Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Olieg Achrem: W głowie siedzi to, że nie można stracić nawet jednego punktu

Olieg Achrem: W głowie siedzi to, że nie można stracić nawet jednego punktu

fot. Sylwia Lis-Dubiel

W sobotnie popołudnie nie doszło do niespodzianki pod Dębowcem – Resovia Rzeszów w trzech setach pokonała 13. drużynę PlusLigi. – W Pucharze Polski nie będzie miejsca na błędy. Tam drugiej szansy już nie ma, a my bardzo chcielibyśmy grać w finale tej imprezy, więc musimy podejść do tych zmagań nieco inaczej, poważniej, choć przede wszystkim z determinacją i odpowiednią koncentracją – powiedział po meczu z BBTS-em kapitan siatkarzy z Podkarpacia, Olieg Achrem.

Na konferencji prasowej po meczu w Bielsku-Białej trener Andrzej Kowal powiedział, że wygrana nie rekompensuje braku determinacji w waszych szeregach. Jak to wygląda z pana perspektywy? Trzy punkty do ligowej tabeli zakrywają styl, w którym zwyciężyliście bądź co bądź 13. drużynę PlusLigi?



Olieg Achrem: – Po prostu patrzę na to, że wygraliśmy, a victoria ta była dla nas bardzo cenna. Na pewno cieszymy się z trzech punktów, ale nie zmienia to faktu, że pozostał niedosyt koncentracji czy jakości siatkówki, którą zaprezentowaliśmy na boisku. To, co działo się na boisku, mogło zostawić negatywne odczucia wewnątrz zespołu, lecz musimy znaleźć sposób, by to przezwyciężyć. Mam nadzieję, że w kolejnych pojedynkach pokażemy się z lepszej strony, nasza forma jeszcze bardziej pójdzie do góry, szczególnie że zdajemy sobie sprawę z tego, że w Pucharze Polski nie będzie miejsca na błędy. Tam drugiej szansy już nie ma, a my bardzo chcielibyśmy grać w finale tej imprezy, więc musimy podejść do tych zmagań nieco inaczej, poważniej, choć przede wszystkim z determinacją i odpowiednią koncentracją.

Ze statystycznego punktu widzenia mecz z BBTS-em był istotny, bowiem mimo stylu zakończył się waszym szóstym zwycięstwem z rzędu. Wcześniej mieliście na swoim koncie pięć porażek, przez które wielu zmieniło patrzenie na Resovię Rzeszów. Można więc chyba powiedzieć, że sobotnia victoria jest kropką na końcu zdania złego okresu dla pana zespołu.

– Myślę, że na pewno można tak stwierdzić. Zdarzały nam się mecze, które przegrywaliśmy mimo tego, że nie mogliśmy sobie na to pozwolić, walcząc nie tylko z przeciwnikami, ale przede wszystkim z samymi sobą. Błędów było wtedy co niemiara, w szczególności w przyjęciu, które stało się newralgicznym punktem naszej prezencji. Bardzo cieszy mnie to, że ta tendencja uległa zmianie. Idziemy w dobrą stronę, nabieramy pewności siebie, wierząc w to, że potrafimy dobrze grać, co przecież pokazywaliśmy w przeszłości. Kolejne mecze w Pucharze Polski zweryfikują jednak, ile jeszcze musimy poprawić.

Puchar Polski będzie imprezą, na której pożądane będą nie pytania, ale wyłącznie odpowiedzi. Co więc będzie odpowiedzią Asseco Resovii Rzeszów, która będzie chciała powetować sobie zeszłoroczną porażkę w finale z Treflem i która wciąż chce udowadniać, że passa porażek z początku sezonu to zamknięty rozdział?

– Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, jednak wrzuciliśmy już z głów to, co stało się na tej imprezie w poprzednim sezonie. Przed nami są nowe wyzwania i chcemy podjąć rękawicę rzuconą przez rywali. Na pewno jesteśmy drużyną stworzoną do wygrywania najważniejszych spotkań nie tylko w lidze, ale ja uspokajam wszystkich i mówię, że do wszystkiego trzeba dojść po kolei. Najpierw półfinałowa czwórka, a potem myślenie o tym, że puchar jest na wyciągnięcie rąk. Jak będzie w rzeczywistości? To okaże się za tydzień.

W ostatnim czasie zapadły istotne dla was decyzje – będziecie gospodarzami finałów Ligi Mistrzów, co zwolni was z części gier, przez które bardziej zwracalibyście uwagę na ilość sił fizycznych, która wam została. Mimo wszystko trener Kowal przyznał, że ta odpowiedzialność wyzwoli w was dodatkową presję. Czy na tym szczeblu rozgrywek ma ona prawo jeszcze występować?

– Trudno wyrokować, bo jeszcze trochę czasu do tego zostało. Niemniej jednak jest to dla nas bardzo korzystne rozwiązanie, bowiem będziemy mieli czas, aby w spokoju przygotować się do europejskich rozgrywek i przećwiczyć poszczególne elementy na treningach przed najważniejszymi spotkaniami. Chociaż droga jest jeszcze daleka, to może chwila oddechu przyczyni się do tego, że odrzucimy od siebie ciążącą na nas presję i trochę się jej pozbędziemy? Mam nadzieję. Chcemy wyciągnąć z tego rozwiązania radość z grania tych najważniejszych meczów w sezonie u siebie i czuć się wolnymi w każdej akcji, w której przyjdzie nam walczyć w czasie Ligi Mistrzów.

Kiedy przydarzyła się wam passa porażek, wydawało się, że wielu przestało w was wierzyć, jednak teraz powracacie w bardzo dobrym stylu i znów zaczyna się was postrzegać w kategorii głównych pretendentów do ligowego złota. Jeśli jednak chcecie nadal o nim myśleć, to nie możecie popełnić ani jednego błędu. Czuje pan, że presja, o której rozmawialiśmy, płynie bardziej z zewnątrz, czy kotłuje się w was, bo bardzo zależy wam na wynikach?

– Na pewno wychodzę na każdy mecz, ponieważ chcę go wygrać, ale w głowie siedzi to, że nie można pozwolić sobie na stratę choć jednego punktu. Ta świadomość przeszkadza, dlatego trzeba się po prostu wyluzować i grać swoją siatkówkę. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy dobrym zespołem i potrafimy prezentować się na bardzo wysokim poziomie, co mam nadzieję pociągnie za sobą sportowe szczęście, które także jest potrzebne w dyscyplinie, którą uprawiamy. Mamy cele – zdobycie pucharu, mistrzostwo Polski, jak najlepszy wynik w Lidze Mistrzów, jednak do tego droga jest bardzo daleka i wyboista, więc lepiej skupiać się na mały celach, na tu i teraz. Nie można myśleć o tym, co będzie, ale należy oddać się teraźniejszości i w niej zdobywać niewielkie szczyty, które finalnie doprowadzają do realizacji wysokich ambicji. Kluczem do tego jest walka na całość, satysfakcja z każdej podbitej piłki i świadomość, że przyjdzie się do szatni i powie, że dało się z siebie wszystko, że jest się szczęśliwym i zmęczonym grą, ale jednocześnie jest się wyczerpanym w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

A jak w natłoku meczów i zmęczeniu nie zgubić tego, co do tej pory udało się wam wypracować?

– Po prostu koncentrować się na tym, co dobre i szukać odpoczynku gdzie się da. Każdy zespół z polskiej czołówki jest w takiej samej sytuacji jak my, więc nie ma co patrzeć na zmęczenie. Po prostu trzeba robić swoje.

Mimo tego, że jesteśmy w połowie sezonu, to ciągle napędza pana głód grania spowodowany zeszłosezonową absencją?

– Tak. Na pewno mocno oddziałała nam mnie tamta przerwa, choć mogę powiedzieć, że dopiero teraz wszedłem na najwyższe obroty i bardzo mnie to cieszy. Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że są jeszcze elementy, nad którymi powinienem popracować i robię to na treningach, starając się być jak najbardziej skutecznym i przydatnym dla mojego zespołu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved