Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Ostatnia szansa olsztynian na fazę play-off?

PlusLiga: Ostatnia szansa olsztynian na fazę play-off?

fot. Katarzyna Antczak

W najbliższej kolejce PlusLigi, która odbędzie się już w ten weekend, dojdzie do kilku ciekawych spotkań. Najważniejszym pojedynkiem 27. serii gier będzie niewątpliwie stracie Indykpolu AZS Olsztyn z PGE Skrą Bełchatów. Dla gospodarzy to praktycznie ostatnia szansa, aby powalczyć o strefę medalową, do której tracą trzy punkty. Na dole tabeli istotna będzie rywalizacja AZS-u Częstochowa z Espadonem Szczecin. Dotyczy to przede wszystkim gości, którzy chcą uniknąć barażu.

Aż sześć meczów odbędzie się w sobotę. Walcząca rozpaczliwie o uniknięcie przedostatniego miejsca ekipa BBTS-u Bielsko-Biała podejmie wciąż niepewną drugiej lokaty, a nawet gry w pierwszej czwórce Asseco Resovię Rzeszów. Podopieczni Andrzeja Kowala mają tylko dwa punkty przewagi nad trzecim i czwartym miejscem oraz pięć oczek więcej od piątego Indykpolu AZS Olsztyn. Zwycięstwo rzeszowian przy ewentualnej porażce olsztynian z bełchatowianami praktycznie przesądziłoby o grze wicemistrzów Polski w półfinałach PlusLigi, ale wciąż nie da pewności odnośnie drugiej pozycji w tabeli. – Każdy mecz jest ważny dla nas i każdy z nich chcemy wygrać, by nie skomplikować sobie sytuacji w tabeli i mieć pewny awans do czwórki, która zagra w play-off – rzekł Thibault Rossard dla pzps.pl. Ponadto zespół z Podkarpacia już niedługo zagra najważniejszy na tym etapie sezonu mecz w Lidze Mistrzów z włoską Modeną. Rywalizacja z bielszczanami może być niejako dobrym przygotowaniem do starcia z gigantem z Półwyspu Apenińskiego. Na przeciwległym biegunie znajduje się BBTS, który jest przedostatni i do samego końca będzie walczył o uniknięcie baraży. Ciężko będzie poprawić swoją sytuację w ten weekend. W poprzedniej kolejce podopieczni Rastislava Chudika ulegli mistrzom Polski z Kędzierzyna-Koźla, a teraz zagrają ze srebrnymi medalistami minionych rozgrywek. Ekipa z woj. śląskiego bardziej myślami powinna być przy meczu w następnej kolejce, kiedy to zmierzy się na wyjeździe z Espadonem Szczecin i będzie to stracie za „sześć punktów”. Z Resovią jakakolwiek zdobycz miejscowych będzie uznana za sporą niespodziankę.

To samo dotyczy niedzielnego spotkania Effectora Kielce z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Z tą różnicą, że liderzy PlusLigi mogą już spokojnie oczekiwać fazy play-off, bowiem mają aż osiem punktów przewagi nad wiceliderem z Rzeszowa. Siatkarze Ferdinando de Giorgiego kopiują poczynania z poprzedniego sezonu, kiedy to także szybko zapewnili sobie pierwszą lokatę. Teraz przed ekipą z woj. opolskiego arcyważny wyjazdowy bój w Lidze Mistrzów z Biełogorie Biełgorod i temu podporządkowane będą najbliższe dni, a także prawdopodobnie mecz z kielczanami. Niewykluczone, że włoski szkoleniowiec da szansę gry kilku zmiennikom, tak samo jak w poprzednich meczach. To wcale nie odbiera ZAKSIE siły rażenia i nadal jest zdecydowanym faworytem na ziemi świętokrzyskiej. – Faworyt tego meczu jest jeden, ale z drugiej strony my nie mamy nic do stracenia. ZAKSA zaliczana jest do topowych zespołów naszej ligi, ma wybitnych zawodników i jeśli będą grali na swoim poziomie, to trudno będzie z nimi nawiązać skuteczną walkę. Ale nie znaczy to, że już z góry jesteśmy skazani na porażkę – ocenił Marcin Komenda dla echodnia.eu. Effector zagra bez presji, bowiem jest na dwunastej lokacie i raczej nie zmieni swojej pozycji przed końcem rundy zasadniczej. Być może to sprawi, że gospodarze postawią się mistrzom Polski i stworzą ciekawe widowisko.



Niezwykle ważne starcie dla układu dolnych rejonów tabeli odbędzie się w Częstochowie. Tamtejszy AZS zmierzy się z Espadonem Szczecin. Jeszcze jakiś czas temu byłoby to starcie dwóch ligowych outsiderów, ale szczecinianie ostatnio zanotowali kilka dobrych wyników i dzięki temu w obozie beniaminka odżyły nadzieje na utrzymanie się bez konieczności rozgrywania baraży. Espadon jest obecnie trzynasty, ale ma tyle samo punktów co czternasta i piętnasta ekipa. W poprzedniej serii gier szczecinianie niespodziewanie urwali punkt u siebie AZS-owi Olsztyn, który w końcowym rozrachunku może okazać się bardzo ważny. Teraz przed podopiecznymi Michała Gogola pojedynki na wagę „złota”, gdyż wybiorą się do Częstochowy, a potem zmierzą się u siebie z BBTS-em. Pod Jasną Górą już od dłuższego czasu trwa żałoba. AZS jeszcze z matematycznymi szansami na opuszczenie ostatniej lokaty, ale tak naprawdę oczekuje już na grę o 15. miejsce. Ponadto biało-zieloni borykają się z kontuzjami. Atmosfera u akademików nie jest kolorowa i nawet zwycięstwo z Espadonem tego nie zmieni. Biorąc pod uwagę większą mobilizację szczecinian, to oni wydają się być minimalnym faworytem tego meczu. – I tak, i nie. Jest to rywal, z którym niejako sąsiadujemy w tabeli, gramy na jego terenie. AZS Częstochowa biorąc pod uwagę fakt, że ma w końcówce rundy zasadniczej trudne mecze, będzie chciał sprężyć się na spotkanie z nami, bo wie, że to jest dla niego okazja do zapunktowania. Dla nas tak naprawdę żaden mecz nie jest łatwy, a szczególnie na wyjeździe. Trzeba wyjść, grać, walczyć i wygra lepszy – podkreślił opiekun Espadonu.

Inna drużyna z dołu klasyfikacji – Łuczniczka Bydgoszcz – podejmie Lotos Trefl Gdańsk. Bydgoszczanie są jedną z trzech ekip uwikłanych w walkę o uniknięcie piętnastego miejsca. W środku tygodnia ekipa znad Brdy praktycznie nie wyszła na parkiet w Bełchatowie, gdzie przegrała 0:3, zdobywając w sumie zaledwie 37 małych punktów. Z kolei gdańszczanie usiłują skończyć sezon w pierwszej ósemce, będąc w tym momencie właśnie na tej lokacie, ale mając taki sam dorobek jak siódmy Cerrad Czarni Radom. Faworytami na pewno są zawodnicy z Trójmiasta, którzy w poprzedniej kolejce pauzowali, ponieważ swój mecz z 26. kolejki rozgrywali awansem w połowie stycznia. Podopieczni Andrei Anastasiego grają w tym sezonie bardzo chimerycznie, toteż gospodarze wcale nie są bez szans w tej rywalizacji. Ich ewentualne zwycięstwo byłoby jednak niespodzianką.

Do wyrównanego pojedynku powinno dość w Katowicach, gdzie GKS skrzyżuje rękawice z Cuprum Lubin. Team Piotra Gruszki jest na dziesiątym miejscu, a więc realizuje swoje przedsezonowe założenia. Beniaminek PlusLigi wciąż ma realne szanse nawet na siódme miejsce, ale do tego potrzebne są zwycięstwa. Teraz nie będzie łatwo, bowiem do stolicy Górnego Śląska przyjeżdża Cuprum Lubin, które jeszcze jakiś czas temu walczyło nawet o pierwszą piątkę, a może nawet czwórkę ligi. Niedawna porażka lubinian z Jastrzębskim Węglem po tie-breaku pozbawiła podopiecznych Gheorghe Cretu takiej możliwości, ponieważ ich strata jest już zbyt duża. Miedziowi są jednak na wysokim szóstym miejscu i chcieliby na nim pozostać do końca sezonu. Sugerując się tylko klasyfikacją punktową, faworytem są goście, ale dużym błędem byłoby skreślanie GKS-u, który w tegorocznych rozgrywkach już niejednokrotnie zaskakiwał. Można spodziewać się zaciętego spotkania.

Jeszcze bardziej zacięty mecz powinien odbyć się w Sosnowcu, gdzie na co dzień gra MKS Będzin, a teraz zmierzy się z ONICO AZS-em Politechniką Warszawską. W lepszej sytuacji są będzinianie, którzy są na dziewiątym miejscu i mają cztery punkty więcej od jedenastej Politechniki. – Jesteśmy dobrą drużyną, udało nam się stworzyć fajną atmosferę, cieszymy się z tego i będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony z mocnym rywalem, jakim jest Politechnika Warszawska. Wiadomo, że nie będziemy mieli zbyt dużo czasu na przygotowanie się do tego meczu, ale zrobimy wszystko, aby go wygrać. Chwała naszemu trenerowi, że potrafił poukładać całą drużynę i dobrał zawodników do swojej koncepcji – zaznaczył Artur Ratajczak. W środku tygodnia jedni i drudzy wygrali swoje mecze 3:1. Stołeczni siatkarze poradzili sobie w derbach woj. mazowieckiego z silnym Cerradem Czarnymi Radom, natomiast podopieczni Stelio DeRocco dosyć pewnie uporali się z Effectorem Kielce. Jeżeli warszawianie chcą zbliżyć się do swoich najbliższych rywali, muszą koniecznie wygrać to spotkanie. Co ciekawe, mimo że oba zespoły dzieli dystans czterech oczek, to zarówno MKS, jak i AZS mają taki sam bilans jedenastu wygranych oraz piętnastu przegranych meczów. Kto w sobotę wieczór go poprawi?

Absolutny hit w tej kolejce odbędzie się w Olsztynie. Indykpol AZS zmierzy się z PGE Skrą Bełchatów. Wystarczy tylko spojrzeć na tabelę, aby przekonać się, jak ważne jest to stracie, zwłaszcza dla miejscowych. Ekipa z Warmii i Mazur plasuje się tuż za pierwszą czwórką, do której traci trzy oczka. Ich porażka ze Skrą praktycznie pozbawi ich szans na grę o medale, a ewentualny triumf zaostrzy walkę do samego końca i mocno skomplikuje sytuację bełchatowian, którzy dodatkowo za kilka dni zagrają u siebie w Lidze Mistrzów z Lube Civitanova. Z tego powodu Philippe Blain chciałby z pewnością mieć spokojną głowę na krajowym podwórku, a do tego potrzebne jest zwycięstwo na północy kraju. Goście powinni szybko zregenerować się po ostatnim pojedynku u siebie z Łuczniczką Bydgoszcz, który trwał przysłowiową godzinę z prysznicem. Inaczej niż w przypadku olsztynian, którzy stracili jedno oczko w Szczecinie i tym samym utrudnili sobie drogę do półfinałów PlusLigi. – Mamy bardzo dobry sztab medyczny, więc na pewno będziemy zregenerowani, ale na razie nie mam ochoty myśleć o meczu ze Skrą. U siebie gramy dobrze, przegraliśmy tylko dwa spotkania, ale na razie musimy odpocząć i jak najlepiej przygotować się do sobotniego spotkania, w którym zdrowie może okazać się najważniejsze – powiedział Paweł Woicki. W hali Urania należy spodziewać się gorącej atmosfery i ostrej rywalizacji.

Dokończenie tej kolejki nastąpi w poniedziałek, kiedy to Jastrzębski Węgiel podejmie Cerrad Czarnych Radom. Oba zespoły mają jeszcze o co grać w tej rundzie zasadniczej, ale zdecydowanie o poważniejsze cele rywalizuje ekipa Marka Lebedewa, która jest w tym momencie na czwartym miejscu. Pierwszym warunkiem, jaki chcą spełnić jastrzębianie, jest na pewno zapewnienie sobie gry w pierwszej czwórce. Obecnie team z woj. śląskiego ma trzy oczka przewagi nad piątymi olsztynianami, ale już po tej serii gier mistrz Polski z 2004 roku może praktycznie poczuć się półfinalistą PlusLigi. Do tego potrzebne jest zwycięstwo z radomianami oraz porażka Indykpolu AZS z PGE Skrą. Drugim warunkiem, w przypadku zapewnienia sobie już gry o medale, jest walka o coś więcej niż czwarte miejsce, które niejako skazuje na grę o finał z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jastrzębianie mają taki sam dorobek jak bełchatowianie i tylko dwa punkty mniej od rzeszowian, toteż ten scenariusz jest możliwy do zrealizowania. W przypadku radomian chodzi jedynie o dogonienie szóstego Cuprum Lubin, do którego drużyna Roberta Prygla traci sześć punktów, a więc może jeszcze spróbować poprawić swoją pozycję w tabeli. Faworytami poniedziałkowego starcia są gospodarze, ale Czarni powinni wysoko zawiesić poprzeczkę.

Kto będzie mistrzem Polski w 2017 roku?

zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved