Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Koniec marzeń olsztynian o medalach?

PlusLiga: Koniec marzeń olsztynian o medalach?

fot. Katarzyna Antczak

Za nami 27. kolejka rozgrywek PlusLigi, w których dominowały drużyny przyjezdne. Wystarczy powiedzieć, że siedmiokrotnie to właśnie ekipy gości schodziły z parkietu zwycięskie, a tylko Jastrzębskiemu Węglowi na zakończenie tej serii gier udało się triumfować we własnej hali. W ten weekend obyło się bez większych niespodzianek, natomiast w bardzo ważnym meczu w kontekście walki o medale drużyna Indykpolu AZS Olsztyn przegrała u siebie z PGE Skrą Bełchatów i mocno zminimalizowała swoje szanse na awans do fazy półfinałowej rozgrywek.

To właśnie hit tej kolejki rozpoczął się najwcześniej. Indykpol AZS Olsztyn podejmował PGE Skrę Bełchatów i dla gospodarzy była to ostatnia okazja, aby zbliżyć się do pierwszej czwórki. Podopiecznych Andrei Gardiniego ratowało tylko zwycięstwo, ale po raz kolejny zabrakło tej kropki nad i. Pierwszy set zwiastował wielkie emocje, bowiem bełchatowianie wygrali inaugurującą partię dopiero na przewagi. Zupełnie inaczej było w drugiej odsłonie, w której ekipa Philippe’a Blaina zdecydowanie dominowała. Akademicy z Warmii i Mazur nie zamierzali jednak szybko kończyć tego meczu i wrócili do gry po dziesięciominutowej przerwie. W bardzo ważnej końcówce trzeciego seta olsztynianie okazali się lepsi i poszli za ciosem w czwartej partii. Goście musieli szybko otrząsnąć się i w tie-breaku wrócili do dobrej dyspozycji z początku meczu, ostatecznie wygrywając 3:2. To oznacza, że AZS ma już cztery punkty straty do upragnionej czwórki na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej. W tym momencie zespół z północy kraju ma tylko teoretyczne szanse, bowiem jego rywale mają korzystny terminarz i tylko sporego kalibru niespodzianka na finiszu rozgrywek mogłaby dać nadzieję drużynie z Olsztyna na grę o medale. – Będziemy walczyć do samego końca, ponieważ wszystko może się zdarzyć. Wiemy, że Skra i Jastrzębski Węgiel mają dobry układ gier. Nasz zespół czekają natomiast ciężkie konfrontacje, lecz damy z siebie wszystko, abyśmy awansowali do strefy medalowej – mówi z wiarą w głosie Aleksander Śliwka dla radio.uwm. Z kolei bełchatowianie są na czwartym miejscu i tracą do drugiej Asseco Resovii zaledwie dwa oczka.



Wspomniana Asseco Resovia Rzeszów nie miała większych problemów, aby pokonać na wyjeździe BBTS Bielsko-Biała. Podopieczni Rastislava Chudika zupełnie nie przeciwstawili się wicemistrzom Polski i gładko ulegli 0:3. Pierwszego seta rzeszowianie wygrali do 16, natomiast pozostałe dwie odsłony do 19. – Chłopaki z Bielska-Białej też trenują po to, żeby w takich meczach wyjść na boisko i walczyć, urywać punkty, a nie jedynie po to, żeby wyjść i przegrać. Nie na tym polega sport, ale nie ma co rozpamiętywać tego, co było. W tym meczu zrobiliśmy swoje i nadal jesteśmy na drugim miejscu w tabeli i kroczymy do tego, żeby być w najlepszej czwórce – podkreśla Fabian Drzyzga. Team dowodzony przez Andrzeja Kowala nadal jest wiceliderem PlusLigi, natomiast bielszczanie osunęli się w tabeli na przedostatnią lokatę, która nie daje gwarancji spokojnego utrzymania się w lidze. Dla BBTS-u kluczowym starciem będzie pojedynek w następnej kolejce na wyjeździe z Espadonem Szczecin.

A ów Espadon Szczecin spisuje się coraz lepiej na koniec fazy zasadniczej, bowiem beniaminek PlusLigi wygrał kolejny arcyważny mecz. Tym razem siatkarze Michała Gogola wybrali się na pojedynek z AZS-em Częstochowa. Gospodarze już dawno pogodzili się z tym, że będą musieli grać w barażach o utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej i to było widoczne także w tym spotkaniu. Szczecinianie zagrali z większym animuszem i zasłużenie wygrali na parkiecie rywala 3:1. Dzięki temu goście urealnili swoje szanse na utrzymanie się w lidze, ale do samego końca będą musieli trzymać rękę na pulsie. – My nie jesteśmy tą drużyną, która grała w październiku, listopadzie i często walczyła sama ze sobą. Jesteśmy teraz zespołem walecznym, który potrafi sporo blokować, nieźle grać taktycznie, bo tego też trzeba się nauczyć – przyznaje trener gości. Częstochowianom nie pozostaje nic innego jak liczyć na pozytywny obrót wydarzeń w fazie play-off. – Ja nie sądzę, żeby atmosfera była grobowa. Mamy świadomość, w jakim miejscu się znajdujemy, natomiast dla nas – będę to powtarzał, najważniejszy jest następny mecz. Mamy też świadomość różnych problemów i komplikacji, ale sztuką jest teraz zebrać się i tę końcówkę sezonu zagrać jak najlepiej potrafimy – uważa Michał Bąkiewicz.

Nadziei na poprawę swojej pozycji w tabeli nie traci ONICO AZS Politechnika Warszawska. Ekipa ze stolicy wygrała na wyjeździe z MKS-em Będzin 3:1 i zbliżyła się do swoich rywali na dystans jednego oczka. Na parkiecie w Sosnowcu spotkały się ze sobą dwie drużyny o podobnym potencjale, toteż można było spodziewać się wyrównanego boju. Pierwsze dwa sety należały do warszawian. Zespół Stelio DeRocco wysoko wygrał trzecią odsłonę, ale jak się później okazało, znowu do głosu doszli akademicy. – Zawsze po dziesięciominutowej przerwie drużyny różnie reagują, jedne na plus, a drugie na minus. Nie od nas zależy, czy mamy grać z tą przerwą czy bez niej, o tym decydują władze ligi… Telewizja oraz sponsorzy mają różne plany marketingowe oraz reklamowe i ten aspekt też trzeba brać pod uwagę – twierdzi Paweł Zagumny. Podopieczni Jakuba Bednaruka mogą być spokojni, że fazę zasadniczą skończą co najmniej na jedenastej lokacie, ale do dziewiątej pozycji AZS traci zaledwie jeden punkt.

Do małej niespodzianki doszło w Bydgoszczy, gdzie Łuczniczka podejmowała Lotos Trefl Gdańsk. Faworytami byli wciąż marzący o pierwszej szóstce siatkarze Andrei Anastasiego, którzy co prawda wygrali, ale tylko 3:2. Mogło być znacznie gorzej, bowiem po trzech setach to gospodarze prowadzili 2:1. Przyjezdni zdołali jednak doprowadzić do tie-breaka, a w nim emocji nie brakowało, ponieważ gdańszczanie ostatecznie wygrali 15:13. Lotos Trefl mimo wszystko awansował na siódmą lokatę w tabeli. Bydgoszczanie kończą ten mecz ze sporym niedosytem, ale jeden zdobyty punkcik może okazać się zbawienny w kontekście walki o utrzymanie. – Ten zdobyty punkt może być bardzo ważny i mieć znaczenie, bo w tym momencie odskakujemy ekipie BBTS-u Bielsko-Biała na jeden punkt i dalej będziemy się starać, aby zdobywać kolejne punkty. Mam nadzieję, że drużyna z Bielska nie wygra już żadnego meczu do końca fazy zasadniczej, a my zdobędziemy jeszcze jakieś punkty i będziemy spokojni, i skupimy się na grze o 13. miejsce w tabeli – zaznacza Mateusz Czunkiewicz. Ekipa znad Brdy ma właśnie jedno oczko przewagi nad przedostatnim BBTS-em i dwa punkty straty do trzynastego Espadonu.

Bardzo ciekawy pojedynek odbył się w Katowicach. Tamtejszy GKS mierzył się z Cuprum Lubin. Lubinianie to czołowa drużyna tego sezonu, która przez długi czas miała nawet realne szanse na walkę o medale. W tym momencie podopieczni Gheorghe Cretu są na wysokiej szóstej lokacie i z pewnością byli minimalnymi faworytami w rywalizacji na Górnym Śląsku. Katowiczanom niestraszny jednak żaden rywal i należało oczekiwać, że zawieszą wysoko poprzeczkę. Beniaminek PlusLigi wygrał pierwszego seta, ale dwie kolejne odsłony wyraźnie przegrał. – Najbardziej po drugim secie nie bolało mnie to, że przegraliśmy do 13, ale że się poddaliśmy i to jest coś, czego nie akceptuję. Moja praca nie opiera się na tym, żeby takie momenty przegrywać mentalnie – nie ukrywa szkoleniowiec GKS-u, Piotr Gruszka. Wydawało się, że goście pójdą za ciosem, lecz czwarta partia okazała się być niesamowicie zacięta. Potrzebna była gra na przewagi, w której więcej szczęścia mieli zawodnicy GKS-u. Tie-break także był emocjonujący, ale tym razem z korzyścią dla przyjezdnych, którzy wygrali cały mecz 3:2. Ekipa Piotra Gruszki jest na dziewiątym miejscu, ale wciąż ma spore szanse na awans do pierwszej ósemki, bowiem do Czarnych Radom traci cztery punkty, a właśnie z tą drużyną katowiczanie zmierzą się w następnej kolejce.

Jedno stracie odbyło się w niedzielę. Effector Kielce, który na finiszu rozgrywek gra bez większej presji, podejmował ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Zdecydowani faworyci zrobili swoje i wygrali 3:0, chociaż przed meczem kielczanie zapowiadali, że spróbują przeciwstawić się mistrzom Polski i liderom tabeli. Skończyło się tylko na deklaracjach, bowiem wszystkie sety były bardzo jednostronne. – Przyjechaliśmy tutaj po 3 punkty. Wiedzieliśmy, że Effector nie będzie miał nic do stracenia, bo nie będzie faworytem. Cieszymy się, że udało nam się wygrać to spotkanie i nie dać mu się rozegrać– twierdzi Mateusz Bieniek. Kędzierzynianie mogą w tym momencie skupić się na rozgrywkach Ligi Mistrzów, ponieważ w PlusLidze zdecydowanie dominują. Zespół z woj. świętokrzyskiego także zrealizował swój plan, jakim było spokojne utrzymanie się w lidze. Wszystko wskazuje na to, że kielczanie skończą rundę zasadniczą na miejscu dwunastym lub trzynastym.

Dokończenie tej serii gier nastąpiło w poniedziałek. Walczący o jak najwyższą pozycję przed fazą play-off Jastrzębski Węgiel rywalizował z Cerrad Czarnymi Radom. W naszej zapowiedzi odnośnie tej kolejki pisaliśmy, że w przypadku ewentualnej porażki olsztynian z PGE Skrą Bełchatów oraz ewentualnego zwycięstwa podopiecznych Marka Lebedewa nad radomianami ekipa z Górnego Śląska może już teraz praktycznie zapewnić sobie awans do strefy medalowej. Scenariusz został w pełni zrealizowany, bowiem jastrzębianie wygrali z ekipą Roberta Prygla 3:0 i mają już pięć punktów przewagi nad piątym Indykpolem AZS. Teraz przed Salvadorem Hidalgo Olivą i spółką walka o ewentualne rozstawienie w półfinałach PlusLigi. Obecnie Jastrzębski Węgiel jest na trzecim miejscu i ma dwa punkty straty do wicelidera z Rzeszowa oraz punkt więcej od bełchatowian. Wydaje się, że nikt nie jest zainteresowany grą o finał z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, toteż każdy będzie chciał uniknąć czwartej lokaty. Z kolei radomianie, którzy w rywalizacji na południu Polski przeciwstawili się tylko w pierwszym secie, wciąż nie mogą być pewni pierwszej ósemki na koniec fazy zasadniczej. Ich przewaga nad dziewiątym GKS-em Katowice wynosi cztery oczka, lecz strata do siódmego Lotosu jest zaledwie dwupunktowa, dlatego Czarni także mają jeszcze o co grać przed fazą play-off. – Chłopaki z Jastrzębia pokazali, że walczą o czołową czwórkę i chcą się w niej utrzymać. Zasłużenie wygrali ten mecz. Byli od nas lepsi w każdym elemencie. Tak naprawdę tylko w pierwszej partii nawiązaliśmy z nimi jakąś walkę. To był jedyny set, w którym zdołaliśmy się im w jakiś sposób przeciwstawić. W piątek zmierzymy się w Radomiu z GKS-em Katowice. To dla nas ważne spotkanie, bo po tym meczu będziemy mogli być spokojni o ósmą pozycję w tabeli. Będzie super, jak wygramy, bo to był nasz cel minimum na ten sezon – zapowiada Tomasz Fornal.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved