Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Czołówka gubi punkty

PlusLiga: Czołówka gubi punkty

fot. Katarzyna Antczak

We wtorek oraz w środę odbyła się 23. kolejka rozgrywek PlusLigi. Nie brakowało w niej zaskakujących rezultatów. Trzy drużyny będące w ścisłej czołówce tabeli musiały pogodzić się ze stratą punktów. Najbardziej z tego powodu cieszą się siatkarze Jastrzębskiego Węgla oraz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, którzy triumfowali za pełną pulę. Ścisk w walce o udział w strefie medalowej jest niewyobrażalny, a do zakończenia rundy zasadniczej zostało coraz mniej kolejek.

Jedno spotkanie odbyło się we wtorek i od razu doszło do niespodzianki. Cerrad Czarni Radom podejmowali PGE Skrę Bełchatów. Podopieczni Roberta Prygla grają w tym sezonie bardzo dobrze i są na wysokiej siódmej lokacie, toteż bełchatowianie musieli zdawać sobie sprawę, że łatwo nie będzie. – Powalczyliśmy z Bełchatowem, ale niestety nie udało się nam wygrać, a takie przed tym meczem mieliśmy nadzieje. Jednego punktu przed spotkaniem w ciemno byśmy nie brali, liczyliśmy na trzy, ewentualnie dwa – zdradził Michał Kędzierski. To jednak Skra była faworytem do zwycięstwa, natomiast pod trzech setach gospodarze prowadzili 2:1. Końcówka należała jednak do gości, którzy doprowadzili do tie-breaka, a w nim pewnie wygrali 15:10 oraz cały pojedynek 3:2. Jedno stracone oczko może jednak sporo kosztować ekipę Philippe’a Blaina, ale o tym przekonamy się po 30. kolejce. Z kolei Czarni cały czas walczą o utrzymanie siódmej lokaty na koniec sezonu.



Dzień później odbyły się pozostałe mecze. Wpadki nie uniknęła także Asseco Resovia Rzeszów, która rywalizowała na parkiecie beniaminka PlusLigi, GKS-u Katowice. Biorąc jednak pod uwagę, że w pierwszym starciu obu drużyn lepsi okazali się siatkarze Piotra Gruszki, to zwycięstwo rzeszowian 3:2 w stolicy Górnego Śląska wcale nie jest taką złą wiadomością dla popularnych „Pasiaków”. Mogło być znacznie gorzej, bo po trzech setach to GKS prowadził 2:1. Asseco Resovia wygrała w pierwszej partii na przewagi, ale potem stanęła w miejscu. Przebudzenie nastąpiło w czwartej odsłonie, w której walka toczyła się do samego końca. Rzutem na taśmę wygrali wicemistrzowie Polski. W tie-breaku także emocji nie brakowało, ale ostatecznie zawodnicy Andrzeja Kowala minimalnie triumfowali i zapewnili sobie osiemnaste zwycięstwo w tym sezonie oraz utrzymali pozycję wicelidera tabeli. – Bardzo się cieszymy z tego, że udało nam się wyjść zwycięsko z tego ciężkiego pojedynku. Są to naprawdę cenne dwa punkty, chociaż żałuję, że nie trzy. Zawodnicy z Katowic grali naprawdę bardzo dobrze, a nam niestety ta gra czasem trochę nie wychodziła. Popełnialiśmy dość sporo błędów własnych, wymuszonych czy nie, ale było ich za dużo – mówił Piotr Nowakowski.

Olbrzymią szansę na awans na drugie miejsce zmarnował Indykpol AZS Olsztyn, który był murowanym faworytem w domowym starciu z MKS-em Będzin. Co prawda podopieczni Andrei Gardiniego wygrali, ale musieli wracać z dalekiej podróży, bowiem po dwóch setach zanosiło się na sporego kalibru sensację. Będzinianie prowadzili już 2:0, lecz ekipa z Warmii i Mazur przebudziła się po dziesięciominutowej przerwie. Olsztynianie pokazali siłę rażenia w trzeciej partii, którą wygrali bardzo wysoko 25:13, a scenariusz ten powtórzyli także w odsłonie numer cztery. Tie-break również należał do gospodarzy, którzy w drugiej części meczu niemal zmietli rywali z parkietu, ale ci mimo wszystko udali się w daleką podróż do domu z jednym zdobytym oczkiem. – My nie mieliśmy nic do powiedzenia, te trzy ostatnie partie byliśmy dwie klasy niżej. Z naszej perspektywy lepiej zapomnieć o tych trzech setach, ale Olsztyn na pewno będzie myślał tylko o nich. Ale cóż, jeden punkt w Olsztynie chyba cieszy – przyznał Michał Potera. Gdyby AZS-owi udało się tak zagrać od początku i zgarnąć pełną pulę, wówczas zostaliby nowym wiceliderem PlusLigi. Drużyna Stelio DeRocco okazała się być wymagającym przeciwnikiem, przynajmniej w dwóch pierwszych setach.

Jastrzębski Węgiel nie poszedł w ślady innych drużyn będących w czołówce tabeli i w przeciwieństwie do nich pokonał we własnej hali Espadon Szczecin 3:0. Każdy inny scenariusz można byłoby uznać za dużą niespodziankę. Emocji kibice doczekali się tylko w trzecim secie, którego zawodnicy Marka Lebedewa wygrali 25:23. We wcześniejszych odsłonach dominowali miejscowi, którzy obecnie są na czwartym miejscu i mają tyle samo punktów co trzeci AZS Olsztyn oraz druga Asseco Resovia. Ponadto team z województwa śląskiego ma zaledwie jedno oczko więcej niż piąta Skra Bełchatów. Będąc w takiej sytuacji, jastrzębianie siłą rzeczy muszą wygrywać tego typu mecze. Beniaminek PlusLigi wciąż jest na przedostatniej lokacie i niemal na pewno będzie musiał walczyć z AZS-em Częstochowa o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

A to dlatego, że BBTS Bielsko-Biała w pełni zrehabilitował się za niedawną porażkę we własnej hali z AZS-em Częstochowa i tym razem pokonał u siebie inny akademicki zespół, ONICO Politechnikę Warszawską. Zwycięstwo może o tyle zaskakiwać, że bielszczanie dokonali tego w trzech setach. Wszystkie były bardzo wyrównane, a zwłaszcza ten drugi zakończony grą na przewagi 31:29. Warszawianie kolejny raz udowodnili, że grają w tym sezonie bardzo nierówno. To samo można powiedzieć o BBTS-ie, który oddał punkty słabszym, a teraz zabrał lepszym od siebie. Ten triumf to niemal milowy krok ekipy Rastislava Chudika w walce o utrzymanie, bowiem jej przewaga nad dwoma ostatnimi lokatami wzrosła do sześciu i pięciu punktów.

Podobnie jak Espadon Szczecin, tak samo AZS Częstochowa będzie musiał powoli pogodzić się z grą o uniknięcie baraży. Częstochowianie nie poszli za ciosem po zwycięstwie wyjazdowym w Bielsku-Białej i przegrali bardzo ważny mecz u siebie z Effectorem Kielce 1:3. Częstochowianie przespali dwa pierwsze sety, w których wyraźnie ulegli gościom. Po dziesięciominutowej przerwie ich gra polepszyła się, ale starczyło to tylko na jedną partię. Podopieczni Michała Bąkiewicza nie wykorzystali w czwartej odsłonie dwóch piłek setowych i ostatecznie przegrali bez zdobyczy punktowej. – Jestem bardzo zadowolony z tego zwycięstwa. Uważam, że w czwartym secie wyszliśmy z niezwykle trudnej sytuacji. Kolejny raz pokazaliśmy charakter. Nic tylko się cieszyć – nie ukrywał Marcin Komenda. Jeżeli akademicy spod Jasnej Góry nie sprawią jakiejkolwiek niespodzianki na koniec rundy zasadniczej, to będą musieli walczyć w barażach.

Krok w stronę pierwszego miejsca po fazie zasadniczej uczyniła ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która pokonała na wyjeździe Łuczniczkę Bydgoszcz. Gospodarze postawili twarde warunki, dzielnie walczyli w pierwszym oraz trzecim secie, ale mimo wszystko przegrali 0:3. – W pierwszym i trzecim secie dobrze funkcjonowała u nas zagrywka. Jednak to my popełniliśmy kilka błędów w ważnych momentach i to zadecydowało o wyniku. Chcieliśmy pokazać się z jak najlepiej strony przed nowym trenerem. Myślę, że teraz jest już za mało czasu na zmiany i postaramy się zagrać jak najlepiej z Asseco Resovią Rzeszów, a od następnego tygodnia będzie więcej czasu, aby coś zmienić w naszej grze – przyznał Igor Yudin. Łuczniczka ma w tym momencie pięć punktów przewagi nad przedostatnim Espadonem i spore szanse na utrzymanie się w lidze pod warunkiem, że do końca sezonu ekipa znad Brdy postara się jeszcze o jakiekolwiek punkty. Mistrzowie Polski po tej kolejce odskoczyli już wyraźnie od „grupy pościgowej”, bowiem mają siedem punktów przewagi nad trzema zespołami poniżej oraz osiem nad piątą Skrą Bełchatów. Już w następnej kolejce liderzy tabeli zmierzą się u siebie z AZS-em Olsztyn i ewentualny triumf może im zapewnić udział w fazie play-off.

Mecz bez większego ciężaru gatunkowego odbył się w Lubinie, gdzie Cuprum podejmował Lotos Trefl Gdańsk. Obie drużyny znajdują się w górnej połówce tabeli, ale mają tylko matematyczne szanse na walkę o medale. To dotyczy zwłaszcza gdańszczan, którzy są na ósmym miejscu i po tej kolejce mogli zbliżyć się do szóstego Cuprum. Stało się inaczej, gdyż podopieczni Gheorghe Cretu wygrali 3:1 i umocnili się na szóstym miejscu. Samo spotkanie, poza drugim setem, którego Lotos Trefl wygrał na przewagi, było bardzo jednostronne. Lubinianie zdecydowanie dominowali w pozostałych partiach i teoretycznie mogą jeszcze zawalczyć o pierwszą czwórkę, do której tracą siedem punktów. Jednak aby tak się stało, to Grzegorz Łomacz i spółka musieliby wygrywać wszystko do samego końca i liczyć na wpadki drużyn znajdujących się nad nimi.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved