Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Okiem siatkarza: Olsztyńska koincydencja

Okiem siatkarza: Olsztyńska koincydencja

fot. Katarzyna Antczak

Pochodzę z Olsztyna, miasta wielu jezior. Gdzie zakład opon samochodowych wiąże nitki społeczności w jeden warmiński dywan. Mówi się wolniej i żyje się wolniej. Rozwiązania komunikacyjne są tak daremne, że ma to swoje przełożenie nawet na wątki w „Gniewie” Miłoszewskiego i „Widowisku” Borkowskiego. W mieście, w którym każdy przybysz zakochuje się od pierwszego wejrzenia, a stały bywalec często niedocenia.

Spędziłem w Olsztynie dwadzieścia dwa lata, dziś piszę dla Was dwudziesty drugi felieton. Od kiedy wyprowadziłem się z mojego rodzimego miasta, czas jakby się rozpędził. Czuję, że z każdego dnia ktoś kradnie mi kilka chwil. Nie patrzę na zegarek, telefon wrzucę do plecaka, ciach, złodziejka minut robi swoje. Kiedyś nie robiła tego z taką premedytacją, albo ten Olsztyn miał jakąś tajną policję, która radziła sobie z przestępczością czasowej bandytki.



W stolicy Warmii, kiedy jeszcze tam mieszkałem, zima zawsze była zaopatrzona w śnieg, a lato miało podpisany, dwumiesięczny kontrakt ze słońcem. Pewnikiem było też to, że na Kortowiadę zawsze padał deszcz. Niewytłumaczalny fakt.

Za czasów, kiedy to gluten kojarzył mi się z czymś wyciągniętym z nosa, smak brzoskwini połączyłbym prędzej z gumą Turbo, aniżeli z samym owocem, szkołę traktowało się z wielkim szacunkiem, a podwórko uczyło reguł i zasad społecznych, zacząłem trenować siatkówkę. Był to zupełny przypadek i tak postanowił towarzyszyć mi przez większą część życia. Nie tylko tego sportowego.

Był rok 1998, zdobyliśmy mistrzostwo Polski kadetów. Rok później pierwszy zespół olsztyńskiego AZS awansował do ekstraklasy. Zespół, który mógłbym wymienić jednym tchem, skradł moje serce i wstrzyknął uzależnienie od siatkówki. Nie wszyscy może pamiętają, ale ówczesne mecze rozgrywane były w miasteczku studenckim Kortowo. Samo wejście na kortowską halę stwarzało niesamowitą atmosferę. Z jednej strony szklana ściana przysłonięta przez najdłuższe zasłony jakie kiedykolwiek w życiu widziałem. Przez taki zabieg słońce i kibice, dla których zabrakło biletów, musieli szukać delikatnych szpar pomiędzy pionowymi żaluzjami, żeby choć przez chwilę zobaczyć prawdę wypisaną sportem.

Trybuna z trzech stron wypełniona jednolitą lawą fanów. Zresztą owa ciecz rozpływała się wszędzie gdzie tylko się dało. Parapety, przęsła, każde niedomknięte drzwi. Dosłownie wszędzie, a że lawa była gorąca to i temperatura w hali robiła się nie do zniesienia. Pot na koszulkach zawodników to raczej normalność, ale spoceni kibice i cieknące od wilgoci ściany i mokre szyby dopełniały skalę niepowtarzalności. W tym wszystkim ja. W szoku, radości, ze zdartym gardłem, nerwowym spazmem przechodzącym przez policzek. Zakochujący się w siatkówce. Zdjęcie choć teraz rozmazane, to utrwalone w myślach na zawsze. To był czas, kiedy w Olsztynie grali zawodnicy, którzy z krwi i kości byli azetesiakami, a na trybunie kibice wygladali jakby tworzyli z zawodnikami olbrzymią rodzinę.

Ten kortowski szklany dom dudnił momentami jak opisany bal u szatana z „Mistrza i Małgorzaty”, tylko kota Behemota brakowało. Choć może, jakby dobrze poszukać, to też by się tam znalazł, bo żal by było opuścić taką imprezę. Moi bohaterowie dobrze grali w siatkówkę, byli inteligentni, ponadto zawsze po wygranym meczu czekał na nich wolny stolik w wypełnionym po brzegi Sumerze, a na piwo nigdy nie musieli czekać w kolejce, co tylko dopełniało ich wyjątkowości. Wielu z tych chłopaków miałem okazję poznać w późniejszym czasie, a moje wcześniejsze przeczucia odbiegały od rzeczywistości po stokroć, bo oprócz wymienionych wcześniej przypisów każdy z nich okazał się przede wszystkim fantastycznym człowiekiem. Palec był starszym bratem i autorytetem zachowań, Kuciap chodzącą encyklopedią powieści wszelakich. Poskrob profesjonalistą, który odpalał granat z sarkazmem i dowcipem zawsze w idealnym momencie.

To był czas, kiedy wszystko było bardziej naturalne, przyswajalne. Momenty uciekają nieubłaganie, oby wspomnienia zostały na zawsze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved