Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

Piotr Gacek: Nie można szukać usprawiedliwienia

fot. Arkadiusz Buczyński

– Najgorsze jest to, że na starcie pojedynku mieliśmy kilka piłek przechodzących do podbicia, parę ataków, które powinniśmy skończyć. Nie wykorzystaliśmy tego i wtedy przegraliśmy dwoma punktami – powiedział o półfinałowej porażce z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle libero zespołu Andrei Anastasiego, Piotr Gacek. W nadchodzącą środę Trefl zmierzy się z AZS-em Częstochowa w meczu 16. kolejki PlusLigi.

Do ilu razy należy wierzyć w cuda?



Piotr Gacek:Ja nie za bardzo w nie wierzę. Nie nazwałbym też cudem tego, że byliśmy jedynym zespołem, który dotychczas pokonał kędzierzynian – po prostu wtedy zagraliśmy o wiele lepsze spotkanie niż w półfinale Pucharu Polski. Składową tego była praca, a nie szczęście.

Co więc zaważyło? Początkowo wydawało się, że wpływ ma fakt, że wrocławska hala była bardziej kędzierzyńska niż gdańska.

– Wcześniej graliśmy jednak z ZAKSĄ na jej parkiecie i nie przeszkodziło nam to wygrać – może dlatego, że byliśmy na to bardziej przygotowani? Niemniej jednak uważam, że przede wszystkim przegraliśmy półfinał przez nasze błędy. Gdybyśmy mieli mniej niedociągnięć w naszej grze w pierwszej partii, to inaugurujący set mógłby wyglądać nieco inaczej. Najgorsze jest to, że właśnie na starcie pojedynku mieliśmy kilka piłek przechodzących do podbicia, parę ataków, które powinniśmy skończyć. Nie wykorzystaliśmy tego i przegraliśmy wtedy dwoma punktami.

A ile z waszej postawy było pokłosiem tego, że w ćwierćfinale uciekliście spod topora radomian dopiero w tie-breaku, a ZAKSA zaliczyła wygraną w trzech setach z klubem z Jastrzębia-Zdroju?

– Tak, to prawda, że kędzierzynianie mieli za sobą trzy partie, ale nie o to tu chodzi. Może i czynnik zmęczenia miał na nas jakiś wpływ, ale ja nie lubię doszukiwać się powodów porażki w elementach, z którymi zespół na naszym poziomie powinien sobie radzić bez problemu. To jest tak zwana „spychologia” – na zmęczenie, kontuzje… My przecież trenujemy, to jest nasza praca, pasja, zawód i nie możemy wyjść na mecz i powiedzieć, że dzień wcześniej za długo graliśmy. To tak, jakby ktoś przyszedł o 8.00 do pracy i powiedział, że w danym dniu nie będzie pracował, ponieważ nie ma na to sił. My wychodzimy na parkiet, żeby przez te 2,5 godziny dać z siebie dwieście procent. Nie można szukać usprawiedliwienia. Po prostu zagraliśmy słaby pojedynek, a po takiej rywalizacji zazwyczaj schodzi się z boiska przegranym.

W zeszłym roku wkroczyliście w rozgrywki Pucharu Polski całkowicie bez presji, oczekiwań, będąc największą niespodzianką turnieju. Może zabrakło tej lekkości, braku oczekiwań względem samych siebie? Bronić jest trudniej niż zdobyć.

– To nie presja, to słabość, nasza własna słabość, to, że nie potrafiliśmy powrócić do dobrych nawyków. Rok temu prezentowaliśmy się o wiele lepiej. Z tak grającą ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle nie mieliśmy szans w sobotę. Będziemy analizować każdą akcję, zawsze podsumowujemy to, jak walczyliśmy i wyciągamy wnioski.

Łatwiej zapomnieć o tak dotkliwych porażkach, kiedy liga rusza już za chwilę?

– Na pewno nie jest łatwiej, ponieważ nic nie jest w stanie zrekompensować tego, co mogło stać się naszym udziałem, a się nie stało. Nie załamujemy jednak rąk, bo to nie koniec rozgrywek.

Kiedy jeden cel się traci, to szybko należy znaleźć sobie nowy. Czym on będzie w waszym przypadku?

– Chcemy zakwalifikować się do strefy medalowej – to jest nasza nadrzędna ambicja i mam nadzieję, że stanie się ona rzeczywistością.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-02-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved