Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Tylko jeden tie-break w 19. kolejce

PlusLiga: Tylko jeden tie-break w 19. kolejce

Od piątku do wtorku trwała 19. kolejka spotkań PlusLigi. W ośmiu rozegranych spotkaniach aż siedmiokrotnie wygrywali gospodarze. Jedynie ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle udało się zainkasować wyjazdowe zwycięstwo na trudnym terenie w Lubinie. Ponadto pięć meczów kończyło się rezultatami 3:0, a kibice w tej serii gier oglądali tylko jednego tie-breaka, w którym Lotos Trefl Gdańsk pokonał Asseco Resovię Rzeszów.

Pierwszy mecz odbył się w piątek pomiędzy Cerradem Czarnymi Radom a MKS-em Będzin. Jedni i drudzy plasują się w środku tabeli, chociaż w lepszej sytuacji znajdują się podopieczni Roberta Prygla, którzy dodatkowo chcieli wykorzystać atut własnej hali. Spotkanie było bardzo wyrównane. Pierwszego seta minimalnie wygrali radomianie. Jednostronna była tylko druga odsłona zakończona rezultatem 25:18 dla gospodarzy. Będzinianie nie zamierzali odpuszczać i po zaciętej końcówce zwyciężyli w trzeciej partii. O losach tego pojedynku zadecydował czwarty set, w którym trwała walka do samego końca. Więcej szczęścia mieli miejscowi, którzy wygrali 25:23 i cały mecz 3:1. – Chcieliśmy wygrać 3:0, ale rywal pokazał się z dobrej strony i pokrzyżował nam plany. My popełniliśmy zbyt dużo błędów, a zespół z Będzina to wykorzystał. Bardzo się cieszę, że udało nam się wrócić, byliśmy bardzo zmotywowani. I nawet strata kilku punktów nie pozbawiła nas zwycięstwa – mówi Dustin Watten. Dzięki temu ekipa z Radomia umocniła się na ósmej lokacie w tabeli, natomiast MKS wciąż musi uważać, aby nie osunąć się w klasyfikacji punktowej.



Trzy spotkania zostały rozegrane w sobotę. Wszystkie z nich były do siebie bliźniaczo podobne i kończyły się wynikami 3:0 na korzyść gospodarzy. Indykpol AZS Olsztyn rozprawił się w akademickich derbach z ONICO AZS-em Politechniką Warszawską. Najwięcej emocji było w drugim secie, którego olsztynianie wygrali 30:28. – Nie ma łatwych spotkań w naszej lidze. Byliśmy gotowi na ciężką przeprawę, zwłaszcza że swój ostatni ligowy mecz rozegraliśmy dwa tygodnie temu. Cieszę się, że odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo i to bez straty seta – powiedział Andrea Gardini. W pozostałych odsłonach dominowali siatkarze z Warmii i Mazur, którzy nadal mocno pukają do pierwszej czwórki PlusLigi.

Mecz z gatunku tych za „sześć punktów” odbył się nad Brdą, gdzie Łuczniczka Bydgoszcz podejmowała AZS Częstochowa. Było to stracie trzeciego od końca z ostatnim zespołem PlusLigi. Lepsi okazali się zawodnicy Piotra Makowskiego, którzy zrewanżowali się częstochowianom za porażkę 2:3 pod Jasną Górą. Triumf jest o tyle cenny, że zakończony wynikiem 3:0 po twardej walce w drugim i trzecim secie, którego akademicy przegrali w samych końcówkach, mając nawet po drodze piłki setowe. Było to dopiero trzecie zwycięstwo bydgoszczan, którzy zbliżyli się do wyższych pozycji w tabeli. – Musieliśmy ten mecz wygrać, bo przegraliśmy już zdecydowanie za dużo spotkań i mecz z AZS-em Częstochowa był takim momentem, w którym musieliśmy odnieść zwycięstwo i to najlepiej za trzy punkty i całe szczęście nam się to udało – przyznał Piotr Sieńko. Coraz bardziej dramatycznie wygląda sytuacja AZS-u, który jest czerwoną latarnią ligi i aby zapewnić sobie bezpieczne utrzymanie w elicie, musi odrobić już pięć punktów straty do czternastej Łuczniczki. – Przyjechaliśmy tutaj po zwycięstwo i to najlepiej za trzy punkty, ale niestety nie udało się i po naszej stronie jest wielki żal i rozgoryczenie, zwłaszcza po takich spotkaniach – stwierdził Tomasz Kowalski.

Niespodzianki nie było w rywalizacji Jastrzębskiego Węgla z Effectorem Kielce. Wyżej notowani gospodarze wygrali 3:0 i wciąż pozostają w grze o medale mistrzostw Polski. Podopieczni Marka Lebedewa kontrolowali przebieg wydarzeń, ostatecznie wygrywając bez straty seta. Goście wciąż pozostają z piętnastoma punktami na koncie i pięcioma zwycięstwami w swoim dorobku. Mecz w Jastrzębiu był debiutem na trenerskiej ławce dla Sinana Tanika, który mimo porażki był zadowolony z postawy swojego zespołu. – To był trudny mecz zarówno dla zawodników, jak i dla mnie, ponieważ spędziliśmy wspólnie tylko dwa dni. Ciężko było przygotować zespół przez tak krótki okres. Mimo że mieliśmy mało czasu, to zawodnicy dobrze zrealizowali moje założenia taktyczne w pierwszym i trzecim secie. Pomogło nam to w rywalizacji z tak dobrą drużyną, jak Jastrzębski Węgiel. Rywale mieli bardzo dobrą zagrywkę, przez to ciężko było nam wyprowadzać skuteczne ataki. Ten mecz będzie dla mnie materiałem, dzięki któremu będę wiedział, nad czym musimy pracować – zaznaczył turecki szkoleniowiec.

W niedzielę kibice siatkówki w Polsce oglądali dwa pojedynki w PlusLidze. Jedno z nich pomiędzy PGE Skrą Bełchatów a Espadonem Szczecin miało zdecydowanego faworyta, chociaż szczecinianie pamiętali, że w niedawnych rozgrywkach Pucharu Polski potrafili dzielnie przeciwstawić się bełchatowianom. Podobnie było na ligowym podwórku, z tymże ekipa Philippe’a Blaina rozstrzygała końcówki wszystkich setów na swoją korzyść, wygrywając 3:0. – Wiedzieliśmy, że musimy zagrać dobre spotkanie i pracować nad szczegółami, które sprawiają, że za każdym razem gramy coraz lepiej. Efekt jest taki, że wygraliśmy 3:0, mimo że każdy set był ciężki. Myślę, że poprawiliśmy właśnie te drobne elementy i to kierunek, w którym powinniśmy zmierzać – podsumował Nicolas Uriarte. Espadon dwukrotnie przegrał odsłony do 23, a raz do 21. Lekki niedosyt w obozie szczecinian na pewno pozostaje, aczkolwiek każdy z nich zdawał sobie sprawę, że wywiezienie jakiejkolwiek zdobyczy z Bełchatowa będzie niezmiernie trudne. Skra jest wiceliderem tabeli, a beniaminek PlusLigi nadal walczy o uniknięcie ostatniej lokaty.

Sporo działo się w Gdańsku, gdzie Lotos Trefl zmierzył się z Asseco Resovią Rzeszów. Faworytami byli goście, ale w naszej zapowiedzi 19. kolejki podkreślaliśmy, że zespół Andrei Anastasiego ma potencjał, aby walczyć z najlepszymi, lecz nie zawsze potrafi go wykorzystać. Tym razem los się do niego uśmiechnął. Pierwsze dwa sety były bardzo wyrównane i rozstrzygały się w samych końcówkach najpierw na korzyść rzeszowian, a potem gdańszczan. W trzeciej partii podopieczni Andrzeja Kowala wygrali zdecydowanie do 17 i wydawało się, że wicemistrzowie Polski zmierzają po zwycięstwo za pełną pulę. Stało się zupełnie inaczej. Nie dość, że gospodarze doprowadzili do tie-breaka, to okazali się w nim lepsi 15:10 m.in. dzięki świetnej postawie Damiana Schulza (27 pkt.) i sprawili mimo wszystko sporą niespodziankę. – Zabrakło nam spokoju w przyjęciu, to była główna przyczyna naszej porażki – stwierdził zwięźle Marcin Możdżonek. Ta porażka komplikuje nieco sytuację drużyny z Podkarpacia, która ma już cztery punkty straty do lidera z Kędzierzyna i tylko trzy oczka przewagi nad czwartym Jastrzębskim Węglem. Z kolei Lotos ma jeszcze teoretyczne szanse, aby powalczyć o czołowe lokaty w lidze pod warunkiem, że zawodnicy z Trójmiasta zaczną regularnie wygrywać. – Przed meczem powiedziałem chłopakom: musimy kraść punkty faworytom, bo zbyt wiele oczek zgubiliśmy w początkowej fazie sezonu. Nic innego mnie nie interesuje. Musimy zbierać każdy punkt, kiedy tylko nadarza się okazja – podkreśla Andrea Anastasi.

Jedno starcie odbyło się w poniedziałek pomiędzy GKS-em Katowice a BBTS-em Bielsko-Biała. Spotkanie stało pod znakiem dominacji beniaminka PlusLigi, który wygrał 3:0. Podopieczni Piotra Gruszki są ostatnio w dobrej formie, co pokazali chociażby w rozgrywanym niedawno awansem pojedynku z Lotosem Treflem Gdańsk, a w rywalizacji z bielszczanami jedynie potwierdzili te przekonania. Goście dzielnie walczyli, ale przegrali pierwsze dwa sety do 22 oraz 21. Zupełnie bez historii było natomiast w trzeciej odsłonie zakończonej wynikiem 25:13 dla GKS-u. – Widziałem, że byliśmy skoncentrowani od początku i gra układała się po naszej myśli. Dlatego dobrze czuliśmy się na zagrywce, bo dobrze czuliśmy się na siatce. Świetnie czytaliśmy też grę rywali, byliśmy przygotowani perfekcyjnie do rozgrywania akcji przez zespół z Bielska-Białej. Zmienność zagrywki Tomasza Kalembki również zrobiła swoje – podsumował pojedynek Piotr Gruszka. BBTS odniósł swoją czternastą porażkę i nadal musi rozglądać się w tabeli za siebie. O wiele bardziej komfortowo sytuacja wygląda w przypadku katowiczan, którym nie grozi ani spadek, ani walka o medale mistrzostw Polski.

Dokończenie tej kolejki nastąpiło we wtorek. Dla wielu sympatyków było to najciekawsze spotkanie tej kolejki, które odbyło się niejako na deser tej 19. serii gier. Szósty Cuprum Lubin rywalizował z liderem tabeli, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Lubinianie mieli okazję sprawdzić się na tle aktualnych mistrzów Polski oraz triumfatorów pucharu kraju. Dla podopiecznych Gheorghe Cretu był to także ważny mecz w kontekście walki o pierwszą czwórkę. Faworytami byli rzecz jasna kędzierzynianie, ale można było spodziewać się wyrównanego boju. Od mocnego uderzenia rozpoczęli siatkarze Ferdinando de Giorgiego, którzy wygrali premierową odsłonę do 17. Gospodarze nie pozostali jednak dłużni i doprowadzili niemniej efektownie do remisu (25:19). Kluczowa była trzecia partia, której losy rozstrzygnęły się na finiszu, a minimalnie lepsi okazali się przyjezdni. To mocno podbudowało ZAKSĘ, która w czwartym secie trzymała rękę na pulsie i dopięła swego, wygrywając cały mecz 3:1. Świetnie zaprezentował się Sam Deroo, który zdobył 24 punkty.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved