Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Ogromne emocje przed decydującym meczem I ligi kobiet

Ogromne emocje przed decydującym meczem I ligi kobiet

fot. Katarzyna Antczak

Nie ma jeszcze rozstrzygnięcia w I lidze siatkarek. W finale pomiędzy KT7 CNC Budowlanymi a ŁKS-em, toczonym do trzech zwycięstw, jest remis 2:2. – W niedzielę rozegraliśmy dużo słabsze spotkanie niż w sobotę – mówił Maciej Bartodziejski, trener ŁKS-u Łódź. – Mam nadzieję, że w środę w Łodzi czeka nas kolejne święto siatkówki pierwszoligowej, bo poziom naszych spotkań z ŁKS-em przewyższa wiele meczów z ekstraklasy – dodaje trener torunianek, Mariusz Soja.

Przed weekendowymi spotkaniami w Arenie Toruń wydawało się, że więcej atutów jest po stronie Budowlanych. Tym najważniejszym było wyjazdowe zwycięstwo w pierwszym meczu finałów. Wystarczyło wygrać dwa razy u siebie i cieszyć się z triumfu w lidze. Ale zdecydowanie łatwiej coś powiedzieć, czy złożyć, a trudniej zrealizować to na boisku. W sobotę torunianki zagrały katastrofalnie i po nieco ponad godzinnej potyczce przegrały do zera, w żadnym z setów nie zdobywając więcej niż 19 punktów. – Po tej porażce nie zrobiliśmy odprawy, o niczym nie rozmawialiśmy, wymieniliśmy z zawodniczkami tylko kilka wymownych spojrzeń – powiadał trener Mariusz Soja. Nie rozmawiałyśmy ze sobą po sobotnim meczu, musiałyśmy po prostu odsapnąć, uspokoić nerwy i w niedzielę zagrać z zimną głową – dodaje Marzena Wilczyńska.



Taka terapia okazała się idealna. W niedzielę Budowlane, które chcąc przedłużyć swe szanse na końcowy triumf, musiały koniecznie zwyciężyć, zagrały walecznie, ambitnie – po prostu znakomicie. I wygrały po dwuipółgodzinnym boju zakończonym tie-breakiem. – Po sobotnim, nieładnym spektaklu w naszym wykonaniu zebrałyśmy chyba resztki sił, jakie w nas drzemią i postawiłyśmy wszystko na jedną kartę – dodaje Wilczyńska. – Choć uciekł nam pierwszy set. Może to było jeszcze pokłosiem tego, co się stało dzień wcześniej, coś tam nam w głowach jeszcze tkwiło. Ale później poczułyśmy, że jesteśmy w stanie pokonać ŁKS i potem wszystko ładnie się potoczyło.

Po prostu kobieta zmienną jest – stwierdził żartobliwie trener Soja. – W trakcie meczu w jednej z przerw poleciał utwór ze słowami: „bo z dziewczynami nigdy nie wie się”. I to się potwierdziło. Mam nadzieję, że w środę w Łodzi czeka nas kolejne święto siatkówki pierwszoligowej, bo poziom naszych spotkań z ŁKS-em przewyższa wiele meczów z ekstraklasy. To dopiero za kilka dni, a na razie chcemy się cieszyć tym, co zrobiliśmy w niedzielę, bo wyszarpaliśmy to zwycięstwo i po raz pierwszy od wielu lat byliśmy w stanie wygrać z łodziankami tie-breaka.

Najlepszą zawodniczką niedzielnego meczu została wybrana Aleksandra Gutkowska. Wprawdzie spotkanie rozpoczęła na ławce, ale już w pierwszym secie zastąpiła Martę Łukaszewską i do końca nie zeszła z parkietu. – Nie jest łatwo wchodzić do gry z ławki, ale z drugiej strony po to się wchodzi na boisko, by dać z siebie wszystko i pomóc drużynie – twierdzi Gutkowska. – W sobotę przytrafił nam się kiepski mecz, tak czasami bywa. Szkoda tylko, że coś takiego spotkało nas w finale play-off.

W niedzielę rozegraliśmy dużo słabsze spotkanie niż w sobotę – mówił Maciej Bartodziejski, trener ŁKS-u Łódź. – Przez większą część pierwszego seta prowadziliśmy wysoko, ale w końcówce torunianki nas doszły. Mimo to wygraliśmy tę partię. Może wtedy dziewczyny uwierzyły, że wygrają mecz gładko i szybko. Dlaczego w secie piątym było tak słabo? Nie mam zielonego pojęcia.

Kto więc będzie faworytem decydującego spotkania? Jeśli zastosować prawo serii, to wypada na Budowlane, bo w finałach obie ekipy wygrywały pierwsze wyjazdowe mecze. – Obie drużyny jadą już na oparach, świetnie się znają, a żaden trener nie zdoła wprowadzić już nic nowego do gry – przyznał szkoleniowiec KT7 CNC Budowlanych Mariusz Soja.Nie ma sposobu na wygrywanie takich meczów. To wszystko siedzi w głowie każdej pojedynczej zawodniczki, kluczowa będzie psychika i odporność. W Łodzi przewagę będą miały rywalki. Wygraliśmy już z ŁKS-em na jego terenie, ale jednocześnie pamiętamy półfinał i jak ważna była własna hala w decydującym meczu z Wisłą Warszawa. Mimo tego szanse oceniam pół na pół. Ten piąty mecz to taka zupełnie nowa rywalizacja, cztery poprzednie spotkania tracą znaczenie. Trzeba zapomnieć o zmęczeniu, bólu, nerwach, wyjść na parkiet i pokazać wszystko, co najlepsze. Poziom całej ligi był bardzo wysoki, dawno nie było tak wielu dobrych zespołów na zapleczu Orlen Ligi. W rundzie zasadniczej było mnóstwo niespodzianek, w play-off ósmy zespół twardo bił się z pierwszym. Finały są doskonałą puentą rozgrywek. Cztery poprzednie mecze udowodniły, że faktycznie o mistrzostwo biją się dwa najlepsze zespoły.

Ostatnie finałowe spotkanie w Łodzi rozpocznie się w środę o godzinie 19.

źródło: nowosci.com.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved