Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PL: Ścisk w środku stawki, trzy zespoły bez porażki

PL: Ścisk w środku stawki, trzy zespoły bez porażki

fot. Aleksandra Twardowska

Czwarta kolejka rozgrywana była na raty. Do największej niespodzianki doszło w Gdańsku, gdzie GKS pokonał Trefla. Gładkie zwycięstwo odniósł Jastrzębski Węgiel, po pierwsze punkty sięgnęła też PGE Skra. Aż trzy mecze zakończyły się w tie-breakach, w których triumfowały MKS Będzin, Espadon Szczecin i Dafi Społem Kielce. Trzy ekipy są wciąż bez porażki, a dwie nie zdobyły jeszcze żadnego punktu.

Na czele PlusLigi znajduje się Cuprum Lubin, które w czterech meczach odniosło cztery zwycięstwa. W ostatniej kolejce podopieczni Patricka Duflosa wykazali wyższość na wyjeździe nad BBTS-em Bielsko-Biała. Szczególnie dwa pierwsze sety toczyły się pod ich dyktando. Świetnie prezentował się Łukasz Kaczmarek, który w całym meczu zdobył 26 punktów. Swoje na środku robił też Piotr Hain, ale miedziowych z uderzenia wybiła nieco dziesięciominutowa przerwa. Po niej do gry wrócili gospodarze, ale krótkotrwały zryw pozwolił im tylko urwać jednego seta faworytowi, który z Beskidów wyjechał z kolejnym kompletem punktów. Mimo wygranej lubinianie wciąż widzą mankamenty w swojej grze. Muszą nad nimi pracować, tym bardziej że przed nimi spotkania z coraz bardziej wymagającymi przeciwnikami. – Ciężko walczymy, żeby wypracować sobie przewagę, a potrafimy roztrwonić ją w dziecinny sposób. Musimy nad tym pracować, bo o ile z zespołami z niższej części tabeli jesteśmy jeszcze w stanie odzyskać inicjatywę na boisku, o tyle z zespołami z czołówki za takie błędy będziemy karceni – ocenił po starciu z BBTS-em w CuprumLubinTv jeden z liderów miedziowej ekipy, Łukasz Kaczmarek. Jak na razie nie zaznała ona jeszcze goryczy porażki, natomiast bielszczanie nie zaznali smaku zwycięstwa. Pozostali jedną z dwóch drużyn, które nie otworzyły jeszcze dorobku punktowego w tym sezonie.



Po słabym początku sezonu z letargu budzą się siatkarze MKS-u Będzin, którzy u siebie pokonali Onico Warszawa, choć początek pojedynku na to wcale nie wskazywał. Stołeczna drużyna po tym meczu może odczuwać spory niedosyt, bowiem mogła go wygrać nawet 3:0, ale przegrana końcówka drugiej odsłony po walce na przewagi sprawiła, że apetytu do gry nabrali gospodarze. Wprawdzie później przegrywali jeszcze 1:2, ale mieli w swoich szeregach dwie armaty – Marcina Walińskiego oraz Rafaela Araujo. Takich liderów trochę zabrakło w warszawskiej ekipie w kluczowych momentach spotkania, a sam Bartosz Kwolek nie był w stanie poprowadzić jej do sukcesu, przez co musiała się ona zadowolić jednym oczkiem wywiezionym z Sosnowca. Za to będzińskie tygrysy otrzymały nagrodę za waleczną i ambitną grę do końca w postaci dwóch punktów do ligowej tabeli. – Gdyby Onico przycisnęło nas w czwartym secie, to ciężko byłoby nam się odbudować. W tie-breaku też prowadziło przez dłuższy czas, ale my potrafiliśmy się jeszcze bardziej zmobilizować i dzięki temu zapisać na swoim koncie dwa cenne punkty – podkreślił przyjmujący zespołu znad Czarnej Przemszy, Marcin Waliński. Dzięki wygranej będzinianie wskoczyli do środka tabeli, mając na swoim koncie jednak o trzy oczka mniej niż podopieczni Stephane’a Antigi. Ścisk w tabeli jest spory, co zwiastuje duże emocje i przetasowania w następnych kolejkach.

Pierwsze zwycięstwo w sezonie odnieśli siatkarze PGE Skry Bełchatów, którzy we własnej hali odprawili z kwitkiem Asseco Resovię Rzeszów. Przez lata pojedynki obu tych zespołów wzbudzały mnóstwo emocji. Tym razem jednak ich zabrakło. Szczególnie dwa pierwsze sety toczyły się pod dyktando gospodarzy, którzy zdominowali rywali w polu serwisowym. Bardzo dobre zawody rozegrał Srećko Lisinac, w ataku niemal nie do zatrzymania był Mariusz Wlazły, który zapisał na swoim koncie 16 oczek, a wtórował mu Milad Ebadipour. Podopieczni Roberto Serniottiego do walki zerwali się w trzeciej odsłonie, ale zabrakło im lidera, który wziąłby ciężar zdobywania punktów na swoje barki, oraz stabilności w grze, żeby przedłużyć całe spotkanie. – Serwis Skry powodował u nas problemy z przyjęciem, co przekładało się na naszą gorszą skuteczność w pierwszej akcji i dużą ilość bloków oraz kontrataków po stronie bełchatowian. Analogicznie z drugiej strony my nie zagrywaliśmy zbyt trudno, a rywale dobrze przyjmowali. Bardzo szkoda tego trzeciego seta, bo mógł on odwrócić losy meczu, ale wracamy do Rzeszowa z wynikiem 0:3 – skomentował przyjmujący rzeszowskiej ekipy, Aleksander Śliwka, która po drugiej porażce z rzędu spadła na ósme miejsce w tabeli. Z kolei dla podopiecznych Roberto Piazzy były to pierwsze punkty wywalczone w tym sezonie. Wprawdzie obecnie znajdują się oni w dolnej części stawki, ale mają dopiero na swoim koncie dwa rozegrane spotkania, więc po nadrobieniu zaległości powinni wrócić do czołówki.

Do niespodzianki doszło w Gdańsku, gdzie miejscowy Trefl rywalizował z GKS-em Katowice. Podopieczni Andrei Anastasiego byli faworytem, tym bardziej że wcześniej nie doznali goryczy porażki. Ale tym razem najwyraźniej zaskoczyła ich konsekwentna gra gości, w szeregach których wyróżniającą się postacią był Serhij Kapelus, zdobywca 12 punktów. Sporo dobrego zrobili także obaj środkowi, a Treflowi nie pomogło nawet 18 punktów zapisanych na koncie Artura Szalpuka. W kluczowych momentach bowiem punkty zdobywali przyjezdni, którzy nie pozwolili gospodarzom na ugranie choćby jednego seta. – Bardzo cieszy mnie postawa chłopaków. To w jaki sposób ze sobą rozmawiają, pracują oraz to, jak starają się uwierzyć we własne możliwości. W Ergo Arenie widziałem zespół, który był razem i walczył. Mieliśmy oczywiście słabsze momenty, ale potrafiliśmy z nich wyjść i to też jest sztuka. Jeżeli się walczy, to ma się szanse. Jeżeli ma się szanse, to można wygrać – powiedział na łamach strony klubowej szkoleniowiec katowickiej ekipy, Piotr Gruszka, która po sukcesie w Gdańsku awansowała na szóste miejsce w tabeli, ale różnice między zespołami są bardzo małe. Wystarczy wspomnieć, że dziesiąty MKS Będzin traci do GKS-u zaledwie jedno oczko. Podobną stratę ma Trefl, ale ma on również do rozegrania zaległe spotkanie.

Pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością odniósł Espadon Szczecin, który okazał się lepszy od Łuczniczki Bydgoszcz, chociaż początek meczu na to nie wskazywał. Niemal do połowy drugiego seta podopieczni Jakuba Bednaruka dominowali na boisku, ale gospodarze przebudzili się w połowie drugiej odsłony, a duża w tym zasługa Bartłomieja Klutha, który zgromadził na swoim koncie 23 punkty. Wprawdzie bydgoszczanie prowadzili 2:1, ale nie udało im się ani w czwartym, ani w piątym secie postawić kropki nad i. Na nic zdała im się dobra postawa Bartosza Filipiaka oraz Metodiego Ananiewa, bowiem zagrywka poprowadziła Espadon do odwrócenia losów spotkania. – Teoretycznie mogliśmy zdobyć pełną pulę punktów, ale ten mecz był dziwny. Pierwszy set niespodziewanie dość gładko mieliśmy pod kontrolą, Ale później była już walka. Momentami mieliśmy przewagę, lecz Espadon wrócił do gry. Był już zupełnie inną drużyną niż przez półtora seta na początku meczu. Wiedzieliśmy, że będzie to trudne spotkanie. Szkoda, że nie zdobyliśmy jeszcze chociaż jednego punktu więcej, bo to na pewno może okazać się ważne w przyszłości – nie ukrywał rozczarowania po porażce w Szczecinie kapitan ekipy znad Brdy, Wojciech Jurkiewicz. Wprawdzie zdobyła ona jedno oczko, ale nie pozwoliło jej ono awansować nawet do czołowej dziesiątki. Z kolei Espadon plasuje się w czołowej ósemce, ale w niej różnice są minimalne. Równie łatwo można do niej wskoczyć, jak i z niej wypaść.

Pierwszego wygranego seta, a następnie pierwszego zwycięstwa w sezonie doczekali się siatkarze Dafi Społem Kielce, którzy u siebie podejmowali Cerrad Czarnych Radom. Podopieczni Wojciecha Serafina mieli nawet możliwość wygrania za trzy punkty, bowiem w czwartym secie odrobili spore straty. Mieli nawet piłki meczowe, ale dopiero w tie-breaku postawili kropkę nad i. Wykorzystali problemy rywali, a do sukcesu poprowadził ich zdobywca 25 oczek, Jakub Wachnik.Jestem zdegustowany tym, co prezentujemy. Nie godzę się na to. Zawodnicy występujący w PlusLidze nie powinni tak grać. Nie chodzi mi o wynik, tylko chodzi mi o grę – jak tracimy punkty, w jakich seriach, w jaki sposób reagujemy, jaka bojaźń i presja nas dopada po dwóch, trzech straconych punktach i to, co najważniejsze, dopada ona także bardzo doświadczonych zawodników, na których ta gra opierała się i ma się opierać. Jestem rozgoryczony wynikiem i grą – nie ukrywał niezadowolenia po porażce w Kielcach trener radomskiej ekipy, Robert Prygiel. Jej sytuacja jest dość trudna, bo na koncie ma tylko cztery oczka, a przed nią mecze z ligową czołówką. W podobnej sytuacji jest Dafi Społem, które ma jeszcze mniej punktów i plasuje się dopiero na czternastej pozycji.

Szybko po porażce w Kędzierzynie-Koźlu pozbierali się siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy w niedzielne popołudnie rozprawili się na wyjeździe z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie. Szczególnie w premierowej odsłonie udzielili beniaminkowi srogiej lekcji siatkówki. Ten próbował odpłacić im pięknym za nadobne w drugiej partii, osiągając nawet sześciopunktowe prowadzenie, ale i ono nie wystarczyło, żeby urwać seta faworytowi. Goście w końcówce zagrali po profesorsku, a ich liderzy – Maciej Muzaj i Hidalgo Oliva robili różnicę w ataku. Umiejętnie blok rywali rozprowadzał też Lukas Kampa, dzięki czemu ostatecznie jastrzębianie w Zawierciu nie stracili nawet seta. – W pierwszym secie dostaliśmy bęcki, a później trudno było nam się odbudować psychicznie. Ale fajnie, że się podnieśliśmy. W drugim secie już prowadziliśmy. Szkoda tylko, że nie utrzymaliśmy tej przewagi – skomentował na łamach strony klubowej środkowy beniaminka, Mariusz Marcyniak. W efekcie podopieczni Emanuele Zaniniego po trzech meczach u siebie mają na koncie trzy porażki. Wciąż czekają na pierwsze punkty w PlusLidze, za to Jastrzębski Węgiel na razie gra trochę w kratkę, ale po sukcesie w Zawierciu przesunął się do czołowej ósemki.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-10-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved