Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > O siatkówce prywatnie > O siatkówce prywatnie Wojciech Żaliński

O siatkówce prywatnie Wojciech Żaliński

Choć dla innych określenie „solidny ligowy zawodnik” mogłoby być przekleństwem, dla niego wciąż jest komplementem. Mimo przeciwności niezmiennie brnie do przodu i nie traci nadziei na to, że jego marzenia kiedyś staną się codziennością. – Nie udało mi się spełnić swoich ambicji sportowych. Miałem je wyższe, ale liczę na to, że kiedyś je urzeczywistnię. Cały czas będę walczył i próbował, bo wiem, że w przyszłości może się to opłacić – powiedział w „O siatkówce prywatnie” siatkarz Cerradu Czarnych Radom, Wojciech Żaliński.

Solidny ligowy zawodnik – określenie, które doskonale pan zna – kiedy schlebia, a kiedy drażni?



Wojciech Żaliński: – Myślę, że to określenie uwierać może zawodników, którzy grali w przeszłości o najwyższe cele, występowali w reprezentacji, lecz w pewnym momencie zeszli o poziom niżej. Ja takiego pułapu nigdy nie osiągnąłem i określenie „solidny ligowiec” niezmiennie jest dla mnie dużym komplementem. Wydaje mi się także, że nazwanie kogoś w ten sposób jest wbrew pozorom sporym docenieniem. Dla mnie takim siatkarzem był Maciej Dobrowolski, który zawsze prezentował bardzo dobrą dyspozycję, przez co stał się wzorem do naśladowania dla wielu.

Pan jednak swoje ambicje potwierdzał.

– Jeśli chodzi o reprezentację, to miałem w niej swój krótki epizod, lecz nie ma co wyolbrzymiać mojej obecności w kadrze – tak szybko, jak to się to wszystko zaczęło, tak szybko się i skończyło. Bardzo chciałbym być oceniany przez ludzi jako solidny ligowiec, mimo tego, że nie gram o najwyższe cele w kraju. Znam wartość „średnich” zespołów w rozgrywkach. Są one potrzebne, by cała liga mogła podnosić swój poziom i żeby ligowi mocarze mogli się z nimi męczyć – to jest wartością samą w sobie.

Zbliża się pan do dość istotnego momentu w karierze – przekroczenia bariery 250 meczów w rozgrywkach. To już moment na pierwsze podsumowania?

– O tej sprawie usłyszałem przypadkowo, gdyż poinformował mnie o niej rzecznik prasowy mojego klubu – przyznam się, że nie liczyłem, ile gram w lidze. (śmiech) Mimo tego myślę, że za wcześnie jest na jakiekolwiek podsumowania – choć parę meczów mam już za sobą, to mam nadzieję, że o wiele więcej jest ich przede mną.

Czy przeskoczył pan już zawodowy pułap, który chciał pan przekroczyć, będąc w tym wieku?

– Nie udało mi się spełnić swoich ambicji sportowych. Miałem je wyższe, ale liczę na to, że kiedyś je urzeczywistnię. Cały czas będę walczył i próbował, bo wiem, że w przyszłości może się to opłacić.

„Jeżeli będę prezentował poziom godny reprezentanta Polski, kibice ujrzą mnie w reprezentacji. Wszystko podporządkowuję pod osiągnięcie tego celu, wiem jednak, jak dużo mi do tego poziomu brakuje” – jak to się zmieniło po momencie, kiedy miał pan szansę na zaprezentowanie się w szeregach kadry?

– Nie powiem chyba nic odkrywczego – w zeszłym roku trafia mi się chyba forma życia; okres, w którym bardzo dobrze czułem się pod względem sportowym. Akurat w tym momencie reprezentacja Polski miała przed sobą turniej, w którym trener chyba nie patrzył na skład długofalowo, ale potrzebował zawodników gotowych do gry na najlepszym poziomie „na już” i po prostu trafiło na mnie. Pojechałem na fajne zawody, przeżyłem niesamowitą przygodę z kadrą i… tyle. Prawda jest taka, że nie zadomowiłem się w biało-czerwonym zespole na dłużej, więc nie ma co za wiele o tym mówić.

Późny, dojrzały reprezentacyjny „debiut” uczy pokory, czy tej lekcji pan nie potrzebował?

– Na swojej siatkarskiej drodze sporo lekcji pokory przyjąłem już wcześniej. Było wiele niepowodzeń, niespełnionych ambicji i bardzo trudna droga do realizacji kolejnych wyznaczonych celów. Ta przeszłość spowodowała, że kadra nie musiała nic dodatkowego do tego tematu wnosić.

Kiedyś przyznał pan, że doszedł do momentu, w którym uznał, że sen o reprezentacji może się nie spełnić. Ratunkiem okazało się skupienie na mniejszych, codziennych celach?

– Nigdy nie myślałem, że za wszelką cenę muszę zrobić wszystko, by w kadrze zadebiutować. Nie ukrywam, to był mój cel i wiedziałem, że wyłącznie dobrą grą w rozgrywkach ligowych mogę sobie zasłużyć na jego realizację. Może nie przestawałem wierzyć, że kiedyś się to stanie, ale trzeźwo podchodziłem do tematu – wiedziałem, że z wiekiem coraz ciężej będzie mi zadebiutować. Nie da się ukryć, że polska siatkarska młodzież jest coraz lepsza, a zawodnicy, którzy w tym momencie wchodzą do ligi, nie potrzebują wiele czasu na aklimatyzację, grając od razu dobrze lub nawet bardzo dobrze. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem nikim „nowym” czy dla selekcjonera, czy też dla pozostałych trenerów ligowych. W rozgrywkach walczę chyba już 11 sezon, więc wszyscy mniej więcej wiedzą, czego mogą się po mnie spodziewać. Było oczywiste, że tylko wyjątkowy wystrzał formy mógł zmienić moją sytuację. To się akurat trafiło w zeszłym roku.

Jak długo można zastępować wielkie ambicje realizacją małych celów?

– Mam nadzieję, że krótko. (śmiech) Mam za sobą 11 lat pracy, zawsze marzyłem o walce o medale, a do tej pory mi się to nie udało. Wierzę, że w tym sezonie razem z Czarnymi namieszamy w górze tabeli, choć zdaję sobie sprawę z tego, że przed nami jest niesamowicie trudna droga. Najważniejsze jest jednak, by nigdy się nie poddawać przed osiągnięciem wyznaczonego celu.

Metaforyczne „cierpienie” niespełnienia pewnych celów uszlachetnia?

– Mimo wszystko nie czuję się niespełniony. Wiem, że realizacja celu, który wyznaczyłem sobie na początku mojej sportowej drogi, dotychczas nie nadeszła, ale nie jest jeszcze tak źle. Gdyby pojawiły się uczucia zwątpienia, to chyba musiałbym z tym wszystkim skończyć i dać sobie spokój.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, O siatkówce prywatnie, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved