Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Przerwana seria warszawian, ZAKSA wskoczyła na fotel lidera

PlusLiga: Przerwana seria warszawian, ZAKSA wskoczyła na fotel lidera

fot. Klaudia Piwowarczyk

W 7. kolejce spotkań PlusLigi nie brakowało emocji. Nowy lider tabeli – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, dopiero w tie-breaku mógł cieszyć się ze zwycięstw nad Asseco Resovią, swojego pogromcę znaleźli również gracze z Warszawy, którzy do tej pory nie wygrali w Bełchatowie, a i tym razem lepsza okazała się PGE Skra. Komplet punktów w tej rundzie wywalczyli również gracze z Zawiercia, Jastrzębia-Zdroju, Katowic oraz Olsztyna, natomiast w meczu Trefla Gdańsk z Visłą Bydgoszcz doszło do podziału punktów, dwa z nich zostały w Gdańsku. 

Ta runda spotkań rozpoczęła się od pojedynku Aluron Virtu CMC Zawiercie z ekipą MKS-u Ślepsk Malow Suwałki. Przez dwa pierwsze sety beniaminek dzielnie dotrzymywał kroku gospodarzom, ale błędy w końcówkach sprawiły, że obie partie padły łupem graczy Marka Lebedewa i to oni poszli za ciosem w trzeciej odsłonie, w której długo mieli sporą zaliczkę i chociaż goście rzucili się jeszcze w pogoń, to ostatecznie set zakończył się wynikiem 25:23 na korzyść zawiercian, którzy tym samym zgarnęli komplet punktów. Nie do zatrzymania w szeregach miejscowych był Alexandre Ferreira, zdobywca 21 punktów. – To było ważne zwycięstwo przed własną publicznością, zwłaszcza po ostatniej porażce. Cieszę się, że wróciłem i mogłem pomóc drużynie zdobyć trzy punkty do ligowej tabeli – mówił MVP meczu, którego zabrakło w poprzednim, przegranym 0:3 starciu z Jastrzębskim Węglem.



Szaleńczą środę z PlusLigą rozpoczął kolejny ligowy klasyk. w którym Asseco Resovia Rzeszów podejmowała Grupę Azoty ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Spotkanie było wybitnie zacięte, a już w pierwszym secie gospodarze nie wykorzystali swoich szans, a i druga partia padła łupem mistrzów Polski. Potem dwie kolejne odsłony wygrali rzeszowianie, doprowadzającym tym samym do tie-breaka. W decydującej części meczu to ZAKSA pokazała klasę i zwyciężyła 15:11. Jednym z jaśniejszych punktów kędzierzynian był Łukasz Wiśniewski, który zapisał na swoim koncie 13 oczek i to w jego ręce powędrowała statuetka MVP. – W tym meczu brakowało tylko zwycięstwa, nawet 3:2. To jest dla nas najtrudniejsze, bo graliśmy lepiej i cieszy to, że pomimo wyniku 0:2, wróciliśmy do gry – podsumował na łamach klubowych mediów trener rzeszowian, Piotr Gruszka. Po siedmiu kolejkach (i jednym zaległym spotkaniu do rozegrania) rzeszowianie plasują się na 10. pozycji w ligowej tabeli, a zwycięstwo sprawiło, że ZAKSA wskoczyła na fotel lidera.

Wygraną zanotowali także gracze Jastrzębskiego Węgla, którzy wywieźli komplet z pojedynku z Cerrad Eneą Czarnymi Radom i bardzo dobrze rozpoczęli ten pojedynek. W końcowej fazie drugiego seta oddali jednak inicjatywę gospodarzom, ale potem powrócili do swojej gry i zapisali na swoim koncie komplet ważnych punktów. Liderem jastrzębian był Dawid Konarski, który mógł pochwalić się 25 punktami i wysoką, 59% skutecznością ataku. Właśnie tej skuteczności na skrzydłach zabrakło radomianom. – Dziwne to jest, bo akurat w tym meczu, poza Brandenem Sanderem, nie mieliśmy ofensywy na skrzydłach. Ciężko się gra z taką drużyną jak Jastrzębski Węgiel bez skrzydłowych. Nasza ofensywa na tych pozycjach bardzo kulała, w innych elementach typu przyjęcie czy blok byliśmy lepsi od przeciwnika, tylko co z tego, skoro w ataku mieliśmy 6% mniej i to jest dużo – ocenił trener Czarnych, Robert Prygiel. Po meczach siedmiu kolejek jego zespół jest 8. w klasyfikacji, a jastrzębianie uwzględniając mecze rozegrane awansem plasują się na 2. pozycji.

Tym razem bez tie-breaka obyło się w pojedynku GKS-u Katowice, który podejmował MKS Będzin. Zespoły stoczyły ciekawy, czterosetowy pojedynek, a górą byli siatkarze miejscowej drużyny. Liderem GKS-u ponownie był Jakub Jarosz, mogący pochwalić się 22 oczkami, a gościom z Będzina nie pomogło 14 postawionych bloków, pomimo tego ekipa Dariusza Daszkiewicza i tak zanotowała wyższą skuteczność w ofensywie. GKS Katowice z dorobkiem 11 oczek po 7 kolejkach jest 9. drużyną w lidze, a tabelę bez wygranej i bez zdobyczy punktowej zamyka właśnie ekipa Jakuba Bednaruka. 

Pierwszy set meczu w hali Urania zapowiadał, że miejscowy Indykpol AZS Olsztyn i Cuprum Lubin stoczą zacięty pojedynek. W premierowej odsłonie 31:29 triumfowali goście z Dolnego Śląska, ale potem inicjatywa należała już tylko do olsztynian, tych do zwycięstwa poprowadził Jan Hadrava. Atakujący zdobył 21 punktów, 19 dołożył od siebie Wojciech Żaliński, a kolejne 15 Seyed Mousavi. Na uwagę zasługuje dobra postawa w bloku Pawła Woickiego, który aż 5 razy zatrzymał rywali blokiem. – Czasami można przegrać seta. Ważne jak się po nim zareaguje. My zareagowaliśmy bardzo dobrze. Złamaliśmy drużynę Cuprum. Od początku wiedzieliśmy jak grać. Cieszy zwycięstwo i świetna gra! – przyznał na antenie radia UWM FM kapitan akademików. Jego drużyna nadal utrzymuje się w czołówce ligi i jest na 6. pozycji, a Cuprum Lubin wyprzedza jedynie MKS Będzin i zespół z Bydgoszczy.

Do tie-breaka doszło w meczu Trefla Gdańsk z BKS-em Visłą Bydgoszcz i chociaż to gospodarze prowadzili 2:1 w setach, to całkowicie nie wyszła im czwarta partia, natomiast w tie-breaku podopieczni Michała Winiarskiego mogli już cieszyć się ze zwycięstwa. MVP spotkania wybrano Rubena Schotta, który wywalczył 17 oczek, w tym 3 bezpośrednio zza linii 9. metra. Dzięki wygranej gdańszczanie po 7. rundzie są na 7. miejscu, a ekipa znad Brdy jest przedostatnia.

Plusligową środę zakończył pojedynek w Bełchatowie, gdzie PGE Skra podejmowała niepokonaną do tej pory drużynę Vervy Warszawa. Mecz mógł się podobać, bowiem nie brakowało w nim wymian ognia po obu stronach siatki, ale ostatecznie to właśnie bełchatowianie zostali pierwszymi w lidze, którym udało się powstrzymać stołeczny team i zagarnąć do tego komplet punktów. Dobre zawody rozegrał Mariusz Wlazły, kończąc mecz z dorobkiem 23 oczek oraz statuetką MVP. Być może to właśnie skuteczności na prawym skrzydle zabrakło drużynie Andrei Anastasiego. Jan Król zdobył tylko 7 punktów, kończąc 31% swoich akcji. – Takiego zwycięstwa nam brakowało – po trudnej walce, po trudnym meczu z walczącym przeciwnikiem – ocenił na łamach klubowych mediów środkowy PGE Skry, Karol Kłos. Jego zespół po 7. kolejce jest tuż za podium ligowego zestawienia, a stołeczny team opuścił fotel lidera.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi 

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved