Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Gospodarze mało gościnni

PlusLiga: Gospodarze mało gościnni

Po 10. kolejkach rozgrywek PlusLigi na czele cały czas znajduje się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która ma bezpieczną przewagę nad tzw. „grupą pościgową”. W tej serii gier tylko dwie drużyny przyjezdne potrafiły zainkasować zwycięstwa. W obu przypadkach możemy powiedzieć o lekkim zaskoczeniu. Rozpędzone Cuprum Lubin zostało zatrzymane u siebie przez Czarnych Radom, natomiast Politechnika Warszawska przełamała się, triumfując w Kielcach z Effectorem. Na uwagę zasługuje także zwycięstwo Espadonu Szczecin, który opuścił ostatnie miejsce w tabeli.

Pierwszy pojedynek w tej kolejce odbył się już we czwartek i od razu doszło do sporej niespodzianki. Cuprum Lubin przegrało przed własną publicznością z Cerradem Czarnymi Radom 1:3. Tym samym podopieczni Roberta Prygla udowodnili, że ich wcześniejsze zwycięstwo z Lotosem Treflem Gdańsk nie było dziełem przypadku. Radomianie powoli wracają na właściwe tory, natomiast dla lubinian porażka z Czarnymi to z pewnością zimny prysznic. Samo spotkanie było niesamowicie wyrównane. Wystarczy powiedzieć, że każdy z setów kończył się zaledwie dwupunktowym zwycięstwem jednej bądź drugiej drużyny. Dwukrotnie kibice oglądali grę na przewagi. W obu przypadkach lepsi byli goście, którzy ostatecznie zgarnęli pełną pulę i umocnili się w środku tabeli. Zdaniem szkoleniowca przyjezdnych ich zwycięstwo mogłoby być o wiele spokojniejsze. – Byliśmy lepsi w ataku, polu zagrywki i bloku. Gdyby nie zabrakło nam determinacji w kluczowych momentach, wygrane przyszłyby łatwiej. Nie ma co jednak narzekać. Moi podopieczni po raz kolejny stoczyli zacięte boje w końcówkach i je wygrali. Wielkie gratulacje dla drużyny. Wygrać w Lubinie jest bezcennym sukcesem – mówi. Warto podkreślić, że cały czas w bardzo dobrej formie znajduje się Bartłomiej Bołądź, który tym razem zdobył 24 punkty.



Dzień później także doszło do ciekawego rozstrzygnięcia. Effector Kielce musiał na własnym parkiecie uznać wyższość ONICO AZS-u Politechniki Warszawskiej. Dotychczasowa dyspozycja obu drużyn sugerowała, że minimalnym faworytem tego starcia byli gospodarze, ale wreszcie ekipa Jakuba Bednaruka zagrała na miarę swoich możliwości i zwyciężyła na niełatwym terenie 3:1. Miejscowym nie pomogła nawet znakomita dyspozycja Leo Andricia, który zanotował 28 punktów. Oprócz pierwszego seta, który padł łupem warszawian 25:17, pozostałe odsłony były zacięte i niewiele brakowało, aby to kielczanie cieszyli się z triumfu. Stało się inaczej i siatkarze ze stolicy wreszcie mogli odetchnąć z ulgą po ostatnich niepowodzeniach. – Dobrze, że wygraliśmy. Potrzebowaliśmy tego jak tlenu. To zwycięstwo to jest naprawdę taki oddech, bo generalnie to nie czuję wielkiej presji, ale w tych ostatnich dniach czułem, że brakuje nam zwycięstwa – stwierdził opiekun „Inżynierów”. Mimo porażki Effector cały czas utrzymuje się w górnej połówce tabeli.

O żadnej niespodziance nie można powiedzieć w rywalizacji PGE Skry Bełchatów z GKS-em Katowice. Beniaminek PlusLigi liczył po cichu na powtórkę z Rzeszowa, ale mający to na uwadze bełchatowianie nie dopuścili do takiej sytuacji. Pierwsze dwa sety potoczyły się pod dyktando miejscowych. Katowiczanie postawili opór w trzeciej partii, ale także zakończonej zwycięstwem Skry, która wygrała 3:0 i wciąż traci do pierwszej ZAKSY trzy oczka. – To było ciężkie spotkanie. Może wynik tego nie odzwierciedla, ale my od początku byliśmy gotowi na ciężki mecz. Drużyna z Katowic udowodniła już w tym sezonie, że potrafi dobrze grać. Wiedzieliśmy, że musimy być pewni swoich umiejętności i przy swojej dobrej postawie wygramy ten mecz za trzy punkty – przekonywał libero bełchatowian, Kacper Piechocki.

Mistrzowie Polski w sobotę rywalizowali u siebie z AZS-em Częstochowa. Ponad dekadę temu byłby to absolutny hit kolejki, który przyciągnąłby uwagę wszystkich siatkarskich kibiców w Polsce. Teraz można jedynie stwierdzić, że to klasyk, ale z wyraźnym faworytem w postaci kędzierzynian, którzy nie zawiedli i zdecydowanie wygrali z akademikami 3:0. Podopieczni Michała Bąkiewicza tylko w drugim secie przekroczyli barierę 20 punktów, a w pozostałych odsłonach zdecydowanie oddali inicjatywę gospodarzom, dla których było to już dziewiąte zwycięstwo w lidze. – Dzisiaj w naszej grze zabrakło wielu rzeczy, a przede wszystkim pewności siebie. Oczywiście byliśmy nastawieni na walkę i jak każda drużyna chcieliśmy wygrać, ale jak widać chyba trochę przytłoczyło nas to, że przyjechaliśmy do jaskini lidera i aktualnego mistrza Polski. Szczególnie na początku to zdenerwowanie dawało się we znaki, co zresztą mówi wynik. Ponadto zabrakło chyba też trochę umiejętności, przeciwnicy dali nam dzisiaj lekcję gry w siatkówkę, wykorzystali wszystkie swoje atuty i jednocześnie obnażyli nasze słabsze punkty. Trzeba otwarcie przyznać, że kędzierzynianie w pełni zasłużyli na to zwycięstwo – nie ukrywał libero AZS-u, Adam Kowalski.

Jeszcze bardziej jednostronne widowisko miało miejsce pomiędzy MKS-em Będzin a BBTS-em Bielsko-Biała. Śmiało można rzec, że zespół Stelio DeRocco zdeklasował swoich rywali, którzy w całym meczu zdobyli zaledwie 44 małe punkty. Faworytem tego starcia byli gospodarze, ale mało kto spodziewał się aż tak jednostronnej rywalizacji. Po tym spotkaniu MKS ma już cztery zwycięstwa na swoim koncie, natomiast BBTS osunął się na ostatnie miejsce w tabeli, a w perspektywie czeka go starcie z mistrzem Polski, ZAKSĄ. Przed bielszczanami z pewnością trudny okres.

Prawdziwy rollercoaster przeżyli ci wszyscy, którzy zdecydowali się obejrzeć pojedynek Jastrzębskiego Węgla i Lotosu Trefla Gdańsk. Ekipa z Trójmiasta nie przypomina tej, która jeszcze jakiś czas temu grała o najwyższe cele w Polsce i Europie. Z kolei jastrzębianie spisują się bez zarzutów i to oni byli wyżej notowani przed bezpośrednim starciem. Po dwóch setach i w połowie trzeciego wszystko toczyło się zgodnie z przewidywaniami. Mało kto mógł spodziewać się, że gdańszczanie wrócą do gry. Tymczasem Andrea Anastasi zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę i wprowadził na parkiet zmienników, którzy odmienili losy rywalizacji. Lotos wrócił z dalekiej podróży, wygrał trzeciego, a potem czwartego seta i wydawało się, że pójdzie za ciosem także w tie-breaku. Decydujący set był bardzo wyrównany, ale znowu do głosu doszli gospodarze, którzy triumfowali 15:13 i w całym meczu 3:2. Klasą samą w sobie był Salvador Hidalgo Oliva, który zapisał w swoim dorobku 30 punktów i zasłużenie odebrał statuetkę MVP. Po takim spotkaniu jedni i drudzy mogą czuć jednak niedosyt, ale większy jest na pewno po stronie zespołu Marka Lebedewa.

Ciekawy mecz odbył się w Rzeszowie, gdzie Asseco Resovia mierzyła się z Indykpolem AZS Olsztyn. Dla podopiecznych Andrei Gardiniego był to kolejny sprawdzian, bowiem tydzień wcześniej grali u siebie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i wyraźnie przegrali 0:3. Teraz drużyna z Warmii i Mazur chciała udowodnić, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi w PlusLidze i mimo porażki na Podpromiu 1:3 pokazała się z dobrej strony. Pierwszego seta wyraźnie wygrali rzeszowianie (25:19) i mogło się wówczas wydawać, że olsztynianie nie nawiążą walki. Ci jednak postawili się w drugiej odsłonie, którą wygrali 25:22. Bardzo ważny był trzeci set, w którym wszystko rozstrzygnęło się w samej końcówce. Minimalnie lepsi okazali się gospodarze (25:22). Indykpol nie zamierzał odpuszczać i chciał powalczyć o tie-breaka, ale Resovia nie pozwoliła im na to. Czwarta partia zakończyła się wynikiem 25:21 i cały mecz rezultatem 3:1. – Oczywiście na papierze Resovia jest mocniejsza, ale presję przed meczem mają obie drużyny i każda chce zwyciężyć, a my przyjechaliśmy do Rzeszowa po punkty. Boisko wszystko zweryfikowało, a w tych końcówkach Resovia popełniła przede wszystkim mniej błędów i dlatego zwyciężyła – mówił po spotkaniu Daniel Pliński.

W niedzielę na zakończenie kolejki Espadon Szczecin podejmował Łuczniczkę Bydgoszcz. Dla jednych i drugich był to mecz za „sześć punktów”, bowiem zajmują dolne rejony tabeli. Spotkanie miało dziwny przebieg rywalizacji, ponieważ oba zespoły naprzemiennie wygrywały sety dosyć wysoko. Gospodarze potrafili przegrać w trzeciej partii 25:16, aby wygrać w kolejnej 25:14. Dopiero tie-break przyniósł emocje. Ku uciesze miejscowych kibiców beniaminek PlusLigi wygrał 15:12 i wreszcie mógł dopisać sobie zwycięstwo odniesione w sportowej rywalizacji na parkiecie. Mało tego, Espadon opuścił ostatnią lokatę w tabeli, chociaż ma tyle samo punktów co BBTS, ale więcej triumfów na koncie.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved