Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Nikola Gjorgiew: Takiego Gjorgiewa klub chciał, a nie tego z pierwszej rundy

Nikola Gjorgiew: Takiego Gjorgiewa klub chciał, a nie tego z pierwszej rundy

fot. Sylwia Lis

Przejście Nikoli Gjorgiewa do ONICO Warszawa było jednym z ciekawszych transferów tego sezonu. Choć początek w wykonaniu macedońskiego atakującego nie wyglądał zbyt obiecująco, to z biegiem czasu udowodnił on swoją wartość. – Pierwsza część sezonu w moim wykonaniu to wzloty i upadki. Teraz mogę z całą pewnością powiedzieć, że to jestem ja. Powiedziałem to samo Stephane’owi Antidze, że za takiego Nikolę Gjorgiewa klub zapłacił i takiego chciał mieć w swoim zespole – mówi w rozmowie ze Strefą Siatkówki MVP starcia z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

Waszej imponującej serii zwycięstw nie powstrzymała nawet ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. To chyba najlepiej świadczy o tym, że ONICO Warszawa jest w świetnej dyspozycji?



Nikola Gjorgiew: – Zdecydowanie tak, właśnie odnieśliśmy 13. zwycięstwo z rzędu. Doskonale pamiętam, kiedy na początku sezonu mieliśmy bilans spotkań 5:4, a teraz wynosi on 17:5. Mamy na swoim koncie 49 punktów i zajmujemy drugie miejsce w tabeli. Wierzę, że uda nam się utrzymać tę lokatę, chcemy o nią walczyć. Na pewno nie chcę nakładać na nas żadnych limitów. Bardzo się cieszymy z końcowego rezultatu z meczu z ZAKSĄ, bo to dla nas wielkie i cenne zwycięstwo. Dla mnie jednak najważniejsze jest to starcie, które przed nami – sobotnie spotkanie z BBTS-em Bielsko-Biała. Wszyscy teraz myślą, że powinniśmy wygrać 3:0, co może być bardzo niebezpieczne.

Zwłaszcza że w piątek potrzebowaliście tie-breaka, żeby pokonać Dafi Społem Kielce, przedostatnią drużynę w tabeli.

– Dokładnie, myślę, że możemy powiedzieć z doświadczenia, że mecze z drużynami z czołówki paradoksalnie gra się nam łatwiej i prezentujemy się z o wiele lepszej strony. Dlatego przed sobotnim starciem musimy być skoncentrowani, nie możemy zbytnio się zrelaksować, a już tym bardziej świętować triumfu nad ZAKSĄ. Już musimy się skupić na kolejnym przeciwniku, dopiero później będziemy mieli kilka dni odpoczynku.

Mocna zagrywka pomogła wam odnieść zwycięstwo nad ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle? Zmusiliście rywali do popełniania błędów.

– Jeśli w takich meczach jak przeciwko aktualnemu mistrzowi Polski nie ryzykujesz zagrywką, to w zasadzie nie masz po co i jak grać. ZAKSA ma w swoim składzie świetnego rozgrywającego, jakim bez wątpienia jest Benjamin Toniutti. Wspierają go środkowi i atakujący, kędzierzynianie grają bardzo szybko. Jeśli tylko pozwoli im się zaprezentować swoją siatkówkę, wówczas ich skuteczność w ataku wynosi 80-90 procent. Wiedzieliśmy, że naszą jedyną szansą jest podjęcie ryzyka w polu serwisowym, nawet kosztem popełnienia większej liczby błędów. Nie mogliśmy się nimi przejmować zbytnio, tylko najważniejszym było grać cierpliwie i prędzej czy później taktyka musiała przynieść korzyści. Cieszę się, że nam się to udało, że wywieraliśmy presję i dzięki temu pokonaliśmy ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle.

Po tej dziesięciominutowej przerwie czuliście się trochę niepewnie, że ZAKSA może przejąć inicjatywę i wygrać to spotkanie?

– Przyznam szczerze, że w poniedziałek poczułem, że my wygramy to starcie z ZAKSĄ. Nie wiem, skąd się to wzięło, po prostu głos wewnątrz mnie mówił mi, że tak może się zdarzyć. Powiedziałem to naszemu drugiemu trenerowi w dniu meczu, a gdy zaczął się tie-break, wykrzyczałem mu po włosku, że na pewno to wygramy. Nie przejmowałem się więc tym, że rywale doprowadzili do piątej partii.

Myśli pan, że wykorzystaliście również dość napięty terminarz kędzierzynian, a co za tym idzie ich zmęczenie?

– Być może tak, ale ja jestem osobą, która skupia się wyłącznie na swojej stronie i rzeczach zależnych ode mnie i drużyny. Z drugiej strony trzeba mieć jednak świadomość, że z kolei my mieliśmy na treningach tylko dziewięciu zawodników, w piątek graliśmy wyczerpującego tie-breaka, we wtorek kolejny pięciosetowy pojedynek. Na starcie z BBTS-em Bielsko-Biała wciąż nie będą gotowi raczej Sharone Vernon-Evans i Bartosz Kwolek, więc w treningach ponownie nie weźmie udziału komplet graczy, co dla nas wcale nie jest proste.

Tym bardziej chyba to zwycięstwo nad ZAKSĄ jest cenniejsze?

– Seria wygranych podtrzymana, ale najważniejsze, że kolejny raz pokazaliśmy, że możemy wygrać z każdym i to nawet w niepełnym składzie. To wspaniały znak na przyszłość, a ta przynosi wielkie rzeczy. Mam nadzieję, że już żadne kontuzje nas nie spotkają i będziemy mogli kontynuować ciężką pracę.

Ze względu na kontuzję Sharone Vernon-Evansa nie ma pan możliwości zmiany. Czuje pan przez to większą presją, odpowiedzialność? W końcu w razie słabszego momentu nikt pana nie zastąpi.

– To jest oczywiście presja i wielka odpowiedzialność, ale jednocześnie daje mi to trochę więcej swobody, bo mam świadomość, że mogę popełnić te dwa czy trzy błędy więcej niż zwykle i wciąż będę na boisku. Oczywiście czekam na moment, kiedy Sharone powróci, w czwartym secie starcia z ZAKSĄ poczułem ból w okolicach żebra i pomyślałem sobie: „Spokojnie, oddychaj, żeby chociaż odrobinę zregenerować siły”. Trzeba było jednak zacisnąć zęby, ale nie ukrywam, że z Sharonem byłoby łatwiej. Nie tylko zresztą z nim, obyśmy jak najszybciej mogli ponownie grać i trenować w pełnym ustawieniu. Jesteśmy jedną wielką rodziną i chcemy być wszyscy razem.

Czyli nawet pomimo bólu i pewnie zmęczenia potrafił pan utrzymać wysoką skuteczność i kończyć ważne akcje. Uzyskał pan 59-procentowy wskaźnik ataku, to bardzo dobry wynik.

Dziękuję, faktycznie był to dobry występ. Teraz jest mi się o wiele łatwiej, ponieważ w I rundzie w ogóle nie znałem drużyn i ich specyfiki gry. Wprawdzie grałem przeciwko kadrze Polski i mogłem poznać kilku zawodników, ale nie kluby, więc to zupełnie co innego. Nie znałem chociażby taktyki, jaką dana drużyna obiera. Zdążyłem już wszystko poznać, mam swoje obserwacje w głowie i dzięki temu moje statystyki wyglądają o wiele lepiej niż w pierwszych meczach PlusLigi.

Co może pan powiedzieć o polskiej lidze po tych kilkunastu kolejkach?

– PlusLiga to zdecydowanie najsilniejsza liga, w której przyszło mi grać. Ogromną rolę odgrywają tutaj taktyka i detale techniczne. Wygrałem wiele nagród i tytułów MVP, mam za sobą setki wygranych meczów, jednak moje początki w Polsce były niezwykle trudne, zwłaszcza ta pierwsza runda. Przyszedłem tutaj z Japonii, gdzie w każdym meczu dostawałem po 70 piłek, w PlusLidze jest zupełnie inaczej. Gramy zespołowo, bo żaden zawodnik nie jest w stanie samodzielnie rozstrzygać o losach rywalizacji. Musiałem się przestawić do zupełne innego stylu gry. W waszej lidze na niesamowitym poziomie jest blok, jest o wiele wyższy niż ten, z którym miałem do czynienia do tej pory. Dla wielu piłek, które normalnie zakończyłyby się punktem, tutaj musiałem szukać innego rozwiązania. Musiałem się tego nauczyć, szukałem nowych rozwiązań. W pierwszych meczach próbowałem swoich umiejętności, a tutaj moje zagrania nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. To może być frustrujące i trzeba to przepracować. Różnica jest także taka, że w Japonii w trakcie sezonu zasadniczego gra się po cztery razy z tą samą drużyną, a później rywalizujesz z nią jeszcze w play-off. Tutaj w sezonie zasadniczym mamy tylko mecz i po trzech miesiącach możemy się zmierzyć w rewanżu. Pierwsza część sezonu w moim wykonaniu to wzloty i upadki, teraz moja forma się ustabilizowała. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to jestem ja. Powiedziałem to samo Stefanowi, że to jest prawdziwy Nikola Gjorgiew, a nie ten, którego widział na początku sezonu. Za takiego Nikolę Gjorgiewa klub zapłacił i takiego chciał mieć w swoim zespole. Wzięliście mnie po to, żebym grał tak, jak teraz, a nie żebym miał 40 procent w ataku.

Czyli statuetki MVP, które otrzymuje pan w PlusLidze, znaczą więcej niż dotychczasowe wyróżnienia?

– To była moja chyba trzecia statuetka w tym sezonie, jednak uważam, że o wiele ważniejsze jest to, że wspólnie wygrywamy jako drużyna. Jestem zawodnikiem, który gra drużynowo, nie jestem sam. Dla mnie zespół jest jak rodzina, jest wszystkim. Poświęcam jej wszystko i jeśli dostanę 5 piłek w całym meczu, ale wygramy 3:0, to jestem szczęśliwy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-02-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved