Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Okiem siatkarza: Playboy i smartfon

Okiem siatkarza: Playboy i smartfon

fot. Katarzyna Antczak

W grudniu wychodzi ostatnie, papierowe wydanie „Playboya”, a w kończącym się właśnie roku sprzedano prawie dwieście osiemnaście milionów smartfonów z nadgryzionym jabłuszkiem. I jedną i drugą wiadomość trawiłem dość długo. Simon Beckett w swojej ostatniej książce pisze, że jedyną stałą rzeczą w naszym życiu są zmiany i dziś trochę o tym.

Pamiętam jak za czasów młodzieżowego grania w piłkę siatkową, traktowaliśmy trenerów jak encyklopedię i leksykon kieszonkowy w jednym. Czesław Kolpy nigdy nie grał w siatkówkę, a potrafił z nas, zawodników zrobić roboty, które wykonywały to co on zaprogramował w naszych głowach. Nie pokazywał nam co mamy robić, tłumaczył, a my mieliśmy to sobie wyobrazić i zrobić w taki sposób żeby on, półbóg za jakiego go mieliśmy, był usatysfakcjonowany.



Pisał nam na naszej wówczas jeszcze pustej tablicy marzeń, że jesteśmy w stanie iść drogą do mistrzostwa. Wierzyliśmy mu bezgranicznie w każde wypowiedziane chropowatym głosem słowo. Bez zająknięcia wykonać polecenie i czekać na efekty. Później był trener Marek Kotulski, metody bardziej stanowcze, ale wyniki niemalże identyczne. Sposoby prowadzenia, pokazywania, a i same nawiązywanie relacji zgoła odmienne, a rezultat lustrzany. Sprawdzanie granic wytrzymałości i wieczne przeciąganie tego co niemożliwe w kierunku „prawdopodobne do wykonania”. Przy nim siatkówka nabrała cech zawodu i zmieniła się z zabawy w profesjonalizm. Medale, sukcesy i podnoszenie umiejętności nie były metą, tylko kwestią czasu. To była era zaufania do tego, co mówi trener bez konieczności myślenia o tym czy on ma rację. I tu się kończy wydanie „Playboya”.

Obecnie żyjemy w czasach smartfona, kiedy to siatkarz potrzebuje odpowiedzi tu, teraz, w tym momencie, a trener musi mu ją dać z szybkością scrollowania kciukiem telefonu. Zaufanie do trenera jest adekwatne do osiągniętych celów. Czasem jest to wynik jak u seniorów, czasem jest to progres umiejętności jak u juniorów. Jak jednego czy drugiego brak, siatkarz wygląda jak kręcące się kółeczko przy ładowaniu strony internetowej. Cierpliwości brak, chęć włączenia innej aplikacji wzrasta. Szybko, teraz, „now”.

Wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, komputery, tablety, kilku pomocników do prowadzenia drużyny, plus do tego system challenge, gdyby oko spóźniło się za piłką. Bardziej wierzymy statystykom, niż temu, co zapamiętaliśmy w trakcie akcji. Bardziej wierzymy w to, co zobaczymy w tablecie, niż w to co usłyszymy na żywo. Impuls szaleństwa i improwizacji zabite przez bandytę o nazwisku „Matematyka”.

Kiedyś trener był papierowym wydaniem „Playboya” którego przekazywało się z ręki do ręki z wielkim szacunkiem, a i serduch biło jak przy arytmii jak już byłeś w jego otoczeniu. Czasem widząc jak obecnie trenują zespoły, gdzie trener chce za wszelką cenę, bez włączenia własnej interpretacji, narzucić styl pracy prosto z internetowych stron przypomina mi się cytat Benjamina Franklina: „Im lepszy lekarz, tym więcej zna bezwartościowych lekarstw”.

Przekładając to na język siatkarski: Im lepszy trener, tym więcej zna bezwartościowych ćwiczeń. Dlatego korzystajcie ze smartfonów, ale ze świadomością, że nie wszystko co tam jest, jest dobre dla was i waszych drużyn, pamiętając przy tym, że gdzieś tam koło ciebie przechadza się papierowe wydanie „Playboya”, które ma wiele do zaoferowania.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved