Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Patryk Czarnowski: Jest między nami chemia

Patryk Czarnowski: Jest między nami chemia

fot. Katarzyna Antczak

We wtorek w hali Podpromie ZAKSA Kędzierzyn-Koźle po raz trzeci pokonała ubiegłorocznych mistrzów Polski – Asseco Resovię Rzeszów, a tym samym stanęła na najwyższym stopniu podium. Mimo że kędzierzynianie długo kazali czekać swoim kibicom na złoty krążek, to w tym sezonie zdobyli go w fenomenalnym stylu, ponieważ w całej rywalizacji finałowej nie dali urwać swoim rywalom chociażby seta. – Wreszcie spełniły się moje marzenia sportowe, więc cieszę się z tego powodu, aż ciężko jest mi opisać jak bardzo – komentował po meczu Patryk Czarnowski.

W ostatnim finałowym spotkaniu postawiliście kropkę nad i, po raz trzeci pokonując ubiegłorocznych mistrzów 3:0. Jakie to uczucie wywalczyć upragnione złoto i to w tak fenomenalnym stylu?



Patryk Czarnowski: – Cudowne, dwanaście lat czekałem, aby poczuć się tak jak dziś. Jest to bodajże mój piąty finał i wreszcie spełniły się moje marzenia sportowe, więc cieszę się z tego powodu, aż ciężko jest mi opisać jak bardzo. W tym momencie czuję się fantastycznie i chciałbym podziękować mojej rodzinie, która cały czas mnie wspiera i zawsze jest ze mną zarówno w tych dobrych, jak i złych chwilach. Ten złoty medal z całego serca dedykuję właśnie im.

W całej rywalizacji finałowej utrzymywaliście swój poziom gry, nawet w rzeszowskiej twierdzy nie pozwoliliście wyrwać sobie chociażby seta. Jaki był klucz do tego sukcesu?

– Cały czas staraliśmy się utrzymać naszą koncentrację. Bardzo dobrze przygotowaliśmy się do tych finałów, mieliśmy dziesięć czy nawet jedenaście dni, które rzetelnie przepracowaliśmy. Nie ukrywam, że trenowaliśmy naprawdę wyjątkowo ciężko, dopiero na dwa dni przed pierwszym spotkaniem z Asseco Resovią troszeczkę zluzowaliśmy. Teraz widzimy, że ten wysiłek się opłacił.

Stałą dyspozycję utrzymywaliście w zasadzie od początku sezonu. W całych rozgrywkach oddaliście wszystkim swoim rywalom zaledwie piętnaście setów. Byliście chyba jedyną drużyną, której gra nie falowała.

– Oczywiście finały to były tylko trzy mecze, ale złoto jest efektem pracy przez cały sezon. Ta atmosfera, którą zbudowaliśmy w zespole i którą kształtował nasz sztab szkoleniowy, ma duże znaczenie. Również to, w jaki sposób przebiegały nasze treningi, w które wszyscy byli zaangażowani w stu procentach. Nasz sukces w tym sezonie odnosi się do całokształtu, a nie tylko do tych trzech spotkań. Ja wiem, że to jest finał, jednak my do wszystkich meczów ligowych podchodziliśmy bardzo poważnie, nieważne, czy graliśmy z zespołem zajmującym drugie, czy ostatnie miejsce w tabeli. Dzięki temu finał nie był dla nas dużym wyzwaniem emocjonalnym.

Na pierwszy rzut oka widać, że atmosfera w waszym zespole jest wyjątkowa, jak udało wam się stworzyć taki silny kolektyw?

– Dokładnie tak jak podpowiada nam nasz sponsor – jest chemia między nami. (uśmiech) Nawet nie muszę o tym mówić, bo jestem przekonany, że to widać. Myślę, że za to należą się duże słowa uznania dla sztabu szkoleniowego, a w szczególności dla Fefe (Ferdinado de Giorgi – przyp. red.) naszego pierwszego trenera, który przez cały sezon trzymał zespół w ryzach, to on zawsze studził wszystkie nasze złe emocje i pracował nad naszym opanowaniem, a w odpowiedniej chwili dawał nam taki pozytywny bodziec. Moim zdaniem w dużej mierze to jest właśnie jego zasługa.

Stworzyliście naprawdę zgraną drużynę i to zarówno na boisku, jak i poza nim. Z tego co mi wiadomo, mimo że pierwsze dwa spotkania finałowe rozgrywaliście na swoim parkiecie, to zdecydowaliście się, aby opuścić swoje domy i razem stacjonowaliście w hotelu.

– Rzeczywiście, to prawda. To koszarowanie w hotelu było bardzo istotne, bo jednak trzeba było się skoncentrować. Dodatkowo jak to trener powiedział – nawet regularne jedzenie ma duże znaczenie, a nawet większe niż odpoczynek czy sen, ale o samym trenerze powiedziałem już chyba wystarczająco.

Nie da się ukryć, że w tym sezonie wykonaliście olbrzymią pracę nie tylko fizyczną, ale również psychologiczną i chyba również to miało duże znaczenie.

– Dokładnie, tak jak powiedziałem. Nasz obecny trener jest pierwszym Włochem w mojej karierze, który studził emocje na treningach. Fefe nie jest człowiekiem, który kopie piłkami i naprawdę rzadko, a nawet bardzo rzadko słyszałem jakiekolwiek złe słowo w jego ojczystym języku, co w przypadku włoskich szkoleniowców nie zdarza się często. To jest człowiek, który imponuje nam swoim opanowaniem i nauczył nas tego zarówno na treningach, jak i na meczach. Bardzo mu za to dziękujemy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved