Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Paweł Zagumny: Karierę kończę w odpowiednim momencie

Paweł Zagumny: Karierę kończę w odpowiednim momencie

fot. archiwum

– Póki co mamy dwóch rozgrywających, którzy z tego co widać będą grać przez najbliższe lata. Jest to Grzesiek Łomacz i Fabian Drzyzga. Mam nadzieję, że staną na wysokości zadania – mówi Paweł Zagumny, który w najbliższy weekend oficjalnie pożegna się z reprezentacyjną karierą.

W zeszłym roku nie wykluczał pan powrotu do kadry. Dzisiaj wiemy, że ten etap wkrótce oficjalnie się zakończy. Jak czuje się pan przed tak wielkim wydarzeniem w pana życiu i w pana karierze?



Paweł Zagumny:Myślę, że do tego wydarzenia przygotowywałem się już dość długo. Od dwóch lat nie gram w kadrze, więc myśl o końcu reprezentacyjnej kariery już gdzieś się przewijała. Wspólnie z Aleją Gwiazd Siatkówki stwierdziliśmy, że warto połączyć dwie imprezy: mecz gwiazd i oficjalne zakończenie mojej kariery. Miejmy nadzieję, że wszystko się uda.

Kto jest inicjatorem tego pomysłu – pan czy Aleja Gwiazd?

– Ja też jestem w strukturach Alei Gwiazd, ale to ona stworzyła taki pomysł. Mecz gwiazd i tak by się odbył, bo był planowany wcześniej, ale chcieliśmy zrobić go na większą skalę i być może fakt zakończenia mojej kariery będzie jakimś magnesem dla kibiców.

Sporo mówi się o tym, że w polskiej kadrze brakuje klasowego rozgrywającego. Czy wobec tego nie kończy pan kariery zbyt wcześnie?

Być może to zmobilizuje chłopaków do ciężkiej pracy, a struktury do szkolenia jeszcze lepszych rozgrywających. Póki co moi zmiennicy radzą sobie dobrze. Należy jednak pamiętać, że do dyspozycji czy dobrego wieku rozgrywającego nie jest tak łatwo dojść. Ja rozpocząłem swoją „wielką karierę” praktycznie w wieku 30 lat, także jeszcze wszystko przed nimi. Miejmy nadzieję, że te mecze, które teraz rozgrywają, będą procentowały w przyszłości.

Widzi pan jakiegoś swojego konkretnego następcę?

Póki co mamy dwóch rozgrywających, którzy z tego co widać będą grać przez najbliższe lata. Jest to Grzesiek Łomacz i Fabian Drzyzga. Mam nadzieję, że staną na wysokości zadania. Być może w międzyczasie pojawi się ktoś młody, kto jeszcze nie dostał szansy i taki talent „wskoczy” do reprezentacji. Czy w tym sezonie, czy w przyszłym – tego nie możemy przewidzieć.

Na decyzję o końcu kariery największy wpływ miało mistrzostwo świata, bo lepiej jest schodzić ze sceny niepokonanym? Czy może powód jest bardziej prozaiczny – po prostu brakuje już sił fizycznych?

Na pewno oba powody są trafne. Wiek już jest nie ten i lepiej zamknąć pewien rozdział z pozytywnymi myślami o reprezentacji, tak by ten czas kojarzył się z sukcesami. Aczkolwiek miałem wiele momentów zwątpienia i przeszedłem praktycznie przez wszystkie etapy w polskiej reprezentacji – i przez czas wielkich porażek, i przez czas wielkich zwycięstw. Karierę kończę więc w odpowiednim momencie.

No właśnie, pierwsze lata pana kariery reprezentacyjnej nie były pasmem sukcesów. Dopiero ostatnie kilka lat sprawiło, że zaczęto „bać się” Polski na boiskach międzynarodowych. Kto według pana jest twórcą tej potęgi?

Myślę, że odpowiedź będzie bardzo złożona. Na pewno trenerzy, którzy stworzyli kadry juniorskie, czyli nasz rocznik ’77, później rocznik ’83. Te juniorskie roczniki mistrzów świata zostały w pewnym momencie połączone w jedną grupę przez Raula Lozano i myślę, że od tamtej pory na dobre wbiliśmy się w wielką siatkówkę międzynarodową. Od tych powiedzmy dziesięciu lat trwamy na tym poziomie i zdobywamy różnego koloru medale.

Od pana powołania do kadry seniorskiej do zakończenia kariery minęło dwadzieścia lat. Pamięta pan pierwsze powołanie do reprezentacji?

Tego wydarzenia dokładnie nie pamiętam, ale pierwsze treningi z kadrą seniorów miały miejsce już w 1995 roku, a oficjalnie powołanie miało miejsce w 1996, przed kwalifikacjami do igrzysk. To była dla mnie ogromna radość i myślę, że moje pierwsze powołanie było mocno „na kredyt”. Widać jednak, że trener Wiktor Krebok wiedział, co robi. Po prostu zaufał mi i czuł, że w przyszłości przydam się tej reprezentacji.

Przez lata kariery reprezentacyjnej pracował pan z dziesięcioma szkoleniowcami. Z którym współpraca układała się dla pana najlepiej?

Myślę, że w każdym z nich znalazłoby się coś dobrego. Na każdym etapie każdy trener był pomocny i przydatny. Wiadomo, że największe i pierwsze sukcesy przyniósł Raul Lozano, później Daniel Castellani i Stephane Antiga, z którym sięgnęliśmy po mistrzostwo świata. Każdy z nich był inny i każdy zwracał uwagę na coś innego. Nie należy jednak zapominać o trenerach takich jak Ireneusz Mazur, który pozostawił po sobie ślad i nauczył gry od podstaw. Myślę, że każdego można ocenić po równo, mimo że nie ze wszystkimi zdobywaliśmy najwyższe laury.

Gdyby pan był trenerem, od którego szkoleniowca zaczerpnąłby pan najwięcej?

Odpowiedź będzie taka: od każdego po trochę. Żaden z nich nie był perfekcyjny, oni sami również zdawali sobie sprawę z tego, że muszą ciągle ewoluować i się dokształcać. Ani trener, ani zawodnik nie może stać w miejscu, bo nie o to chodzi w tym sporcie. Myślę, że wziąłbym trochę psychologii od Castellaniego, sposób prowadzenia treningów od Lozano, a taktyczne spojrzenie od Antigi. Każdy z nich wniósł dużo dobrego do reprezentacji.

Cały wywiad Anny Daniluk na stronie pzps.pl

źródło: pzps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-09-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved