolnych rejonów tabeli pojedynku będzie mógł chociaż na chwilę odetchnąć i poczuć większą swobodę.

W sobotę odbędą się kolejne mecze z udziałem zespołów walczących o medale. Indykpol AZS Olsztyn zmierzy się z BBTS-em Bielsko-Biała i będzie zdecydowanym faworytem tej konfrontacji. Podopieczni Andrei Gardiniego to rewelacja tego sezonu. Mało kto spodziewał się, że ekipa z Warmii i Mazur będzie mieć otwartą drogę do awansu do fazy play-off. Obecnie olsztynianie są tuż za pierwszą czwórką, ale mają tyle samo punktów, co wyprzedzająca ich lepszym bilansem setów PGE Skra Bełchatów. Akademicy robią swoje, nie notują wpadek i są groźni dla najlepszych w lidze. – Tak naprawdę z tymi drużynami, z którymi jesteśmy teoretycznie faworytem, musimy zagrać na sto procent koncentracji. Musimy mieć nawet większą koncentrację niż podczas spotkań z potentatami rozgrywek. Te silne drużyny są o tyle przewidywalne, że wiadomo, iż będą grały na wysokim poziomie, zaprezentują stabilną grę i w każdym elemencie będzie bardzo trudno. Po zespołach z tej drugiej części tabeli niczego nigdy nie można być pewnym. Dlatego na każdy mecz trzeba wychodzić z maksymalną koncentracją i starać się robić wszystko najlepiej, jak się tylko da – mówi Jakub Kochanowski. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że także w tej kolejce AZS zdobędzie komplet oczek i być może chociaż na chwilę zamelduje się w pierwszej czwórce. BBTS znajduje się na przeciwległym biegunie i jest trzynasty w ligowej tabeli. Tydzień temu bielszczanie przegrali bardzo ważny mecz z Łuczniczką Bydgoszcz i wciąż nie mogą być pewni spokojnego utrzymania się, bez konieczności gry w barażach. O punkty na północy kraju będzie niezmiernie trudno. – Do Olsztyna na pewno jedziemy walczyć. Będziemy chcieli pokazać się tam z jak najlepszej strony. Na pewno nie będzie łatwo, ale zrobimy wszystko, żebyśmy byli z tego spotkania zadowoleni – zapewnił libero BBTS-u, Łukasz Koziura.

Ciekawie powinno być w Gdańsku. Lotos Trefl zagra z PGE Skrą Bełchatów. Oba zespoły w poprzedniej kolejce zanotowały sporego kalibru wpadki. Siatkarze Andrei Anastasiego przegrali na wyjeździe z Espadonem Szczecin 1:3, a drużyna Philippe’a Blaina w takim samym stosunku uległa w Warszawie. Jeżeli już o trenerach mowa, to zanosi się na ciekawy pojedynek dwóch doświadczonych szkoleniowców z reprezentacyjną przeszłością. Ekipa z Trójmiasta gra już praktycznie o nic i zdążyła pokazać w tym sezonie dwa oblicza. Gdańszczanie są w stanie rozczarować tak jak ostatnio, ale także pozytywnie zaskoczyć, o czym przekonała się jakiś czas temu Asseco Resovia Rzeszów. – Przegraliśmy dwa mecze z rzędu, ale liczymy na fajne widowisko ze Skrą, tym bardziej że przyjdzie dużo kibiców. Uważam, że mamy szansę na przełamanie. Będziemy chcieli zostawić trzy punkty w Gdańsku – mówi Damian Schulz. Bełchatowianie będą musieli mieć to na uwadze, bowiem kolejna porażka może mocno skomplikować ich sytuację w ligowej tabeli, gdzie coraz mocniej naciska Indykpol AZS Olsztyn. Ponadto PGE Skra chciałby także zająć wyższe miejsce przed fazą play-off niż czwarte, ale najpierw koniecznie trzeba tam się dostać, a któryś z pięciu kandydatów będzie musiał obejść się smakiem.

Dziewiąty GKS Katowice zagra z jedenastym MKS-em Będzin. Ze wszystkich spotkań tej kolejki to starcie ma chyba najmniejszy ciężar gatunkowy, ponieważ obu zespołom nie grozi spadek ani walka o medale. Katowiczanie jak na beniaminka PlusLigi spisują się bardzo dobrze i chcą utrzymać się w pierwszej dziesiątce rozgrywek, a nawet zdaniem Piotra Gruszki pragną powalczyć o coś więcej. – Próbujemy walczyć o tę czołową ósemkę, nie będzie to łatwe zadanie, ale postawiliśmy sobie taki cel i chcemy zrobić wszystko, żeby na koniec, jak się to uda – być szczęśliwym, a jak się nie uda, to powiedzieć sobie, że próbowaliśmy – dodał trener beniaminka. Mają na to spore szanse, bowiem jedenasty MKS ma do nich dziewięć punktów straty. W poprzedniej kolejce GKS wygrał na wyjeździe z Effectorem Kielce 3:1, a będzinianie nie sprostali u siebie Jastrzębskiemu Węglowi (1:3). Podopieczni Stelio DeRocco mają bezpieczną przewagę nad dolnymi pozycjami, ale nie mogą pozwolić sobie na przestój. Chociażby z tego powodu MKS postara się o jakąkolwiek zdobycz punktową w sobotnim meczu.

Czy kolejną niespodziankę sprawi Espadon Szczecin? Beniaminek PlusLigi tydzień temu pokonał u siebie faworyzowany Lotos Trefl Gdańsk, a teraz w niedzielę podejmie u siebie szóste Cuprum Lubin. Na papierze wyżej notowani są goście, którzy chcieliby utrzymać wysoką lokatę. Teoretycznie podopieczni Gheorghe Cretu mogą jeszcze spróbować nawet powalczyć o coś więcej, ale musieliby regularnie wygrywać i liczyć na potknięcia czołówki. Mimo zwycięstwa Espadonu w poprzedniej kolejce szczecinianie nadal są na przedostatniej lokacie i muszą szukać kolejnych punktów, aby uciec od ewentualnej gry w barażach. Czy drużynie z zachodnio-północnej części kraju uda się znowu sprawić, wydaje się, że jeszcze większą niespodziankę? Lubinianie także pozytywnie zaskoczyli przed tygodniem, przegrywając co prawda, ale dopiero po tie-breaku z Resovią Rzeszów. Gdyby gospodarzom udało się utrzymać dobrą dyspozycję, wówczas kibice mogą być świadkami ciekawego meczu. – Cuprum Lubin jest to bardzo mocna drużyna i pamiętajmy też, że w tym meczu pucharowym lubinianie nie mogli skorzystać z Grzegorza Łomacza, którego z gry wykluczył uraz. Wykorzystaliśmy wtedy fakt, że nie byli przyzwyczajeni do gry w takim składzie, w jakim grali w tamtym spotkaniu i wyszedł nam dobry mecz. W niedzielę Cuprum na pewno wyjdzie na boisko bardzo zmotywowane – podkreśla trener szczecińskiej drużyny, Michał Mieszko Gogol.

Ostatni pojedynek w 21. kolejce odbędzie się w poniedziałek. AZS Częstochowa po raz kolejny zagra u siebie i po raz kolejny będą to akademickie derby. Tym razem pod Jasną Górę zawita ONICO AZS Politechnika Warszawska – opromieniona zwycięstwem 3:1 nad PGE Skrą Bełchatów. Częstochowianie w tym samym czasie ulegli AZS-owi Olsztyn 0:3. Wydaje się, że wyraźnymi faworytami będą przyjezdni. Biało-zieloni okupują ostatnią lokatę w tabeli, ale warto podkreślić, że w wielu meczach brakuje im tej przysłowiowej kropki nad i. Podobnie sytuacja wyglądała w niedawnym pojedynku z olsztynianami, gdzie w dwóch setach gospodarze dotrzymywali kroku gościom, ale przegrywali w samych końcówkach. To oraz zwycięstwo częstochowian 3:1 w pierwszym starciu obu drużyn w stolicy wysyła wyraźny sygnał ekipie Jakuba Bednaruka, że nie należy lekceważyć niżej notowanego rywala, który ponadto musi koniecznie szukać punktów, aby odbić się od dna. – Ta drużyna jest wymagającym przeciwnikiem. W tabeli zajmuje nieco niższe miejsce, ale trudno nam się rywalizuje z teoretycznie słabszymi zespołami lub tymi na zbliżonym poziomie. Nie sposób wywróżyć wyniku w tym momencie. Na pewno przyłożymy się do tego spotkania i będziemy chcieli się zrewanżować, bo u nas częstochowianie wygrali 3:1. Każdy kolejny mecz jest ważny. Już powoli zaczynamy myśleć o tym wyjeździe, jednak teraz cieszymy się z wyniku spotkania ze Skrą – nie ukrywa Jakub Kowalczyk. Jeżeli tylko warszawianie podejdą z należytym szacunkiem do przeciwnika, wówczas powinni odnieść spokojne zwycięstwo.

Kto będzie mistrzem Polski w 2017 roku?

zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved