Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PL: Zwycięzca rundy zasadniczej i pierwszy spadkowicz już znani

PL: Zwycięzca rundy zasadniczej i pierwszy spadkowicz już znani

fot. Klaudia Piwowarczyk

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nie miała łatwej przeprawy w Bielsku-Białej, dwukrotnie odrabiając straty do rywali w samych końcówkach. Zwycięstwo pozwoliło kędzierzynianom na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego cieszyć się z pierwszego miejsca po sezonie zasadniczym. W zupełnie innych nastrojach są gracze Dafi Społem Kielce, którzy mierzyli się z PGE Skrą Bełchatów. Chociaż sprawili małą niespodziankę i ulegli wyżej notowanej ekipie dopiero w tie-breaku, to porażka pozbawiła ich już jakichkolwiek szans na utrzymanie w PlusLidze.



Siatkarze Łuczniczki Bydgoszcz nie składają broni w walce o pozostanie w PlusLidze. W starciu z wyżej notowanym Cuprum Lubin podopieczni Jakuba Bednaruka prowadzili już 2:0, w drugiej odsłonie odrobili do gospodarzy sporą stratę, rozstrzygając tę cześć meczu po długiej grze na przewagi 31:33. Po 10-minutowej przerwie do głosu doszli jednak gracze Patricka Duflosa, doprowadzając do tie-breaka. W nim lepsi okazali się już goście znad Brdy, a wywalczone dwa oczka w tym starciu pozwoliły im odbić się od strefy spadkowej tabeli PlusLigi. – Wiemy o tym, że topór, który wisi nad nami, jest coraz bliżej krtani. Odsunęliśmy go na parę centymetrów, ale ten topór cały czas nad nami wisi. Widać było jednak, że w tym meczu wszystko, co umieliśmy, to daliśmy – skomentował dla klubowej telewizji szkoleniowiec bydgoszczan, Jakub Bednaruk. W jego zespole świetne zawody rozegrał Paweł Gryc, który zapisał na swoim koncie 20 punktów, choć w drugiej i trzeciej partii wchodził jedynie na zmianę. Gryc z 22 akcji skończył 18, a dwukrotnie popisał się asem serwisowym. Po drugiej stronie siatki bezapelacyjnym liderem był Łukasz Kaczmarek, ale nawet jego 33 punkty, w tym aż 7 bloków, nie wystarczyły, aby lubinianie mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Trefl Gdańsk kontynuuje swoją dobrą passę i tym razem bez straty seta pokonał przed własną publicznością Cerrad Czarnych Radom. Goście jedynie w premierowej odsłonie nawiązali z wyżej notowanymi przeciwnikami wyrównaną walkę, ale potem głównie ich błędy własne wykluczyły nawiązanie rywalizacji. – Była szansa, żeby urwać rywalom choćby seta, natomiast na pewno nie spodziewaliśmy się, że nasza gra będzie wyglądała tak słabo w drugiej i trzeciej partii. W pierwszym secie graliśmy do pewnego momentu punkt za punkt. Nawet nieźle to wyglądało, natomiast nasza dobra gra szybko się skończyła – ocenił atakujący Czarnych, Jakub Ziobrowski. Po stronie Trefla nie zawodził natomiast bombardier, Damian Schulz, zdobywca 16 punktów, a wspierał go Artur Szalpuk czy Daniel McDonnell. Środkowy zanotował wysoką, 82-procentową skuteczność w ataku. Gdańszczanie nadal są na trzecim miejscu w ligowej tabeli, a i podopieczni Roberta Prygla utrzymali ósmą lokatę.

Większych szans swoim rywalom nie dali gracze Jastrzębskiego Węgla, którzy bez straty seta rozprawili się z MKS-em Będzin. Gospodarze dominowali w prawie każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, ustępując podopiecznym Gido Vermeulena jedynie w bloku. Dobre spotkanie rozegrał Salvador Oliva, który do 15 oczek w ataku dołożył dwa bloki i trzy asy serwisowe. Po stronie MKS-u Będzin jedynie Rafael Araujo przekroczył barierę 10 punktów, choć i on zanotował niską, bo zaledwie 39-procentową skuteczność ataku. – Praktycznie w każdym elemencie byliśmy troszeczkę lepsi od rywali. Wywieraliśmy na nich presję w przyjęciu i myślę, że zasługiwaliśmy, żeby wygrać to spotkanie – skomentował pojedynek w Jastrzębiu-Zdroju rozgrywający i MVP stołecznej drużyny, Lukas Kampa. Komplet punktów pozwolił zespołowi Ferdinando de Giorgiego zbliżyć się do czwartego miejsca w klasyfikacji ligowej, natomiast gracze z Będzina po krótkiej chwili oddechu powrócili do strefy barażowej.

Ze strefy barażowej uciekli natomiast siatkarze Espadonu Szczecin, którzy wygrali bardzo zacięte spotkanie w Zawierciu. Aż w trzech z czterech rozegranych partii różnica punktowa wynosiła zaledwie dwa oczka. Jeszcze w trakcie rozgrzewki na ból pleców zaczął narzekać Eeami Tervaportti i miał go zastąpić Tomasz Kowalski, który już na początku spotkania nabawił się urazu kostki. Nie przeszkodziło to jednak ekipie ze Szczecina w odniesieniu tego arcyważnego zwycięstwa. W jej szeregach brylował Bartłomiej Kluth, który z 42 ataków skończył 25, a 18 oczek wywalczył środkowy – Bartosz Gawryszewski. – Mieliśmy szczęście, ale prawda jest taka, że my w to wierzyliśmy do końca. Cały czas, nawet gdy przegrywaliśmy dwoma punktami na wysokości osiemnastego czy dwudziestego punktu, wiedzieliśmy, co mamy zrobić, co się za chwilę może stać i to się działo. Bardzo dużą pracę wykonaliśmy dziś na zagrywce floatem. Tego nie oddadzą statystyki. No może gdzieś lekko w procencie dokładnego przyjęcia przeciwnika – zdradził po meczu szkoleniowiec Espadonu, Michał Mieszko Gogol.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved