Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Kolejka cudów, Trefl wykorzystał potknięcia

PlusLiga: Kolejka cudów, Trefl wykorzystał potknięcia

fot. Katarzyna Antczak

Kibice PlusLigi zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że mecze pomiędzy drużynami z dwóch różnych biegunów tabeli nie zawsze kończą się zgodnie z przewidywaniami. Jednak 20. kolejka przyniosła taka liczbę niespodzianek, jakiej nie spodziewali się chyba najwybitniejsi znawcy siatkówki. Na niemal wszystkich skorzystał gdański Lotos Trefl i wskoczył na pozycję wicelidera tabeli.

Największym hitem tej serii było niewątpliwie spotkanie ZAKSY Kędzierzyn-Koźle z Lotosem Treflem Gdańsk. Lider tabeli dotychczas miał na swoim koncie zaledwie jedną porażkę, ale właśnie z drużyną znad morza. Siatkarze Andrei Anastasiego zdają się mieć w lidze patent na zespół Ferdinando de Giorgiego. Zawodnicy obu drużyn zaprezentowali kibicom siatkówkę na najwyższym poziomie, godną zespołów z czołówki tabeli. Na swoją korzyść mecz rozstrzygnęli zawodnicy Trefla, wygrywając 3:1. W zespole z Gdańska pierwsze skrzypce w ataku odgrywał Murphy Troy. Amerykański atakujący skończył wiele ważnych piłek i mecz zakończył z 22. punktami na swoim koncie. Nagroda MVP powędrowała jednak do libero Piotra Gacka. Popularny „Gato” w wielu momentach ratował swój zespół, znajdując się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu. Porażka nie spowoduje na pewno olbrzymich nerwów w szeregach ZAKSY, ponieważ przewaga punktowa nad resztą stawki pozwala drużynie z Kędzierzyna-Koźla coraz śmielej przygotowywać się do gry o złoto PlusLigi. Zwycięstwo jest z kolei niezwykle cenne dla siatkarzy z Pomorza, którzy wskakują na 2. miejsce, mając do rozegrania jeszcze zaległy mecz z BBTS-em Bielsko-Biała.



Gdańszczanie nie awansowaliby na pozycję wicelidera, gdyby nie kolejne straty punktów, na jakie pozwolili sobie ich bezpośredni rywale. Dotychczasowy drugi zespół, Skra Bełchatów podejmowała u siebie bydgoską Łuczniczkę. Zespół Miguela Falaski był bez wątpienia faworytem meczu, chociaż fakt, że ostatnie zwycięstwo za trzy punkty bełchatowianie odnieśli blisko miesiąc temu, w meczu 15. kolejki z MKS-em Będzin, mógł niepokoić kibiców. Bydgoszczanie skrzętnie wykorzystali słabszą formę rywala, osłabionego trwającą absencją Mariusza Wlazłego i ograli ich pewnie w trzech setach. Znów zawiódł Marcel Gromadowski, atakujący z niską, bo 33% skutecznością, przez co trener w drugim secie desygnował do gry w ataku Srećko Lisinaca. Liderujący w ataku bełchatowian Facundo Conte nie wystarczył na dobrze dysponowanych graczy Łuczniczki, w szczególności Jakuba Jarosza (18. punktów, 68% skuteczności w ataku), nagrodzonego statuetką MVP. Zawodnicy Piotra Makowskiego dalej zajmują 10. miejsce w tabeli, za to siatkarze z Bełchatowa pozwolili się wyprzedzić graczom z Gdańska i spadli na miejsce trzecie.

Punkty stracił również aktualny mistrz Polski, Asseco Resovia Rzeszów. Gracze z Podkarpacia pojechali do Lubina na mecz z tamtejszym Cuprum. Obie drużyny nie rozpieszczały ostatnio swoich kibiców, ale na papierze to rzeszowianie byli zdecydowanym faworytem. Tymczasem zacięte, trwające ponad 100 minut spotkanie zakończyło się zwycięstwem w trzech setach podopiecznych Gheorghe’a Cretu. Andrzej Kowal na przestrzeni całego meczu delegował do gry każdego zawodnika z meczowej czternastki, ale na wiele się to nie zdało. Nawet w drugim secie, którego Cuprum wygrało do 30., to właśnie mniej doświadczeni zawodnicy z Dolnego Śląska zachowali w końcówce chłodne głowy. W drużynie z Lubina pierwsze skrzypce rozgrywał przyjmujący Robert Taht, nagrodzony statuetką MVP. W ekipie z Rzeszowa znów największy ciężar w ataku spoczywał na Bartoszu Kurku, który tym razem zagrał z ledwie 39-procentową skutecznością. Lubinianie dzięki zwycięstwu umocnili się na 7. miejscu w tabeli, a rzeszowianie spadli na 4. miejsce i mają tylko trzy punkty przewagi nad zespołem Cerradu Czarnych.

Radomianie kolejne trzy oczka dopisali do swojego konta po wyjeździe do Kielc. Zawodnicy Effectora na własnym terenie ugrali tylko jednego seta i odnieśli tym samym 16 porażkę w sezonie. W zespole Cerradu Czarnych dobrze zaprezentował się weteran ligowych parkietów Daniel Pliński. Środkowy zdobył 12. punktów, a za dobrą dyspozycję został nagrodzony statuetką MVP meczu. W drużynie z Kielc kolejne dobre zawody rozegrał przyjmujący Sławomir Stolc, ale nie przełożyło się to na zdobycz punktową jego zespołu. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza przesunęli się o jedno miejsce w tabeli mimo porażki, ale będący za ich plecami BBTS Bielsko-Biała ma do rozegrania jeden zaległy mecz. Radomianie zajmują miejsce 5. i zachowują cały czas szanse na awans do czołowej czwórki.

Nie lada niespodziankę sprawili swoim kibicom zawodnicy MKS-u Będzin. Najsłabsza drużyna obecnego sezonu, która dotychczas tylko dwukrotnie schodziła z boiska zwycięska (dwa razy w meczu z AZS-em Politechniką Warszawską), ograła w trzech setach drużynę Indykpolu AZS Olsztyn. Zawodnicy Andrei Gardiniego w dwóch ostatnich meczach wygrywali, więc do meczu z outsiderem ligi przystępowali z nadzieją na trzy punkty, które pozostały jednak na Śląsku. Zawiódł chwalony za ostatnie występy Paweł Adamajtis, atakujący tym razem z niską, 33-procentową skutecznością. Drużynę z Będzina do zwycięstwa poprowadził, wyróżniony zresztą statuetką MVP, Mateusz Piotrowski. Atakujący MKS-u otrzymał prawie tyle samo piłek w ataku, co wszyscy przyjmujący trenera de Rocco, wykorzystując ponad połowę z nich. Dla zespołu z Będzina wygrana jest niezwykle ważna, nie zmienia co prawda ich pozycji w tabeli, ale pozwala nieco realniej patrzeć na wydostanie się z ostatniego miejsca. Olszynianie stale od 7. kolejek zajmują 8. pozycję, ale coraz bardziej zbliżają się do nich drużyny z Bydgoszczy i Warszawy.

Zawodnicy Jakuba Bednaruka do swojego konta również dopisali trzy punkty. Warszawianie pojechali do Bielska-Białej, na mecz z BBTS-em. Zgodnie z przewidywaniami wygrali, choć podopieczni Krzysztofa Stelmacha nie poddali się bez walki. W szeregach AZS-u dobrze zaprezentował się, do czego zresztą przyzwyczaił, atakujący Michał Filip, zdobywca 18 punktów. Z kolei w bielskiej ekipie w ataku brylował przyjmujący Serhiy Kapelus. Nagroda MVP powędrowała jednak do najbardziej doświadczonego zawodnika stołecznego zespołu, Pawła Zagumnego. Akademicy pozostali na 9. miejscu w tabeli, zwiększając szanse na awans do czołowej ósemki. BBTS z 11. spadł na pozycję 12., ale ma wciąż do rozegrania jeden zaległy mecz z Lotosem Treflem Gdańsk.

Punkty nieco niespodziewanie stracili zawodnicy Jastrzębskiego Węgla. W meczu dwóch drużyn trapionych przed sezonem problemami finansowymi wygrali 3:2 z AZS-em Częstochowa, chociaż przegrywali już 0:2. Pobudziło to jednak ambicje zespołu Marka Lebedewa który później wyraźnie przeważał, co widać było zwłaszcza w czwartym secie, wygranym przez jastrzębian do 13. Mecz pokazał, jak wiele w AZS-ie zależy od Brazylijczyka Felipe Bandero. Wracający do formy po kontuzji atakujący wytrzymał grę na wysokim poziomie przez dwa sety. Później, kiedy nieco opadł z sił, słabiej grała również cała drużyna. W zespole Jastrzębskiego Węgla dobrze zaprezentowali się zmiennicy, Patryk Strzeżek i Jason de Rocco. Nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika meczu powędrowała jednak do kapitana drużyny z Jastrzębia-Zdroju Michala Masnego. Podopieczni Michała Bąkiewicza zdobytym punktem zbliżyli się do zespołów z Kielc i Bielska-Białej, ale dalej zajmują 13., przedostatnią pozycję w tabeli. Jastrzębianie wciąż są na miejscu 6., ale stracone oczko spowodowało zwiększenie starty i zmniejszenie przewagi względem odpowiednio 4. i 7. drużyny.

Zobacz również:
Wyniki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2016-02-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved