Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Jastrzębski Węgiel sprawcą zamieszania

PlusLiga: Jastrzębski Węgiel sprawcą zamieszania

W 22. kolejce PlusLigi doszło do dwóch konfrontacji, określanych mianem hitu tej serii gier. PGE Skra Bełchatów pewnie pokonała Cuprum Lubin 3:0, o wiele więcej emocji było w Rzeszowie, gdzie Asseco Resovia zdołała ugrać tylko seta w starciu z Jastrzębskim Węglem. Wynik tej konfrontacji spowodował, że drugie miejsce od piątego dzieli tylko jeden punkt.

22. kolejka PlusLigi rozpoczęła się już w piątek, dwa z trzech pojedynków kończyły się po tie-breaku. W Szczecinie Cerrad Czarni Radom mogli zainkasować pełną pulę, ale jak to zwykle bywa, gładko wygrane sety (zwłaszcza pierwszy, w którym Espadon zdobył zaledwie 12 oczek) i 10-minutowa przerwa uśpiły czujność zawodników z województwa mazowieckiego i podopieczni Michała Mieszka Gogola doprowadzili do piątego seta, którego już nie udało się wygrać. – Przyjechaliśmy do Szczecina po komplet punktów, co wydawało się realne do osiągnięcia po dwóch wygranych setach, w których dominowaliśmy na boisku. To spowodowało, że zbyt nonszalancko podeszliśmy do trzeciej partii. W kolejnych jednak podaliśmy rękę przeciwnikom. Wprawdzie drużyna ze Szczecina zaczęła grać lepiej, ale to my zaczęliśmy popełniać głupie błędy. Na szczęście podnieśliśmy się po dwóch przegranych partiach, złamaliśmy starą siatkarską zasadę – skomentował Robert Prygiel. Zawodnicy Espadonu, choć przegrali, cieszą się z urwania wyżej notowanym rywalom punktu. – Odczuwamy pewien niedosyt, bo wyszliśmy w tym meczu z wielkiego dołka. Prowadziliśmy w tie-breaku, a jednak nie potrafiliśmy zakończyć go zwycięsko. Jednak cieszymy się, że podnieśliśmy się po dwóch setach, w których nasza gra wyglądała tragicznie. Pokazaliśmy charakter. Niewiele nam zabrakło, żeby odwrócić losy tego spotkania – ocenił Dominik Depowski.



Pięć setów obejrzeli również kibice w hali w Sosnowcu, gdzie MKS Będzin rywalizował z prowadzoną przez Mariana Kardasa Łuczniczką Bydgoszcz. Ta konfrontacja była bardziej zacięta, raz jedna drużyna przejmowała inicjatywę, raz druga. Więcej szczęścia miała jednak ekipa przyjezdnych. Podopieczni Stelio De Rocco nie wykorzystali więc szansy do zniwelowania strat do zajmującej 10. miejsce warszawskiej Politechniki. Z kolei bydgoszczanie wyprzedzają o dwa oczka Effector Kielce.

Powody do zadowolenia wreszcie może mieć AZS Częstochowa. W meczu z BBTS-em przełamał serię czternastu porażek z rzędu. W Bielsku-Białej podopieczni Michała Bąkiewicza dopisali na swoje konto niezwykle cenne trzy oczka. – W jakiejkolwiek pracy liczą się spokój i cierpliwość, więc ważne jest to, żeby konsekwentnie robić swoje. Cieszę się, ponieważ już ostatnie spotkanie z warszawianami, w którym zagraliśmy naprawdę niezłe zawody, ale nie poradziliśmy sobie z możliwością wygranej, pokazało, że mamy potencjał. W Bielsku-Białej natomiast udźwignęliśmy ciężar odpowiedzialności i dokończyliśmy dzieła – przyznał szkoleniowiec ekipy spod Jasnej Góry. Wygrana jest tym cenniejsza, że częstochowianie musieli radzić sobie w mocno okrojonym składzie. Po odejściu Pawła Adamajtisa i kontuzji Michała Szalachy sytuacja kadrowa AZS-u nie jest do pozazdroszczenia.

Sobotnia seria gier rozpoczęła się od pierwszego z hitów kolejki. W Bełchatowie PGE Skra podejmowała Cuprum Lubin. Mecz ten nie przyniósł większych emocji, podopieczni Philippe’a Blaina wygrali 3:0, chociaż przyjezdni z Lubina mieli szansę na wygranie trzeciego seta. Ostatecznie zakończył się on wynikiem 25:23 dla miejscowych. Bełchatowianie w ostatnim czasie stracili kilka oczek, dlatego zdobycie kompletu punktów było dla nich priorytetem. – Dwa razy pokazaliśmy bardzo dobrą grę. Skupiliśmy się na własnych głowach. Wiemy, że każdy mecz jest dla nas bardzo ważny, bo chcemy grać o medale. Wiemy, że musimy wygrywać i skupiać się na naszej grze. W tym meczu to pokazaliśmy. W trzecim secie zagraliśmy trochę nerwowo, jednak do tego momentu zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze, byliśmy skoncentrowani – analizował Nikołaj Penczew. Miedziowi mieli nadzieję, że zmniejszą straty do „czwórki”. Obecnie zajmują szóste miejsce, do piątej ekipy tracą 7 punktów. – Nie przyjechaliśmy do Bełchatowa, żeby się cieszyć, bo dobrze zagraliśmy albo zdobędziemy punkt. Dla nas każde spotkanie jest takie samo, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe, walczymy o komplet punktów. Wiedzieliśmy, że drużyna z Bełchatowa jest w naszym zasięgu, pokazaliśmy kilka razy w tym sezonie, że potrafimy grać z najlepszymi. Niestety nie udało nam się, czegoś wciąż nam brakuje – zaznaczył Łukasz Kaczmarek.

Zgodnie z przewidywaniami zakończył się pojedynek w Kielcach. Effector tylko w premierowej odsłonie był w stanie nawiązać wyrównaną walkę z Indykpolem AZS-em Olsztyn. W dwóch kolejnych przewaga graczy z województwa warmińsko-mazurskiego nie podlegała dyskusji. Tytuł MVP spotkania przypadł Miłoszowi Zniszczołowi, który zapisał na swoim koncie 10 oczek. – Bardzo dobrze zaczęliśmy spotkanie, potem mieliśmy jednak drobne problemy, głównie przez brak koncentracji. Udało nam się jednak to opanować i wygrać pierwszą partię. W drugim i trzecim secie kontrolowaliśmy już w pełni przebieg wydarzeń na parkiecie. Miło jest, kiedy otrzymuje się po wygranym spotkaniu statuetkę MVP. Tak naprawdę to każdy z nas mógł otrzymać taką nagrodę – przyznał na łamach klubowej strony środkowy.

Komplet punktów w starciu z GKS-em Katowice zdobyła ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która triumfowała 3:0. Nie oznacza to jednak, że triumf przyszedł łatwo, bowiem każdy z trzech setów kończył się po zaciętej walce na przewagi (30:28, 32:20, 31:29). – To był bardzo wymagający mecz, co pokazują wyniki poszczególnych partii, mało kiedy trzysetowe spotkanie kończy się w takim stosunku punktowym. GKS Katowice zagrał naprawdę dobrze, rywale grali równo, nie popełniali zbyt wielu błędów, można powiedzieć, że męczyli nas swoją dobrą zagrywką, dobrze grali w obronie. I od samego początku pierwszego seta było widać, że ciężko będzie się grało. Z trudem przychodziło nam kończenie kolejnych akcji, dobrze ustawiali blok, a czasami przy pojedynczym bloku dobrze reagowali w obronie – komentował dla zaksa.pl Dominik Witczak.

Do bardzo ciekawego starcia doszło w Rzeszowie, gdzie Asseco Resovia podejmowała Jastrzębski Węgiel. Stawka pojedynku była wysoka – podopieczni Andrzeja Kowala mieli nadzieję, że uda im się zmniejszyć straty do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, natomiast gracze ze Śląska chcieli zbliżyć się do „czwórki”. Jedynie drugi set przebiegł całkowicie pod dyktando miejscowych, bowiem zakończył się wynikiem 25:14. W pozostałych zacięte końcówki lepiej wytrzymali jastrzębianie i w pełni zasłużenie zgarnęli pełną pulę, wygrywając 3:1. Podopieczni Marka Lebedewa mają obecnie 49 punktów, tyle samo co czwarta w tabeli PGE Skra Bełchatów. – Było 24:23, Lukas Kampa posłał zagrywkę, poszła piłka do Gordona Perrina, a rywale dobrze zagrali w bloku-obronie. Generalnie cały czas grali dobrze, grają dobrze na przestrzeni całego sezonu i zasłużenie są w czołówce tabeli. Zagrali lepiej niż my – nie ukrywał Marko Ivović. Siatkarze z Rzeszowa grają obecnie w kratkę, dobre mecze przeplatają słabszymi. – Rozumiem frustrację kibiców, ale u nas jest tak samo. Jesteśmy sportowcami i chcemy wygrać, bo na to pracujemy każdego dnia. Nie udało się, to jest sezon, w którym gramy ciepło-zimno – dodał przyjmujący.

Na koniec kolejki ekipa ONICO AZS Politechnika Warszawska zmierzyła się z Lotosem Treflem Gdańsk. Mecz był zacięty, jednak więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni z Trójmiasta i wygrali 3:1. Dla podopiecznych Andrei Anastasiego triumf był o tyle ważny, że udało im się powrócić na 7. miejsce w ligowej tabeli.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved