Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Paweł Woicki o Kinder+Sport: Tutaj wcale nie trzeba wygrywać

Paweł Woicki o Kinder+Sport: Tutaj wcale nie trzeba wygrywać

Finały Kinder+Sport przyciągnęły do Zabrza zawodników znanych z plusligowych parkietów. – Z mojej perspektywy jest to wciąż zabawa, chociaż myślę, że z punktu widzenia uczestników nie ma o tym mowy. Dla tych zawodników, zawodniczek to może być najważniejsza impreza w życiu i trudno byłoby się z tym nie zgodzić – o rywalizacji, dzieląc się swoim doświadczeniem z młodymi adeptami siatkówki, mówił Paweł Woicki.

Zgodnie mówi się o turnieju Kinder+Sport jako największym tego typu na świecie. Widząc rozmiar turnieju, ale i poziom organizacji, jak oceniłbyś ten projekt? Jak ważną rolę odgrywa on w propagowaniu siatkówki wśród najmłodszych?



Paweł Woicki: Sam mam dziecko w podobnym wieku i osobiście uważam, że w przypadku dzieci najważniejsze jest, aby się ruszać, żeby ta aktywność sportowa im towarzyszyła, niezależnie od wybranej dyscypliny. Oczywiście w przypadku Kinder+Sport świetnie, że jest to akurat siatkówka, moim zdaniem jest to sport, który bardzo kształtuje charakter, ale też rozwija ludzi personalnie. Nie jest to łatwa dyscyplina. Te dzieci mają dużą szansę, nie mówię, że grać w zawodową siatkówkę, ale rozwinąć się personalnie. I to jest chyba najlepsze w tym wszystkim. A co do rozmiarów turnieju, jak najbardziej jest to jeden z największych turniejów na świecie, jednak nie jest to dla mnie zaskoczeniem, bo my w Polsce kochamy tę dyscyplinę.

Doceniając tego typu rozgrywki, namawiałbyś swoje dziecko do aktywnego udziału w turnieju?

Ja akurat nie jestem typem rodzica namawiającym do czegokolwiek. Uważam, że dziecko powinno samo podjąć decyzję, czy chce grać akurat w siatkówkę. To jest decyzja, którą każdy powinien podjąć samodzielnie, rodzice mogą wspierać. W pewnym wymiarze też kibicować, ale przede wszystkim – nie przeszkadzać. Najgorszym, co może być, to próba przerzucenia swoich ambicji na dziecko. Będąc na finałach, widzę jednak, że ta gra daje tym dzieciakom ogromną radość, one chcą trenować i do niczego nie trzeba ich namawiać.

Z roku na rok turniej ewoluuje. W tym roku trenerzy zgodnie potwierdzali, że również poziom sportowy finałów wzrósł. Obserwując te rozgrywki, zgodziłbyś się z tym? Nie ma obaw, że ta radość z samej gry gdzieś może się zatracić?

Z mojej perspektywy jest to wciąż zabawa, chociaż myślę, że z punktu widzenia uczestników nie ma o tym mowy. Dla tych zawodników, zawodniczek to może być najważniejsza impreza w życiu i trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Tak jak dla mnie najważniejsza jest gra w PlusLidze, a dla kogoś obserwującego to z dystansu, to może być tylko sport i zabawa. Wszystko zależy od perspektywy, z jakiej patrzymy. Ten finał jest na pewno wielkim przeżyciem dla tych dzieci, organizacyjnie wszystko jest tutaj przygotowane tak, aby uczestnicy czuli się jak na imprezie rangi światowej.

Tym, o czym warto wspomnieć, jest to, co dzieje się za kulisami, a więc okazja do spotkania z wami, zawodnikami na co dzień grającymi w PlusLidze czy ambasadorami Kinder+Sport. Zarówno ta możliwość poproszenia o autograf, jak i główna atrakcja, czyli spotkanie z reprezentacją Polski, dodatkowo motywują?

Na pewno, zwłaszcza wybranie się na taką imprezę, jaką są mistrzostwa Europy w Polsce. Zresztą przechodząc między boiskami, słychać w hali, jak dzieciaki wzajemnie się motywują, mówiąc „musimy jechać”. I to jest świetne, nagrody w tym turnieju są rewelacyjne.

Po 10 latach regularnej organizacji finałów turniej Kinder+Sport cieszy się chyba już taką popularnością, że sam się broni….

Myślę, że organizatorzy i firma Ferrero wykonali w tych latach tak dużą pracę, że w tej chwili nie muszą specjalnie reklamować tego turnieju. I to jest coś niezwykłego, że zorganizowano to w Polsce, nawet jeżeli firma Ferrero nie jest polską firmą, to cieszy, że zdecydowali się na tę organizację właśnie u nas. Ja jestem pod wrażeniem i można mnie zaliczyć do zwolenników tego turnieju. Tym bardziej, że grałem w tych rozgrywkach, kiedy jeszcze nie były one pod szyldem Kinder+Sport. To było 22, 23 lata temu i pamiętam, że nie zwojowałem zbyt wiele. Dlatego to też warto powiedzieć tym dzieciom, że tutaj wcale nie trzeba wygrywać, najważniejsze jest uczestnictwo, obecność tutaj.

Tego typu turnieje, rywalizacja w minisiatkówce mogą być taką trampoliną do tej profesjonalnej siatkówki?

Na pewno tak, historia to pokazała. Kiedy ja grałem na boiskach tego turnieju, pamiętam, że w tamtej edycji wygrał Michał Ruciak. To pokazuje, że wszystko może być początkiem wielkiej siatkarskiej kariery, ale też i przygodą dającą impuls. To jest tak, że część ludzi może otrzymać szanse gry w Orlen Lidze czy PlusLidze, a niektórzy mogą przeżyć najpiękniejsze chwile w swoim życiu, poznając przyjaciół, zwiedzając świat – to jest równie ważne. Aby grać zawodowo w siatkówkę, trzeba mieć też sporo szczęścia, czasem trafiają się kontuzje. Ale to nie jest jedyna droga, bo przecież dzięki siatkówce można też skończyć znakomite studia, decydując się na grę w zespole akademickim. To są równie ważne rzeczy, być może to aspekty, z których w tej chwili te dzieci jeszcze nie zdają sobie sprawy, ale to przyjdzie z czasem.

Co dla was profesjonalnych zawodników jest tym magnesem przyciągającym do turnieju Kinder+Sport. Co sprawiło, że już kolejny rok zdecydowałeś się przyjechać na finały?

Przede wszystkim chęć propagowania siatkówki. Siatkówka to jest moje życie, moja praca, moja pasja. I zawsze kiedy będę mógł to robić, będę tę drogę kontynuował. Nigdy nie odmówię, zwłaszcza jeżeli mówimy o projekcie aktywizującym młodych ludzi, nigdy z tego nie zrezygnuję. Uważam, że w pewnym stopniu jest to obowiązek każdego zawodnika.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved