Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > O siatkówce prywatnie > O siatkówce prywatnie: Piotr Gacek

O siatkówce prywatnie: Piotr Gacek

Strona: 2

Czy jest pan osobą, która będzie myśleć: jeszcze tylko sezon, pół, mecz, set?

– Nie będę siłował się z losem na rękę. Jeżeli będę czuł, że nie daję już rady zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym, to nie będę psem ogrodnika i nie zamierzam bronić dostępu do boiska naszemu fantastycznemu libero, Mateuszowi Czunkiewiczowi, który za kilka lat będzie solidną podporą polskiej reprezentacji. To właśnie on zaraz po mnie powinien wskoczyć na boisko, a Paweł Zatorski będzie musiał troszeczkę powalczyć z nim o miejsce w Treflu. (śmiech)

Czyli jest pan zawsze szczery ze sobą.



– Dokładnie tak. Nie zdarzyło mi się jeszcze okłamać siebie lub udawać, że czegoś nie ma, kiedy było.

Dzięki temu faktycznie jest pan wyjątkowo szczęśliwym człowiekiem.

– Dokładnie tak – czuję się wyjątkowo szczęśliwym człowiekiem. Problemy zawsze się zdarzają, lecz jeśli mówimy o sportowej i rodzinnej sferze życia, to inni mogą mi zazdrościć, gdyż jestem wielkim szczęściarzem.

To o co pan w tej chwili walczy?

– O medal dla Trefla Gdańsk. (śmiech) Chcę także udowodnić, że mój poziom nie odbiega od tego, który prezentują koledzy z reprezentacji, choć moja obecność w kadrze zależy przede wszystkim od trenera i założeń, które on przyjmuje. Przychodzę na trening i wiem, że kolejne godziny muszę przeżyć na sto procent i starać się, by dać z siebie jak najwięcej. Jeśli to się wykonuje, ma się odrobinę szczęścia i talentu, to nagroda za trud prędzej czy później przyjdzie. Kto by pomyślał, że po czterech latach nieobecności w reprezentacji, po sezonie, w którym opuściłem ZAKSĘ, dostanę powołanie do kadry? Podejrzewam, że mało osób dałoby mi tę szansę, ale ja też nie wywierałem na sobie w tym temacie jakiejś ogromnej presji.

Nie było pytania o to, czy da pan radę?

– Nie, po prostu robiłem swoje, a powołanie i późniejsza gra przyszły same.

Jakby miał pan dedykować komuś swoją karierę, to kto by to był? Mama?

– Właśnie ona. Może to nie mama uczyła mnie sportu, ale od początku wspierała najbardziej, czasem na przykład udając, że nie widzi, że nie idę na lekcje, a na trening. Akceptowała to wszystko, ponieważ wiedziała, że to kocham. Nie byłem grzecznym chłopcem, ale wydaje mi się, że nigdy nie przyniosłem jej wstydu i nie zrobiłem przykrości. Mimo tego, że nie doczekała się rozkwitu mojej kariery, to rozpoczęła się ona głównie dzięki niej, dlatego chciałbym jej zadedykować to, co udało mi się wywalczyć na parkiecie.

Kiedyś powiedział pan, że medal to wszystko. Nadal tak jest?

– Tak, bo kiedy ktoś wręcza medal, to żadna premia i bonusy nie są w stanie tego przyćmić. W tym małym kawałku blaszki zawieszonym na szyi zawiera się cała praca włożona w to, żeby dotrzeć do miejsca, w którym obecnie się znajduje.

Odmiennie niż część siatkarzy nie zdecydował się pan jednak na opuszczenie rodziny, by grać za lepsze pieniądze i o inne sukcesy w Rosji. Czyli jest coś ważniejszego od medalu.

– Moja córeczka jest bardzo oczekiwanym dzieckiem i ogromnie cieszyliśmy się, że się jej spodziewamy. Tuż przed jej narodzinami pojawiła się jednak bardzo intratna propozycja z Rosji, lecz ja zdecydowałem się na ZAKSĘ, ponieważ zdawałem sobie sprawę z tego, że za granicę nie wyjedziemy wszyscy razem. Tam warunki życia są odmienne niż w naszym kraju, a zespół, do którego miałem przejść, 70 procent czasu ligowego spędzał w bazach sportowych, podczas gdy bliscy mieszkali na przykład w Moskwie. Stwierdziłem, że wyjazd nie jest grą wartą świeczki i że wolę zostać razem z rodziną.

Za czasów gry w Częstochowie powiedział pan, że gdyby mógł powrócić do przeszłości z całą wiedzą, którą dotychczas zyskał, to nie zmieniłby pan nic. Czy mimo pana błędów, mniejszych czy większych porażek nadal tak jest?

– Tak, ponieważ przy zmianie nawet najmniejszej rzeczy mogłoby się okazać, że nie byłbym w miejscu, w którym jestem teraz. W życiu wszystko ma być tak, jak już się zdarzyło. Idąc na studia do Opola, miałem złożone papiery także na gdański i warszawski AWF, lecz rzutem na taśmę przed dokonaniem przeze mnie ostatecznego wyboru w Opolu utworzyła się drugoligowa drużyna siatkarska, w której mogłem występować, co przechyliło szalę na korzyść tego miejsca. Przeżyłem tam fantastyczne chwile, podobnie jak i w częstochowskim klubie, który był dla mnie niesamowitym skokiem w profesjonalną siatkówkę… Żadnej swojej decyzji bym nie zmienił, bo jestem szczęśliwy tu, gdzie jestem.

Jaki poza tym jest tu i teraz Piotr Gacek?

– Spokojny.

Czego można więc panu życzyć?

– Zdrowia dla mnie i moich najbliższych, ponieważ ono naprawdę jest najważniejsze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved