Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Paweł Papke: Życzę młodym zawodnikom mądrych wyborów życiowych

Paweł Papke: Życzę młodym zawodnikom mądrych wyborów życiowych

fot. Katarzyna Antczak

– To są młodzi mężczyźni, którzy wiedzą jak grać w siatkówkę, zresztą większość z nich pokazała się już z bardzo dobrej strony w PlusLidze. Pokazali, że na seniorskim poziomie także będą odgrywać znaczące role – mówi o świeżo upieczonych mistrzach świata U21 Paweł Papke, który w Brnie wspierał z trybun naszych siatkarzy.

Dwadzieścia lat po tym, jak pan, Świderski, Murek, Gruszka i inni zdobyliście złoty medal mistrzostw świata U21, nasi juniorzy znów zgarnęli najcenniejszy krążek. Komu było łatwiej?



Paweł Papke: – Kiedy kadra Ireneusza Mazura, m.in. z moją skromną osobą, zdobywała tytuł mistrza świata U21, chłopcy którzy wygrali ten sam tytuł w minioną niedzielę, dopiero przychodzili na świat. Ciężko porównać przede wszystkim czasy, w których my dorastaliśmy do tego, co ma obecna młodzież. Wielu zawodników z mojego pokolenia potem tworzyło czołówkę reprezentacji seniorów, zdobywając wicemistrzostwo świata w 2006 roku, mistrzostwo Europy w 2009 i mistrzostwo globu w 2014. Komu było łatwiej? Na pewno my nie mieliśmy takich możliwości korzystania z doświadczenia starszych graczy, jakie są teraz. Po pierwsze, siatkówki praktycznie w ogóle nie było w telewizji, nie było też Internetu. Kompletnie nie mieliśmy czego oglądać ani na kim się wzorować. Tak naprawdę uczyliśmy się sami od siebie. Nie chcę umniejszać osiągnięć starszych kolegów, ale nie było ich widać na arenie międzynarodowej. Grało się w małych halach, a na mecze przychodziło po 600 osób. Największymi obiektami były wtedy częstochowska „Polonia” i olsztyńska „Urania”, które dziś przechodzą już do historii. Siatkówka była w wielkim dole – brak sukcesów reprezentacji we wszystkich grupach wiekowych, odległe miejsca w rankingach.

Mieliście dostęp do meczów Ligi Światowej, która wystartowała w 1990 roku?

– Polacy zaczęli występować w LŚ dopiero od 1998 r, więc wcześniej oglądaliśmy mecze za pośrednictwem niemieckiej telewizji, bo Niemcy brali w niej udział. Pamiętam ojca Georga Grozera z pojedynków choćby przeciwko Brazylijczykom. Oczywiście były też słynne kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Barcelonie, w 1992 roku i ten dodatkowy mecz z Holandią, bo przepisy były wtedy inne. To był taki klasyk do oglądania, w którym grali m.in. Szyszko, Sordyl, Urbanowicz i K. Stelmach. W Polsce siatkówka dopiero wstawała z kolan i kilka ładnych lat minęło, zanim dotarliśmy do miejsca, w którym jesteśmy teraz – począwszy od naszego sukcesu, poprzez złoto juniorów Grzegorza Rysia w 2003 roku. Połączone siły jednej i drugiej kadry stworzyły reprezentację seniorów i powoli zaczynaliśmy piąć się w górę.

Złoci juniorzy 2017 mieli większy komfort pracy, ale też chyba ciążyła na nich większa presja?

– To prawda. Przede wszystkim mieli większy dostęp do mediów, do tego, co działo się wokół nich i na pewno to odczuwali. Ale z tego, co wiedzieliśmy choćby w Brnie, potrafili sobie z tym doskonale radzić. To są zawodnicy, którzy wiedzą jak grać w siatkówkę, zresztą większość z nich pokazała się już z bardzo dobrej strony w PlusLidze. Pokazali, że w seniorskiej siatkówce także będą odgrywali znaczące role. Póki co za dwa lata czekają ich jeszcze mistrzostwa świata U23, ale myślę, że już tego lata kilku z nich zobaczymy na boiskach w Egipcie, podczas tegorocznych MŚ U23.

Aż dziewięciu podopiecznych trenera Pawlika w nowym sezonie zagra w PlusLidze. Jak było po waszym mistrzowskim czempionacie?

– Wtedy w ekstraklasie było tylko osiem drużyn, potem dziesięć. Konkurencja była ogromna, ale zupełnie inna niż teraz. Starsi zawodnicy to byli ligowi wyjadacze, choć mniej ograni na parkietach międzynarodowych. Ja akurat miałem stosunkowo łatwe wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej, podobnie chyba inni – Dawid Murek, Krzysiek Ignaczak czy Piotrek Gruszka. Tyle że jedni potrzebowali kilku kolejek ligowych, by stać się czołowym zawodnikiem swojej drużyny, a inni pół sezonu. Miałem szczęście, wspólnie z Marcinem Prusem i Michałem Chadałą, trafić do wtedy Mostostalu Azoty, który był na fali wznoszącej, i współtworzyć drużynę, która przez następnych kilka lat trochę w Polsce wygrała. Dziś w PlusLidze jest szesnaście ekip i wydawałoby się, że młodym siatkarzom łatwiej jest się przebić. Ale jednak poziom też jest wyższy i wymagania rosną. Kiedyś byliśmy „nastą” ligą na świecie, teraz jesteśmy jedną z pięciu najlepszych. Dlatego kluby stawiają na obcokrajowców, których na rynku jest sporo. Poza tym w kraju także jest z kogo wybierać, a starsi koledzy łatwo miejsca nie oddadzą. Doskonale pokazał to miniony sezon ligowy.

Kto ma największą szansę, by zrobić karierę na miarę Zagumnego czy Gruszki?

– Jakub Kochanowski, Tomek Fornal i Bartek Kwolek już teraz dostali powołanie. Ale jest też Mateusz Masłowski, Jakub Ziobrowski, Norbert Huber. Ten ostatni może być przyszłością polskiego środka. Nie chciałbym nikogo wyróżniać ani też nikogo pominąć, bo jest kilku ciekawych chłopaków, z „papierami” na wielkie granie. Natomiast to, jak potoczą się ich kariery w przyszłości, jak już wspomniałem, przede wszystkim zależy od życiowych wyborów – klubowych i menadżerskich. Życzę im, żeby nie dali się wciągnąć w sytuacje, z których ciężko jest się wyplątać. Najlepszym przykładem jest Olek Śliwka, który mówiąc delikatnie, stracił trochę czasu. Jeśli będą mądrze kierować swoimi karierami, a w poprzednich rocznikach nie zawsze tak było, mogą sporo osiągnąć. Rok-dwa lata starsi koledzy uznali, że świat należy do nich, a życie i przede wszystkim liga szybko zweryfikowały ich zapędy.

Autorka wywiadu: Ilona Kobus
Więcej w serwisie: PlusLiga.pl

 

źródło: plusliga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-07-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved