Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Okiem siatkarza: Emocje – miara prawdy

Okiem siatkarza: Emocje – miara prawdy

fot. Katarzyna Antczak

Był rok 2004, a może i rok wcześniej. Nieważne. Małe śląskie miasto, które kiedyś było dzielnicą Wodzisławia Śląskiego. Ulica Korfantego, niczym rzeka Nil dzieliła piłkarskich kibiców Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. Uwierzcie mi, że spokojniej by było płynąć w tej pełnej niebezpieczeństw rzece, aniżeli przez przypadek trafić na grupę zwaśnionych kibiców. Czasem musiałem szybko znaleźć odpowiedź na pytanie: „Te synek, kery manszaft je lepszy?”.

Ile człowiek wówczas by dał, żeby mieć choć jedno koło ratunkowe od prowadzącego „Milionerów”. Dobrze, że nie byłem jednym z braci Daltonów z bajki o Lucky Luke i znałem się trochę na piłce. Te dwa połączone ze sobą atrybuty pozwalały mi barwy szalików przypisać do barw klubowych i znaleźć szybką, a co najważniejsze prawidłową, odpowiedź, która ratowała mój osobisty nos przed skrzywieniem.



W tej małej miejscowości, gdzie piwo Rybnickie Full kosztowało dwa złote, a z sokiem malinowym dwa złote i dziesięć groszy grał na pozycji libero Paweł Rusek. Tybetański mnich polskiej siatkówki. Chłopak, który w swoim życiu używał przekleństw tak rzadko, jakby miał świadomość, że są one towarem wyczerpywalnym, a w połączeniu z alkoholem spotkacie go tylko poprzednim zdaniu tego felietonu. Taki właśnie był Rufio. Świetny chłopak ze świetnej rodziny, do której domu jak wszedłeś, to czułeś sie jej integralną częścią. Uśmiech i miłość mieszały się z zapachami rosołu z podrobami i ręcznie robionymi nudlami, klusek, rolady i modrej kapusty. Nawet teraz ślinka cieknie na samo wspomnienie. Lepiej wracajmy do siatkówki.

Odprawa przedmeczowa, prowadzona przez Darka Luksa, dobiega ku końcowi. Co chwila przez jego głos przebija się ryk kibiców z trybun. Tak, oprócz piwa sala w Radlinie też zawsze była wypełniona Full, czasem nawet godzinę przed meczem. Darek słysząc szalejący tłum mówi: – Panowie chciałbym, żebyśmy spokojnie weszli w ten mecz, nie dajmy się od razu zwariować, nie spalmy się na wstępie.

Chwila ciszy jest momentem, w którym kibice jeszcze głośniej dają znać o sobie, jakby chcieli zdmuchnąć w pył wiarygodność słów trenera. Ciarki przechodzą przez plecy, chęć wkroczenia na parkiet równa się z żądzą rozerwania rywala na strzępy, a my mamy być spokojni. Myślę sobie „ok, trener ma zawsze rację, przecież to dzięki niemu dalej liczymy się w walce o wynik absurdalny i abstrakcyjny jak na tamte warunki, czyli awans do Plus Ligi”. Wspólny okrzyk, trener opuszcza szatnie. Patrzę na Rufia i coś zmieniło w jego zawsze pogodnej twarzy. Wstaje i mówi: – Jak ja słyszę, że mamy spokojnie zacząć mecz, to wiem, że zaraz będzie zero pięć w pier…  pierwszym secie.

Każdy zamarł wpatrując się to w naszego libero to w siebie nawzajem, trwało to pewnie jakiś czas, ale każdy wiedział, że słowa Rufia tego dnia były bardziej wymowne od haseł szkoleniowca, a tożsamość naszej ekipy była bliższa chłopakowi, który miał inny kolor koszulki, choć był w naszej drużynie.

Kocham prawdę w sporcie, dlatego kartki, zgrzyty pod siatką, są dla mnie takimi samymi ozdobnikami jak piękne ataki. Emocje i charakter trenera są czasem ważniejsze od taktyki, a szalejący tłum kibiców jest tego wypełnieniem.
Zobaczcie, taki Łukasz Kadziewicz – chłopak którego podziwiano, ale też krytykowano. Był po wielokroć na ustach wielu kibiców i dziennikarzy, bo emocje jakie miał w sobie były namacalne. Wypowiadane przez niego słowa zamieniały się w obraz i działały na wyobraźnię.

Pamiętam jak graliśmy pierwszoligowy mecz w Ostrołęce. Nie wiem czy wygrany czy przegrany, ale raczej to drugie. Czekamy w autokarze gotowi do wyjazdu, a Kadzia nie ma. Wchodzę do szatni, tam też go nie ma. Wchodzę do sali, a jemu dalej robią zdjęcia, a on dalej rozdaje autografy. Kipiał od emocji, a ludzie go za to kochali. Czasem za prawdę jaka za nim stała, czasem za uczucia jakimi ich karmił, w zależności od tego, czego od niego oczekiwali w danej chwili. Spotkanie z nim to spektakle z nieoczywistym zakończeniem.

Siatkówka to kuchnia nie dla każdego smakosza, dlatego szczypta emocji niczym dobra przyprawa może zmienić pospolite danie w coś wyjątkowego, ale gdy ktoś dorzuci coś sztucznego szybko może upiec niezjadliwy zakalec.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2020-01-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved