Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > O siatkówce prywatnie: Laurent Tillie cz. I

O siatkówce prywatnie: Laurent Tillie cz. I

fot. FIVB

– Może to wyda się śmieszne, ale musimy się nauczyć, jak to jest być jedną z najlepszych drużyn na świecie. Sport nie polega wyłącznie na zdobywaniu szczytów, ale chodzi w nim również o to, by przyswoić sobie, jak to jest żyć z presją, oczekiwaniami, bo zwycięstwo to nie tylko skrzydła, ale także ciężar, który nieco je obciąża. Wszystko zależy od psychiki – mówi o kulisach swojej pracy szkoleniowiec świeżo upieczonych mistrzów Europy w pierwszej części obszernego wywiadu dla Strefy Siatkówki.

Co w pana drużynie zmienił sukces?

Laurent Tillie: – To, co się stało, najbardziej wpłynęło na samo podejście moich zawodników do spotkań. Pamiętam, że już od samego początku tegorocznej edycji Ligi Światowej byliśmy spokojni, zrelaksowani, ponieważ nauczyliśmy się kontrolować naszą frustrację. Tamte rozgrywki były dużym krokiem, który przełożył się na nasz finalny sukces. Muszę przyznać, że utrzymywanie w ryzach stresu i własnych emocji było największym zaskoczeniem, które spotkało mnie ze strony mojego zespołu.



A jak sukcesy zmieniają pana?

– Uświadomiłem sobie, jaką rolę odgrywa potwierdzenie nieprzypadkowości samego sukcesu. Chcemy na każdym kroku udowadniać, że nasza postawa w czasie ubiegłorocznego mundialu, tegorocznej Ligi Światowej i innych imprez nie była niespodzianką i że w końcu można z całym przekonaniem stwierdzić, że reprezentacja Francji należy do najlepszych zespołów na świecie. Dyrygowanie podobną drużyną jest dla mnie niezwykle bogatym doświadczeniem ze względu na to, że uczę się kontrolować każdy sportowy aspekt mojego działania i funkcjonowania teamu tak, aby nawet najmniejsze niedociągnięcie nie wybiło go z rytmu. Teraz widzę więcej i wiem, że właśnie na tym mam się skupiać. Będąc młodym trenerem, chciałem pilnować dosłownie wszystkiego – czasu treningów, strojów, sprzętu, a teraz jestem bardziej zrelaksowany i deleguję obowiązki.

Jako trenerowi łatwiej panu bronić, czy też wygodniej czuje się pan w pozycji ataku? Sukces plasuje na pozycji, o którą chcą zawalczyć także inni…

– Oczywiście, że lepiej jest gonić niż odpychać. Nie zmienia to faktu, że jeśli chcemy być zespołem z czołówki, to powinniśmy bronić naszej pozycji, bo do tego ona zobowiązuje. Może to wyda się śmieszne, ale musimy się nauczyć, jak to jest być jedną z najlepszych drużyn na świecie. Sport nie polega wyłącznie na zdobywaniu szczytów, ale chodzi w nim również o to, by przyswoić sobie, jak to jest żyć z presją, oczekiwaniami, bo zwycięstwo to nie tylko skrzydła, ale także ciężar, który nieco je obciąża. Wszystko zależy od psychiki, a często łatwo jest odpłynąć w niewłaściwe rejony – brak wtedy pokory, nie docenia się rywali, co zabija umiejętności. My ciągle jesteśmy w procesie radzenia sobie z nową sytuacją. To jest trudne, ponieważ musimy zamknąć za sobą etap lat, kiedy ścigaliśmy czołówkę i nauczyć się grać cały czas jak najlepszy zespół międzynarodowych parkietów.

To jest ta idealna droga dla pana i zespołu? Czy czuje pan, że po latach stagnacji nareszcie wszedł ze swoim teamem na odpowiednie tory?

– Uważam, że to idealna droga, stanowiąca owoc pracy, którą wykonywaliśmy przez ostatnie kilka lat. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z tego, że tym, co najbardziej buduje naszą formę i mentalność, są zwycięstwa z każdą drużyną, z jaką się stykamy. Jak już raz wygramy z danym zespołem, to musimy zrobić to po raz kolejny, a następnie po raz trzeci i czwarty. Nawet jeśli zdarzy nam się wpadka, to jest to wydarzenie, które natychmiastowo powinniśmy wyrzucić z głów, uciec od niego i skupić się na tym, by nie pamiętając o przegranej, zwyciężyć raz jeszcze. Można powiedzieć, że to „syndrom wyparcia”, ale ja uważam, że w przypadku sportu każde „nakręcanie” dobrego myślenia prędzej czy później wyda pozytywne owoce. Na razie jesteśmy w tendencji zwyżkowej – chcemy poprawiać swoją grę każdego dnia. Jeżeli przegramy, to natychmiast się otrząśniemy i za pięć minut znów będziemy chcieli walczyć, by znaleźć klucze do dyspozycji każdego naszego rywala.

W takim razie jaka jest drużyna Laurenta Tillie?

– Na pewno odważna. Ogromną atencję przykładałem do tego, żeby moi gracze przestali się bać. Nie mam tu na myśli jedynie porażek, ale także zwycięstwa, ponieważ wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że sukces naznaczony jest zarówno pozytywnie, jak i pejoratywnie, na co musimy być przygotowani. Kochamy rywalizować, co jest naszą wielką zaletą. Z elementów czysto technicznych wyróżniłbym naszą znakomitą obronę i atak, które składają się na największą siłę mojego zespołu. Zdaję sobie sprawę z tego, że wybrałem taki, a nie inny schemat poukładania naszej gry, przez co między innymi cierpi blok, ale trudno – nikt nie jest idealny i zawsze musi być coś, nad czym powinno się pracować, żeby zanadto nie odfrunąć. (śmiech)

A jak pana charakter wpłynął na sposób gry francuskiej ekipy?

– Niezmiernie trudne pytanie. Kiedy jest się trenerem, ustala się pewne zasady i wspólną filozofię, w którą prywatnie uwielbiam się zagłębiać. Moją jest to, że zespół powinien nienawidzić niepotrzebnej straty czasu i możliwości. To, co staram się dać moim podopiecznym, to nauka koncentrowania się w odpowiednim momencie. Chciałbym, aby skorzystali z tego ducha, ponieważ wiem, że ciężką pracą i wykorzystywaniem szans zyskają wiele. Poza tym moim pragnieniem jest uświadomienie im faktu, że niezależnie od tego, o co walczymy i na czym w danym momencie się skupiamy, to mamy jeszcze tysiąc innych okazji do udowodnienia swoich wartości. Świat nie kończy się na straconym medalu, trzecim miejscu na podium, kiedy tylko pierwsze dwa dawały coś, na czym nam zależało – zawsze jest droga wyjścia z trudnej sytuacji. Tylko niemądrzy ludzie patrzą na sport krótkodystansowo. Musimy myśleć perspektywicznie, żeby potknięcia nie bolały i żeby było łatwiej wyrzucić je z głowy. To działa także w czasie meczu, który nie składa się z 25 piłek, lecz jest długi na co najmniej trzy sety. Kiedy coś nie działa, zawsze możemy zmienić plan działania, taktykę, zawodników… Nie ma sytuacji, w której nasza wygrana byłaby niemożliwa.

Pana plan chyba działa, bo nie jest pan jednym z trenerów, którzy muszą być ekspresywni, krzykliwi i głośni, żeby zdobyć szacunek. Cichość jest cechą tych najlepszych szkoleniowców.

– To miłe, aczkolwiek kilka razy niestety zdarzyło mi się krzyknąć – może nie na meczach, ale wtedy, kiedy poza boiskiem nie byłem zadowolony z nastawienia moich graczy. Zasadą, którą przede wszystkim się kieruję, jest szacunek i nierobienie tego, czego sam nie chciałbym doświadczyć. Nawet jeśli dochodziło do sytuacji, w których podnosiłem głos, to działo się to wyłącznie pomiędzy mną a drużyną. Zawodnicy zasługują na poszanowanie nie tylko ze względu na to, ile robią, ale przede wszystkim dlatego, że po prostu są ludźmi. Staram się ich chronić i przestrzegać tej zasady.

Nie zmienia to faktu, że ma pan wyjątkowo charakterystyczne osobowości w drużynie – mam tu na myśli oczywiście Earvina N’Gapetha, który należy chyba do tych najbardziej niepokornych dzieci siatkówki. Czy w przypadku takich ogniw kluczem do udanej współpracy jest postawienie sztywnych granic – ja jestem trenerem, a ty zawodnikiem, więc musisz mnie słuchać?

– To nie tylko Earvin N’Gapeth, bowiem w mojej drużynie widzę dwóch, trzech zawodników obdarzonych wyjątkowym potencjałem i równie wielkim charakterem. (śmiech) Kiedy ma się takich graczy pod opieką, trzeba zwracać szczególną uwagę, żeby ich nie zanudzić, bo kiedy tracą zainteresowanie tym, co się do nich mówi, to szukają wyzwań i rozrywki gdzie indziej, a to zazwyczaj kończy się katastrofą. Najczęściej jest tak, że bardzo inteligentne osoby są nadzwyczaj leniwe, przez co prędzej czy później tracą okazje do polepszenia swoich umiejętności i zdobycia nowych szczytów. Oczywiście, zawsze nakazuję moim zawodnikom przestrzegać ustalonych zasad, ale również staram się dać im odrobinę wolności, ponieważ oni są do niej powołani.

Na kolejną część wywiadu z Laurentem Tillie zapraszamy już jutro.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne, O siatkówce prywatnie, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved