Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Resovia poskromiła ZAKSĘ

PlusLiga: Resovia poskromiła ZAKSĘ

fot. Katarzyna Antczak

W 15. kolejce zmagań PlusLigi, która zarazem kończy pierwszą rundę rozgrywek, w Kędzierzynie-Koźlu doszło do hitu tej serii gier pomiędzy ZAKSĄ a Asseco Resovią Rzeszów. Wicemistrzowie Polski okazali się lepsi od mistrzów i wywieźli z trudnego terenu cenne dwa punkty. Skorzystały na tym inne zespoły z czołówki, które zbliżyły się do lidera tabeli.

Inauguracja 15. serii gier nastąpiła w piątek, kiedy to Łuczniczka Bydgoszcz podejmowała Jastrzębski Węgiel. Był to bardzo jednostronny pojedynek, niczym nie przypominający dobrych występów bydgoszczan w rywalizacji z Cuprum Lubin bądź Czarnymi Radom. Tym razem podopieczni Piotra Makowskiego zostali kompletnie stłamszeni przez faworyzowanych jastrzębian, którzy wygrali pewnie 3:0, dominując w każdym secie. – Znów dostaliśmy lekcję siatkówki, bo zespół z Jastrzębia był w tym spotkaniu lepszy od nas. W ostatnich meczach graliśmy lepiej. Walczyliśmy, co było widać w spotkaniach z Cuprum Lubin czy Cerrad Czarnymi Radom. W starciu z jastrzębianami nie mieliśmy za dużo swoich szans. Jedynie w trzecim secie, ale przy naszym prowadzeniu popełniliśmy za dużo własnych błędów przede wszystkim w ataku – skomentował trener Łuczniczki.



Dzień później podobny przebieg miała rywalizacja pomiędzy Effectorem Kielce – już bez Dariusza Daszkiewicza – a PGE Skrą Bełchatów. Niespodzianki nie było i aktualni brązowi medaliści PlusLigi triumfowali pewnie bez straty seta. – Na pewno nie byliśmy faworytem tego spotkania. Staraliśmy się robić co możemy, ale nie udało się. Prowadziliśmy momentami wyrównaną grę i szkoda, że nie potrafiliśmy jej utrzymać. Początek każdego z setów graliśmy całkiem nieźle, później wynik uciekał – skomentował przebieg pojedynku rozgrywający Effectora, Marcin Komenda. Kielczanie pod wodzą Adama Swaczyny w dwóch pierwszych setach potrafili dojść do bariery 20 punktów, natomiast w trzeciej odsłonie zdobyli trzy oczka mniej i zdecydowanie musieli uznać wyższość rywali, którzy umocnili się na drugim miejscu i zmniejszyli dystans do prowadzącej ZAKSY.

Mistrzowie Polski kilka godzin wcześniej mierzyli się u siebie z Asseco Resovią Rzeszów. W takich pojedynkach niezmiernie ciężko jest wskazać faworyta, ale biorąc pod uwagę dotychczasową postawę obu drużyn, ich pozycję w tabeli oraz atut własnej hali, to wydawało się, że wyżej notowani są podopieczni Ferdinando de Giorgiego, nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Pierwszego seta nieznacznie wygrali rzeszowianie, ale w dwóch kolejnych partiach zdecydowanie zaczęli dominować siatkarze ZAKSY, którzy pewnie zmierzali po zwycięstwo w tym spotkaniu. Goście potrafili jednak zrewanżować się i doprowadzić do tie-breaka. – Z naszej perspektywy najważniejsze jest to, że nie straciliśmy wiary w siebie i potrafiliśmy wrócić do gry, będąc w trudnej sytuacji. Ten mecz pokazał, że oba zespoły mają mocne składy i wielu dobrych zawodników, dlatego w bezpośrednich starciach między nimi wszystko może się zdarzyć – stwierdził John Gordon Perrin. W decydującej odsłonie trwała zacięta walka, po której cieszyć mogli się przyjezdni. Dla kędzierzynian to dopiero druga porażka w tym sezonie.

W Częstochowie miejscowy AZS podejmował Cuprum Lubin. Faworytami byli goście, którzy zgodnie z planem wygrali to spotkanie 3:1, ale warto podkreślić, że pojedynek ten był niesamowicie wyrównany. Wystarczy powiedzieć, że wszystkie sety lubinianie wygrali do 22, natomiast trzecią partię przegrali na przewagi do 26. W obozie akademików panował spory niedosyt, ponieważ tego dnia była spora szansa na zainkasowanie chociażby jednego oczka w starciu z mocnym rywalem. – Oczywiście mieliśmy szansę w czwartym secie, żeby go rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale zabrakło nam tej chłodnej głowy i zespół z Lubina zasłużenie wyjeżdża dzisiaj z Częstochowy z trzema punktami – mówił ze smutkiem na twarzy Michał Bąkiewicz.

Lotos Trefl Gdańsk wygrywa kolejny mecz przed własną publicznością niemal w identycznym stylu, co wcześniej. Podopieczni Andrei Anastasiego w spotkaniu z BBTS-em Bielsko-Biała, podobnie jak w rywalizacji z AZS-em Częstochowa, przegrali pierwszego seta, aby kolejne trzy wygrać niezagrożenie. – Nie przypominam sobie pierwszego seta, którego byśmy wygrali. W meczu z BBTS-em zaczęliśmy go lepiej, a nie tak jak w poprzednim spotkaniu od 1:7. To jakiś mały pozytyw. Jednak fajnie, że po tej przegranej partii podnieśliśmy się i potrafiliśmy trzy kolejne sety zagrać bardzo dobrze – powiedział MVP tego spotkania i zdobywca 25 punktów, Damian Schulz. Dzięki temu gdańszczanie poprawili swoją sytuację w tabeli i znaleźli się na siódmym miejscu. Z kolei BBTS wciąż jest na ostatniej pozycji, lecz 21 grudnia ma do rozegrania jeszcze jeden zaległy pojedynek z 8. kolejki z Politechniką Warszawską, co może uchronić go przed uniknięciem ostatniej lokaty przed świętami.

Do ciekawego starcia doszło w Katowicach. GKS rywalizował z ONICO AZS-em Politechniką Warszawską. Oba zespoły spisują się podobnie w tym sezonie. O ile w przypadku beniaminka PlusLigi jest to wynik na miarę oczekiwań, tak w przypadku warszawian niekoniecznie. Tym razem siatkarze ze stolicy stanęli na wysokości zadania i wywieźli z wcale niełatwego terenu szóste zwycięstwo w rozgrywkach. Katowiczanie przegrali pierwszego seta na przewagi, ale w dwóch kolejnych okazali się zdecydowanie lepsi. Przy prowadzeniu 2:1 ekipa Piotra Gruszki nie umiała jednak postawić kropki nad i, co wykorzystali przyjezdni. – Nie będę za dużo analizował tego spotkania. Biorę pełną odpowiedzialność za wynik tego spotkania, za to jak grał mój zespół. Będę robił wewnętrzną analizę. Niektórzy zawodnicy nie tylko swoją grą, ale też zachowaniem odpowiedzieli mi na pewne pytania – rzekł opiekun miejscowych. Tie-break potoczył się korzystnie dla AZS-u, który w tabeli traci do GKS-u dwa punkty, ale ma do rozegrania jeszcze jeden zaległy mecz.

W niedzielę odbył się jeden pojedynek, w którym Indykpol AZS Olsztyn mierzył się z Cerradem Czarnymi Radom. Faworytami tej konfrontacji byli siatkarze z Warmii i Mazur, którzy byli opromienieni niedawnym wyjazdowym zwycięstwem z Cuprum Lubin 3:1. Gospodarze chcieli pójść za ciosem i udowodnić, że ich wysoka lokata w PlusLidze nie jest dziełem przypadku. Radomianie, którzy znajdują się w środku tabeli, postawili się tylko w pierwszym secie, którego wygrali do 22. – W tej premierowej odsłonie udowodniliśmy, że potrafimy grać nawet na tak trudnym terenie, jakim niewątpliwie jest Olsztyn. Nie wiem, co się z tą drużyną stało, że od drugiej partii w ogóle nie było nas na boisku – przyznał Wojciech Żaliński. W pozostałych odsłonach to AZS kontrolował przebieg wydarzeń i zasłużenie wygrał 3:1. – Mecz z Cerrad Czarnymi był ważny z perspektywy tabeli, bo nasza wygrana za 3 punkty spowodowała, że odskoczyliśmy radomianom – komentował po meczu Daniel Pliński. Jeszcze przed świętami olsztynianie zagrają arcyważny mecz we własnej hali z Jastrzębskim Węglem, do którego tracą cztery punkty.

Dokończenie tej kolejki nastąpiło w poniedziałek w Będzinie. MKS gościł na własnym parkiecie Espadon Szczecin. Ci, którzy spodziewali się zaciętego pojedynku, musieli obejść się smakiem, ponieważ ekipa Stelio De Rocco nie dała żadnych szans beniaminkowi PlusLigi. Szczecinianom dopiero w trzecim secie udało się przekroczyć barierę 20 punktów, ale to rzecz jasna nie zamazało ich mizernego występu w tym spotkaniu. Zespół ze Śląska po tym zwycięstwie odskoczył od dolnych rejonów tabeli, natomiast Espadon będzie miał przed sobą nerwowe święta oraz rozpoczynającą się niedługo rundę rewanżową.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved