Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Okiem siatkarza: Referat o pewnym Mariuszu

Okiem siatkarza: Referat o pewnym Mariuszu

fot. Katarzyna Antczak

Siedział przed włączonym monitorem komputera. Za chwilę miał się połączyć ze swoim wykładowcą i pozostałą częścią studentów. Będzie widział tylko tego pierwszego, pozostali będą widoczni jedynie w czasie, kiedy wyrażą chęć zabrania głosu, a że dziś wypada jego właśnie kolej, to on będzie na wizji. Wcześniej wykonał zabiegi elementarnego przystosowania się do wygłoszenia recenzji. Przemył twarz, szczoteczkę do zębów zostawił nietkniętą, włosy przetargał palcami, chuchnął w pół otwartą dłoń i popatrzył przed siebie, wzdrygając ramionami. Wyraz swoistej akceptacji. Koszulkę, w której spał przerzucił na drugą, jednolicie białą stronę. Teraz kanciastoporta postać uśmiechała się na jego plecach. Pod biurkiem miał na sobie spodnie od piżamy ze SpongeBobem i klapki kubota.

Włączył enter. Jak tylko zobaczył pana Kowalskiego, który ruszał ustami bezdźwięcznie jak karp wyciągnięty ze stawu, uśmiechnął się automatycznie. – Nie słychać pana, panie profesorze – powiedział, ale sam się złapał na tym, że jego mikrofon też był wyłączony i gdyby ktoś go teraz obserwował, również wyglądałby jak, próbująca zdobyć powietrze świąteczna ryba.



W międzyczasie grupowa koleżanka skutecznie poinstruowała profesora co trzeba zrobić, żeby był słyszany. – Dzień dobry moi mili – powiedział profesor, poprawiając przy tym okulary lenonki środkowym palcem, co zawsze wzbudzało uśmiech na twarzy grupy. W przeciwieństwie do posłanki Lichockiej, jego gest nie miał w sobie za grosz złośliwości i żaden ze studentów nie miał z nim złych skojarzeń.

– Jak pamiętacie – kontynuował – ostatnio prosiłem was o referat o tym, co was mega zaskoczyło, tematyka dowolna. Tytuły jakie wybraliście bardzo mi się podobały i szczerze zaskoczyły. „Język, najsilniejszy ludzki mięsień”. „Koń i żyrafa nie mają zdolności wymiotowania”. „W Welkiej Brytanii od uderzenia szklanką w pubie trwale okaleczonych jest ok. pięciu tysięcy osób rocznie”. Naprawę super. Dziś połączymy się z Pawłem, który nam zreferuje swój temat. Paweł, jesteś tam? Co cię ostatnio zaskoczyło? – Tak jestem, dzień dobry wszystkim. Temat, który ostatnio mnie zaskoczył, to odejście Mariusza Wlazłego ze Skry Bełchatów.

Informacja, którą zdradził sam Wlazły zaskoczyła cały siatkarski świat, bo wielu kibiców było przekonanych, że Mariusz pozostanie w Skrze do końca swoich sportowych dni, a jeżeli nawet te zbliżałyby się do nocy, to chyba wszyscy byli przekonani, że blask tej sportowej gwiazdy rozświetli tę energetyczną miejscowość, nawet po zakończeniu przez niego kariery. Nie będę pisał o tym, jakim Mariusz jest człowiekiem, bo osobiście go nie znam, ale nie słowa, lecz czyny są jego pomnikiem. Mało znana miejscowość stała się stolicą siatkówki. Skra stała się synonimem siatkarskiej jakości, elegancji i wielkości i to po części dzięki chłopakowi o pseudonimie „Szampon”. Ten gracz pokazuje, że nieważne jak człowiek jest silny, tylko jak tej siły mądrze i maksymalnie używać. Zmienił bełchatowską drużynę zbudowaną z mistrzów, w prawdziwie mistrzowską ekipę. On jest jak strzała, cienki, chudy, niepozorny, ale zabójczo skuteczny, ostry i śmiertelny. Cichy zabójca, wysyłany na bitwy z gladiatorami, wychodzi z nich zazwyczaj zwycięsko. Zaprzecza prawom grawitacji i przygotowania siłowego. Talent czystej wody, anatomiczne nieodgadniony. Prawdziwa legenda za życia. To że zdobywał punkty, to normalne, ale że robił to w kluczowych momentach i spektakularny sposób, stawiało go w roli naturalnego lidera. Cieszę się, że jego kariera będzie trwała dalej, choć ciekawi mnie, co musiało zajść, że tak wielka, rozpoznawalna marka nie zostaje w klubie, w którym pewnie czuł się jak w domu.

– To koniec dziękuję – zakończył swą wypowiedź Paweł.  Popatrzył na próbującego utrzymać powagę profesora. Kilkanaście komentarzy koleżanek i kolegów z grupy, gdzie w większości przeważały uśmiechnięte emotki, wirowały pod obrazem. Zmarszczył oczy i zaczął zastanawiać się o co chodzi. Dopiero teraz zobaczył swoją twarz w górnym rogu monitora, gdzie w tle, od lustra odbijała się żółta postać z jego piżamy. Wycofał się tyłem, chcąc zasłonić kompromitującą postać, zapomniając o dolnej części garderoby, co tylko dopielniło komediowej całości.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2020-04-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved