Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

Okiem siatkarza: Zazdroszczę Michałowi Winiarskiemu

fot. Katarzyna Antczak

Patrzę w tym sezonie na Michała Winiarskiego i szczerze mu zazdroszczę i nie o wyniki mi chodzi, bo stosunek meczów wygranych do przegranych jest prawie równy, ale o coś ważniejszego. Jest to pierwszy sezon, w którym Michałowi zostało przypisane stanowisko pierwszego trenera. Zadanie miał wyjątkowe, bo musiał zastąpić Andreę Anastasiego. Najbardziej charyzmatycznego szkoleniowca w naszej rodzimej lidze, którego kochają kibice, dziennikarze i kamery, gdzie nuda i sztampa zgodnie uznały, że to nie jest partner dla nich, a jego inicjały zmieniły w sposób znaczący wieczne przywiązanie tych dwóch liter do chorób alkoholowych w Polsce.

W buty, a raczej nadmorskie sandały po Anastasim miał wejść właśnie Winiarski. Bez doświadczenia i dużą dozą niewiadomej. Gdy patrzę na Michała i jego poruszanie się w tym nowym środowisku to przypomina mi się scena ze „Skazananego na Shawshank”, kiedy to Andy Dufresne przechadza się w zwolnionym tempie po pełnym przestępców więzieniu, wyglądając przy tym jakby świat dookoła w ogóle go nie dotyczył, jakby ten prywatny teren, po którym stąpa, był jego odrębną planetą. Tak też widzę Winiarskiego, młodego, przystojnego mężczyznę, który w trakcie meczu nie jest trenerem tylko częścią zespołu. Gra razem z nimi w jednej drużynie, cieszy się zwycięskim punktem, wkurza straconym, nie myśląc przy tym jak postrzega go świat. Przy tym w swoim zachowaniu jest tak naturalny, że nie da się tego nie lubić i nie akceptować. Wygląda jak dzieciak z przedszkola, który wszedł na uczelnie i widząc smutne od prozy życia twarze studentów, pokazuje im, że gdzieś stracili swoje marzenia i pasje. Robi to w taki sposób, jak każde małe dziecko chcąc zdobyć coś, na czym mu zależy. Używa wszystkich możliwych argumentów. Nie zawsze dla nas dorosłych logicznych, ale zazwyczaj do bólu skutecznych.



Z sentymentem przypomnę wam motyw. Za młodu na moim olsztyńskim osiedlu Nagórki spółdzielnia zdecydowała, że zamiast placu zabaw zrobią nam śmietnik. Budynek miał powstać w trzy dni, ale nasza czteroosobowa banda, dzień po dniu, jak tylko robotnicy kończyli pracę, zaczynała swoją – rozbiórkę. Z jednej strony strach przed złapaniem przez pracowników, z drugiej przed pasem i wstydem rodziców. Wiedząc, że nasza walka i tak będzie przegrana, za cel postawiliśmy sobie, że każdy dzień będzie nowym wyzwaniem do zrealizowania. Śmietnik powstał z tygodniowym opóźnieniem. Satysfakcja mieszała się z bohaterstwem, a widmo nieuniknionej porażki nigdy nie przysłaniało nam chęci podjęcia walki.

Podobnie widzę to u trenera Winiarskiego. Niektórzy trenerzy mówią, że chcieliby by ich zespoły walczyły od początku do końca meczu. On nie musi o tym wspominać, to jego naturalny zapach skóry, on ma wytatuowaną charyzmę na swoim ciele, potrafi tym zarazić całe otaczające społeczeństwo, bo zawodnicy to jedno, ale zaszczepieni kibice to drugie, co nie jest wcale takie oczywiste. Na dodatek na każde przekleństwo ma magiczne zaklęcie, czym często potrafi ograć bardziej doświadczonego instruktora. Kuje swój pomnik, przy którym w pewnym momencie dłuto zejdzie z obranej linii, co jest normalne w tej dziedzinie, ale wydaje mi się że mamy do czynienia z człowiekiem wielkiej klasy i trenerem przez duże „T”. W Gdańsku nikt już nie tęskni za poprzednim szkoleniowcem, co też jest dobrą laurką Michała. Patrząc na początek trenerskiej przygody Winiara widzę, może trochę na wyrost, analogie z piłkarskim trenerem Kloppem. W książce o nim, można przeczytać: Trener, który zapełniał cały stadion, chodząca reklama. Nie można jego efektu zmierzyć materialnie.

Swoją autentycznością zyskał nawet przychylność kibiców zespołów przeciwnych. Kiedy się przypatrzymy początkowej karierze tego trenera, zobaczymy, że więcej jest w niej spektakularnych porażek niżeli historycznych zwycięstw. Jednak każdy z klubów który prowadził/ prowadzi najchętniej podpisały z nim dożywotni kontrakt. Tak magnetycznym jest człowiekiem, a swoją osobowością i wiedzą przekonuje do siebie piłkarzy, prezesów i kibiców.

Czy przyszłość napisze taki rozdział o Michale? Wierzę, że tak i będę dalej zazdrościł.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-01-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved