Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Ciekawa 7. kolejka i ścisk w środku tabeli

PlusLiga: Ciekawa 7. kolejka i ścisk w środku tabeli

fot. Katarzyna Antczak

Za nami siódma kolejka spotkań PlusLigi, w której nie brakowało ciekawych rozstrzygnięć, a także spotkań, w których pewnie wygrywali faworyci. Do niespodzianek należy zaliczyć wygraną Aluronu Virtu Warty Zawiercie, która siatkarzom Stoczni Szczecin nie dała ugrać nawet seta, a także podział punktów w Rzeszowie, gdzie spotkali się wicemistrzowie Polski i liderzy tabeli – ZAKSA z zamykającą zestawienie Asseco Resovią.

Siatkarze z Podkarpacia ewidentnie notują polepszenie formy, jednak nadal brakuje im niewiele do pierwszej wygranej w tym sezonie. W ostatni weekend podopiecznym trenera Cretu udało się jednak wywalczyć punkt w starciu z niepokonaną nadal ZAKSĄ. Kędzierzynianie w hali rywala prowadzili już w meczu 2:0, by pozwolić mu doprowadzić do nerwowego i emocjonującego tie-breaka. Pierwszy set nie wyszedł gospodarzom, ale ci potrafili zmobilizować się na kolejne. W partii decydującej kluczowa okazała się skuteczność ataku, a rzeszowianie mieli sporo problemów w tym elemencie, mimo to byli w stanie walczyć w niej przez długi czas. – Mogliśmy wygrać za trzy punkty, ale później drużyna z Rzeszowa postawiła nam trudne warunki, grała bardzo dobrze. To był dla nas pierwszy tak trudny mecz w sezonie i cieszymy się, że go wygraliśmy – powiedział w rozmowie z pzps.pl Łukasz Kaczmarek. W kluczowych momentach tego spotkania różnicę na korzyść ZAKSY robiła dwójka Łukasz Kaczmarek i Sam Deroo. Rzeszowianom nie pomogły 33 punkty Thibault Rossarda. Punkt do kędzierzynian odrobili w tej kolejce obecni wiceliderzy – Cerrad Czarni Radom, którzy we własnej hali pokonali GKS Katowice, zamykając tę rundę spotkań. Solidna postawa w polu zagrywki i ataku pozwoliła gospodarzom praktycznie od początku do końca kontrolować przebieg meczu. Najlepiej punktował Maksim Żygałow, jednakże cenne punkty na konto Czarnych wpadały także po akcjach i zagrywkach (trzy asy serwisowe) Alana Pajenka. Katowicka drużyna dotrzymywała przeciwnikom kroku, jeśli chodzi o blok, przy większej liczbie ataków zapisała nim jednak mniej punktów i to było ważne dla końcowego wyniku. – Zagrywka faktycznie była naszą mocną stroną, każdy z moich zawodników wywierał presję na rywalach i przez to ciężko im się grało – ocenił szkoleniowiec radomian, Robert Prygiel.



Sporą niespodziankę sprawili swoim kibicom siatkarze z Zawiercia, którzy na własnym terenie pokonali w trzech setach Stocznię Szczecin. Każda z partii kończyła się grą na przewagi, a w nerwowych momentach lepiej na boisku odnaleźli się gospodarze. Całe spotkanie to bowiem wyrównana gra obu ekip. Mało kto spodziewał się takiego rozstrzygnięcia. – Jako prezes klubu muszę być przygotowany na każdy wynik i liczyłem na każde rozstrzygnięcie w tym meczu. Natomiast jako mający słabą wiarę człowiek liczyłem bardziej na naszą dobrą postawę sportową, kończącą się dla nas wynikiem negatywnym – przyznał po meczu prezes Warty, Kryspin Baran. Do zwycięstwa swoją drużynę poprowadził Grzegorz Bociek, zdobywca 25 punktów, który w ataku uzyskał 64% skuteczności. – Nie zagraliśmy nawet połowy tego, co potrafimy. Zepsuliśmy olbrzymią liczbę zagrywek i myślę, że błędy własne, a przede wszystkim zepsute serwisy zaważyły na wyniku spotkania. Zagrywka kompletnie nam nie siedziała – ocenił Adrian Mihułka. Po tym spotkaniu szczecińska drużyna została zepchnięta z trzeciej pozycji w tabeli przez jastrzębian, natomiast zawiercianie nadal plasują się na wysokim szóstym miejscu. Jastrzębski awansował o jedną lokatę do góry po tym, jak pokonał Trefl Gdańsk w trzech setach. Drużyna ze Śląska znalazła sposób na atakujących rywali i blokiem zdobyła w tym meczu 10 punktów. Dodatkowo mimo że atakowała rzadziej, zapisała na swoim koncie tym elementem więcej punktów niż podopieczni trenera Anastasiego. O obliczu Jastrzębskiego Węgla stanowił duet Lyneel/Konarski, po drugiej stronie siatki ciężko było znaleźć zawodnika, który w pełni wziąłby ciężar gry na swoje barki, zwłaszcza w ataku w decydujących momentach. – Przegraliśmy 0:3 w kiepskim stylu. Wynikowo nawiązaliśmy walkę tylko w pierwszym secie. Była tam dyskusyjna sytuacja w jego końcówce. Set zakończył się nie siatkarsko, a później spadła z nas już ta energia i pozostałe dwie partie były już bardzo słabe – ocenił najlepiej punktujący przyjezdnych, Maciej Muzaj. Brak punktów kosztował gdańszczan ósmą pozycję w tabeli, obecnie Trefl jest dziewiąty. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie jak Stocznia, GKS i Onico ma o jeden rozegrany mecz mniej. Warszawska drużyna rozegrała w miniony weekend drugie z rzędu spotkanie wyjazdowe, w Będzinie pokonując MKS 3:1. Gospodarze w pierwszym secie zagrali bardzo dobrze blokiem, a pięć punktów zdobyte tym elementem pozwoliło im wygrać. W kolejnych partiach do głosu doszli siatkarze Onico, którzy wykorzystali słabnącą dyspozycję rywali w ataku. Ekipa trenera Antigi sama nie spoczywała na laurach i w ostatniej odsłonie zapisała w tym elemencie aż 70% skuteczności. Komplet wywalczonych punktów pozwolił drużynie ze stolicy utrzymać piątą lokatę i przerwać serię meczów bez punktów.

Po mocno „falującym” początku sezonu czołówkę tabeli starają się gonić siatkarze Skry Bełchatów, którzy w sobotę pokonali na wyjeździe Cuprum Lubin. Podopieczni trenera Piazzy ryzykowali zagrywką i choć popełnili w tym elemencie sporo błędów, to dużo lepiej spisywali się w ataku, ani przez moment nie dając rywalom dojść do słowa. – Kontrolowaliśmy to spotkanie od początku do końca. Myślę, że każdy, kto był na boisku, zagrał dobrze i z meczu na mecz jako drużyna prezentujemy się coraz lepiej. Na pewno nie jest to jednak nasz szczyt formy – ocenił w rozmowie z klubowym serwisem Kacper Piechocki. O sile jego zespołu stanowiło trio Szalpuk/Ebadipour/Kochanowski. Ten ostatni przy dziewięciu atakach zapisał stuprocentową skuteczność, dwaj pozostali byli również bardzo solidni w tym elemencie, notując kolejno 76 i 68% skuteczności. Po tym starciu bełchatowianie są na siódmym miejscu w tabeli PlusLigi, ale do trzecich jastrzębian tracą zaledwie jeden punkt. Ciekawe, choć trzysetowe spotkanie rozegrano w Olsztynie, gdzie AZS podejmował Chemika Bydgoszcz. Z wygraną w garści boisko opuszczali gospodarze, ale spotkanie mogło trwać dłużej. Pierwsza i trzecia odsłona kończyły się długą grą na  przewagi, w której chłodne głowy olsztynian, a zwłaszcza Jana Hadravy okazały się bezcenne. Hadrava w całym starciu zdobył aż 26 punktów, mocno dając się we znaki rywalom swoją zagrywką. Ważną rolę odegrali także Paweł Pietraszko i Sergiej Kapelus. Bolączką MKS-u były błędy w polu zagrywki oraz problemy w przyjęciu.

Zobacz również:
Wyniki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved