Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PL: ZAKSA wciąż niepokonana, niemoc Resovii trwa

PL: ZAKSA wciąż niepokonana, niemoc Resovii trwa

fot. Katarzyna Antczak

Za nami już czwarta kolejka PlusLigi. Jedyną niepokonaną w rozgrywkach drużyną pozostaje po niej ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Pierwszą porażkę ponieśli siatkarze ONICO Warszawa, a do niespodzianki doszło w Bełchatowie, gdzie PGE Skra musiała uznać wyższość Indykpolu AZS Olsztyn. Z dołka nie może wyjść Asseco Resovia Rzeszów, która przegrała kolejne starcie i zamyka po tej serii spotkań ligową tabelę.

Czwartą kolejkę PlusLigi rozpoczęło starcie w Katowicach, gdzie GKS podejmował najsłabszy zespół rozgrywek, Cuprum Lubin. Faworytem była ekipa Piotra Gruszki, która udanie rozpoczęła sezon i przed tym starciem zajmowała 3. miejsce w tabeli. Niespodziewanie to ekipa z Lubina okazała się w tym starciu lepsza. Katowiczanie nie zdołali ugrać z rywalami nawet seta. Do zwycięstwa poprowadzili Cuprum Jakub Wachnik, zdobywca 14 oczek, oraz Igor Grobelny. Przyjmujący, który wybrany został MVP spotkania, zapisał na swoim koncie 12 punktów. – Cieszy nas to, że udowodniliśmy swoją wartość na boisku jako drużyny. W spotkaniu przeciwko katowiczanom było widać naszą walkę i zaangażowanie. Myślę, że to jest bardzo ważna rzecz w siatkówce i ogólnie w sporcie. Udało się wygrać z dobrym przeciwnikiem za trzy punkty, a dla nas tak naprawdę za sześć, bo mamy ich mało, więc cieszy nas każdy punkt zdobyty na wyjeździe – powiedział po spotkaniu Wachnik.



Pierwszej porażki w sezonie doznali doskonale spisujący się dotąd siatkarze ONICO Warszawa. Ekipa Stephane’a Antigi udała się na spotkanie do Radomia. Od początku wiadomo było, że mecz stołecznych z Cerrad Czarnymi będzie jednym z najciekawszych w tej kolejce spotkań. I choć komplet punktów ostatecznie zapisali na swoim koncie gospodarze, którzy wygrali starcie w trzech setach, warszawianie nie oddali meczu bez walki. Emocji nie brakowało zwłaszcza w trzeciej partii, w której goście wygrywali już 19:15 i byli na dobrej drodze do przedłużenia spotkania. Ostatecznie to radomianie zdołali jednak postawić kropkę nad i. Wygrana pozwoliła im wskoczyć na pozycję wicelidera tabeli. MVP spotkania wybrany został Wojciech Żaliński, który zapisał na koncie Czarnych 18 oczek. – Cieszę się, że powalczyliśmy i że w trzecim secie nie zabrakło nam prądu. Udało nam się dzięki temu wygrać 3:0, bo wydaje mi się, że gdybyśmy przegrali tę partię, to ten mecz mógł się różnie potoczyć, pewnie skończyłby się w pięciu setach i o północy. Najważniejsze więc są te trzy punkty – podsumował mecz przyjmujący ekipy z Radomia, Norbert Huber.

Do sporej niespodzianki doszło w Bełchatowie. Mistrzowie Polski ponieśli bowiem drugą porażkę w sezonie. Siatkarze Skry Bełchatów nie sprostali tym razem Indykpolowi AZS Olsztyn. Akademicy skazywani przed tym spotkaniem na porażkę w hali Energia nie oddali ekipie Roberto Piazzy nawet seta. Najbardziej wyrównana była pierwsza partia spotkania, którą olsztynianie wygrali po walce na przewagi, 26:24. Najwięcej punktów w tym spotkaniu, bo aż 17, zdobył Jan Hadrava. Czeski przyjmujący wybrany został najlepszym zawodnikiem spotkania. Po stronie gospodarzy najlepiej spisał się Jakub Kochanowski (16 punktów). Bełchatowianie po tej porażce spadli w tabeli z 5. na 9. miejsce, AZS zaś zaliczył awans z 11. na 7. pozycję. –  Spodziewaliśmy się, że AZS Olsztyn zagra na pewno dobrze, a prezentował się bardzo dobrze, wytrzymał wszystkie trzy sety i dowiózł zwycięstwo do samego końca. Brawo dla niego. Myślę, że potrzebujemy trochę więcej cierpliwości i trochę więcej spokoju w naszej grze – skomentował starcie środkowy Skry, Karol Kłos.

W Bydgoszczy Chemik podejmował Aluron Virtu Wartę Zawiercie. Pewne zwycięstwo i komplet punktów wywalczyli w tym starciu zawiercianie. Nie dali oni gospodarzom zbyt dużo do powiedzenia, wygrywając spotkanie 3:0. Siatkarze Warty pokazali swoją wyższość nad rywalami zwłaszcza w ostatniej partii, w której rozbili bydgoszczan aż 25:13. Do zwycięstwa ekipę tę poprowadzili Mateusz Malinowski i Marcin Waliński. Pierwszy z nich nie krył po spotkaniu radości ze zwycięstwa. – Na pewno to był bardzo dobry mecz z naszej strony. Chyba najlepszy w tym sezonie. Była u nas chłodna głowa i kontrola przez całe trzy sety. Nie mieliśmy momentu, gdzie straciliśmy więcej niż dwa punkty. Rywale pomagali nam też dużą ilością błędów. Ich zagrywka we własnej hali kompletnie nie funkcjonowała – przyznał Marcin Waliński.

Trudne zadanie czekało w tej kolejce siatkarzy Trefla Gdańsk. Do starcia z niepokonaną ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle podchodzili oni po dwóch porażkach z rzędu z mistrzami Polski (w lidze i Superpucharze Polski). Kędzierzynianie byli faworytami tego starcia i udowodnili to na boisku, ogrywając gdańszczan w trzech setach. Tym samym ekipa Andrei Gardiniego jako jedyna jeszcze w tym sezonie nie przegrała i nie straciła żadnego punktu, pewnie przewodząc klasyfikacji. Gdańszczanie na razie spadli na 11. pozycję. – To był trudny mecz. Było w nim dużo walki i sporo nerwowych końcówek. Trzeba cieszyć się z tego, że jest 3:0. Chociaż ten wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku –  powiedział po meczu środkowy ZAKSY, Mateusz Sacharewicz.

Trwa zła passa siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów. Ich kolejnym rywalem była Stocznia Szczecin. Ekipa Michała Gogola we własnej hali pewnie pokonała rzeszowian 3:0. Podopieczni Andrzeja Kowala w żadnym elemencie nie byli w stanie nawiązać walki ze szczecinianami. Statuetka MVP po raz kolejny powędrowała zaś do Bartosza Kurka. Ekipa z Podkarpacia przegrała tym samym czwarte spotkanie z rzędu i bez zwycięstw na koncie i z zaledwie jednym punktem zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Tak słaba postawa zespołu sprawiła, że włodarze Asseco Resovii zdecydowali się na zmianę szkoleniowca. Andrzeja Kowala zastąpi na stanowisku Gheorghe Cretu. – Stocznia Szczecin nawet nie musiała się starać o zwycięstwo. My mieliśmy problem z własną grą. Mnie jest tylko i wyłącznie wstyd za to, jaki poziom prezentujemy. Dominuje u nas zdenerwowanie – przyznał atakujący rzeszowian, Damian Schulz.

Czwartą kolejkę zakończyło starcie w Będzinie, gdzie MKS podejmował Jastrzębski Węgiel. Goście byli zdecydowanymi faworytami tego pojedynku. Po pierwszej wygranej przez nich partii inicjatywę niespodziewanie przejęli będzinianie, którzy po kolejnych dwóch odsłonach pewni byli wywalczenia pierwszych punktów w tym sezonie. Niewiele brakowało, a gospodarze zgarnęliby komplet oczek. Nie wykorzystali jednak swojej szansy. Prowadząc w meczu 2:1, w czwartej odsłonie dali się rozbić ekipie z Jastrzębia-Zdroju aż 25:13 i o wyniku meczu decydował tie-break. Ostatecznie dwa oczka zgarnęli podopieczni Ferdinando de Giorgiego. – Zyskaliśmy dwa punkty w Sosnowcu. Będzinianie naprawdę grali świetnie. Ich zagrywka rządziła i dzieliła. Nie wiem, ile nam wpadło piłek w dwóch setach, ale zagrywali z prędkością 120km/h. Ciężko się z nimi grało – skomentował starcie środkowy jastrzębian Grzegorz Kosok. Jego ekipa wskoczyła po tym meczu na 4. miejsce w tabeli. MKS Będzin pozostał przedostatnią drużyną zestawienia.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

Loading ... Loading ...

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved