Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Okiem siatkarza: Liga niezwykłych dżentelmenów

Okiem siatkarza: Liga niezwykłych dżentelmenów

fot. Katarzyna Antczak

Wojciech Grzyb – chłopak, który rozpoczął właśnie dwudziesty sezon w PlusLidze. Kiedy niektórzy z jego pokolenia nie mogą zawiązać buta na stojąco, a rozwiązywanie krzyżówek traktują jako aktywność sportową, on nadal gra i to w sposób godny pozazdroszczenia. Zawsze był silny niczym Wiedźmin, zresztą seria powieści Sapkowskiego to jedna z jego ulubionych.

Grzybek jest jak stary Mercedes, co jakiś czas trzeba tylko wymienić olej i zatankować bo reszta jest niezniszczalna. Swoją niezawodnością często wprawia w zakłopotanie młodsze roczniki. Ktoś kiedyś zarzucił, że w swoich ruchach jest mechaniczny, może to i racja, tylko ta siatkarska mechanika została doprowadzona przez niego do perfekcji. Znam Grzybka trochę dłużej niż zna go PlusLiga, tak się złożyło że byłem nawet świadkiem na jego ślubie. Do tej pory na hasło „woźnico” mam jakiś dziwny strach w oczach.



Krzysztof Andrzejewski – libero drużyny z Zawiercia. Uwielbiam go, zawsze przeżywa mecz niczym kibol swojej ukochanej drużyny, waleczny i oddany. Nigdy nie szuka wymówek, a raczej rozwiązań. Choć ma ksywkę Osiołek, to jest magistrem prawa na dodatek za młodu pisał teksty hiphopowe. Nawet jak nie gra to lubię na niego patrzeć, bo jego energia daje poczucie całkowitego zaangażowania w to co robi.

Andrzej Kowal, najbardziej utytułowany obecnie pracujący trener naszej rodzimej ligi. Pięć medali w sześć sezonów. Pomimo wielu sukcesów jako jedyny winien wszystkich plag rzeszowskiej siatkówki. Kiedy przychodziły zwycięstwa wygrywała Resovia, kiedy nadciągały porażki stał za nimi trener Kowal. Jak widać workiem z napisem drużyna, gdzie wrzucone są indywidualności, też ktoś powinien umiejętnie zarządzać. Kibicuję temu trenerowi. Jakub Żulczyk w książce „Ślepnąc od świateł” napisał, że karma to taka sprawiedliwość bez satysfakcji i chyba takie poczucie miał Andrzej Kowal po ograniu zespołu z Rzeszowa.

Na koniec Łukasz Kaczmarek – zwierzak z Krotoszyna. Kiedy stałem koło tego olbrzyma, chcąc mu patrzeć prosto w oczy, z trudem przełykałem ślinę. W barach szeroki jak kombajn, jako jeden z nielicznych mógłby chyba podnieść młot Thora. Jakie zdumienie przeżyłem ostatnio, kiedy to Łukasza w trakcie meczu zastąpił Árpád Baróti. Zwierzak przy węgierskim atakującym wyglądał jak „świeżak” z Biedronki.

Tych i kilkudziesięciu innych niezwykłych dżentelmenów, tworzy tę niezwykłą ligę na którą patrzy się ze smakiem. Trzy kolejki za nami, a ja jak typowy Polak chcę więcej.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-11-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved