Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Czy eldorado powróci?

PlusLiga: Czy eldorado powróci?

fot. Katarzyna Antczak

Przez lata Polska uchodziła za siatkarski raj. Uwielbienie fanów, pełne trybuny i całkiem niezłe pieniądze przyciągały nad Wisłę zawodników ze światowej czołówki, a w pojedynczych przypadkach również ze ścisłego topu. W ciągu ostatnich sezonów zmieniło się jednak wiele. Gwiazd naprawdę światowego formatu jest coraz mniej, a ze wspomnianych przymiotów siatkarskiego eldorado zostało już tylko to pierwsze – uwielbienie fanów. Niestety, w ostatnich latach coraz gorzej jest z zapełnieniem trybun, a finansowa walka z Rosją, Turcją, Włochami czy Dalekim Wschodem jest z góry skazana na niepowodzenie.

Patrząc na historię transferów klubów PlusLigi, najlepszym okresem wydaje się pierwsza dekada XXI wieku. W tym okresie na skok na gwiazdę światowego topu zdecydował się Jastrzębski Węgiel, który zakontraktował Pawła Abramowa. Multimedalista i podstawowy zawodnik reprezentacji Rosji był pierwszym prawdziwym hitem transferowym, a w dodatku ówczesny prezes JW, Zdzisław Grodecki, potrafił świetnie „opakować” ten zakup i sprzedać go marketingowo oraz medialnie. Do tego stopnia, że Abramow stał się gwiazdą i twarzą całej ligi. Rosjanin w Polsce był tylko rok. Aż czterokrotnie dłużej barwy Jastrzębskiego Węgla reprezentowała inna megagwiazda, Michał Łasko, który był wówczas podstawowym atakującym reprezentacji Włoch. Mistrz Europy i brązowy medalista przyciągał na trybuny nie tylko kibiców „pomarańczowych”, ale był swego rodzaju gwarantem poziomu oraz jakości PlusLigi. Wspominając transfery JW, nie sposób pominąć także Plamena Konstantinowa. Bułgar, choć był w Polsce jedynie przez rok, mocno ubarwił ligowy krajobraz.



Drużyna z Jastrzębia-Zdroju wyspecjalizowała się swego czasu w zatrudnianiu gwiazd, ale nie była oczywiście jedyna. Duży budżet i ambitne cele pozwalały Asseco Resovii na zatrudnianie wielu zawodników, którzy posiadali status gwiazdy. Wśród wszystkich nazwisk zagranicznych siatkarzy, którzy przez ostatnie lata przewinęli się przez rzeszowski klub, dwa nazwiska budzą największe uznanie: Georg Grozer i Marko Ivović. Ten pierwszy przybył na Podkarpacie ze statusem świetnego atakującego, ale dopiero w Rzeszowie zbudował prawdziwą markę, która w kolejnych latach zapewniła mu dużo wyższe kontrakty w Rosji i Chinach. Niemal identycznie wyglądała sytuacja z Ivoviciem. Serb przyjechał do Resovii jako gwiazda europejskiego przeciętniaka, Paris Volley. Przez dwa lata (z roczną przerwą na grę w Biełgorodzie), był jedną z najjaśniejszych postaci naszej ligi. Dzięki temu szybko trafił do brazylijskiej Superligi i klubu Funvic Taubate, a od kolejnego roku będzie bronił barw Lokomotiwu Nowosybirsk.

Podobnym szlakiem szedł odwieczny rywal rzeszowian, PGE Skra Bełchatów, która również kusiła zagraniczne sławy wysokimi kontraktami oraz grą w Lidze Mistrzów czy Klubowych Mistrzostwach Świata. Na tej zasadzie do PlusLigi trafiła gwiazda europejskiej siatkówki Stephane Antiga, a później Argentyńczycy Facundo Conte i Nicolas Uriarte, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do sukcesów bełchatowian. W minionym roku Skra również dokonała najgłośniejszego transferu, gdy zatrudniła Milada Ebadipoura. Pierwszy w historii polskiej ligi Irańczyk to jednak nie ten sam kaliber co wspomniani wyżej zawodnicy. Prezesowi Konradowi Piechockiemu i sztabowi szkoleniowemu Skry można natomiast pogratulować doskonałego instynktu w wyławianiu młodych talentów. Swego czasu postawili na Aleksandara Atanasijevicia, a trochę później Srećko Lisinaca. Serbowie w Bełchatowie dojrzeli i dzisiaj są gwiazdami światowego formatu. Szkoda tylko, że już nie grają w Polsce. – Budżety polskich klubów są zdecydowanie niższe od tych z Rosji, Turcji czy Włoch. Trzeba przeczekać ten moment, a później postarać się zakontraktować najlepszych zawodników – mówił swego czasu Konrad Piechocki.

Do dnia dzisiejszego sytuacja niewiele się zmieniła. Oczywiście, od czasu do czasu pojawiały się transferowe „perełki” – jak przyjście do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle Brazylijczyka Felipe Fontelesa czy ostatnio Francuza Benjamina Toniuttiego; gra amerykańskich mistrzów olimpijskich z Pekinu – Richarda Lambourne’a i Ryana Millara czy ich rodaka Russella Holmesa. – Gracze ze światowego topu mają ogromny wpływ na poziom całej ligi. Gdy u nas grali, rozgrywki stały na zdecydowanie wyższym poziomie. Dzisiaj wartościowi zawodnicy są rozrywani w rekordowym tempie i już w połowie rozgrywek mają zapewnione kontrakty na kolejny sezon. Nie mamy w Polsce takiego przypływu gwiazd, jak ma to miejsce we Włoszech, Rosji czy Turcji – uważa Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji Polski, a obecnie komentator telewizyjny. – Wszystko jest kwestią budżetów. Nie możemy konkurować finansowo z Rosją, Turcją czy Azją. Włosi też są przed nami. To walka z wiatrakami. Jeśli są bogatsze kluby, to trudno mieć pretensje do zawodników, że chcą skorzystać z tych ofert i więcej zarobić. Trzeba to zrozumieć – dodaje były selekcjoner.

Być może jednak w najbliższym czasie PlusLiga znów będzie świecić. W tym roku sygnał do ofensywy dały Stocznia Szczecin i Jastrzębski Węgiel. Dzięki nim w PlusLidze pojawią się tacy siatkarze, jak Matej Kazijski, Bartosz Kurek, Łukasz Żygadło, Dawid Konarski i Christian Fromm. Czy to początek powrotu wielkich gwiazd nad Wisłę?

Autor artykułu: Michał Kalinowski – katowicki sport

źródło: katowickisport.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved