Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Nikodem Wolański: Mam notes pełen celów

Nikodem Wolański: Mam notes pełen celów

fot. Paulina Grabowska

Środowe spotkanie AZS-u Politechniki Warszawskiej z Łuczniczką Bydgoszcz padło łupem gospodarzy, którzy w czterech setach pewnie rozprawili się z rywalami. Dla podopiecznych Piotra Makowskiego była to trzecia porażka z rzędu, która przekreśliła ich szanse na czołową ósemkę ligi. Bydgoszczanie jednak nie spuszczają głów i obiecują, że będą walczyć do końca. – Przed nami wciąż są jeszcze trzy spotkania i w każdym z nich zrobimy wszystko, aby wygrać – mówił po spotkaniu Nikodem Wolański.

W Bydgoszczy pokonaliście akademików 3:1, dzisiaj to wy ulegliście gospodarzom tym samym wynikiem. Czego zabrakło w waszej grze, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?



Nikodem Wolański:Ciężko tak na gorąco odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno przydarzyło nam się zbyt wiele sytuacji, w których traciliśmy punkty seriami. Wystarczy przypomnieć sobie jedno z wejść Guillaume’a Samiki na zagrywkę, przyjmujący akademików posyłał piłki w naszą stronę jedna za drugą, a my kilkukrotnie nie umieliśmy wyprowadzić skutecznej akcji. Wygrywając pierwszego seta 16:12, szybko straciliśmy wypracowaną przewagę punktową, a tym samym przegraliśmy tę odsłonę. W kolejnej partii przegrywając 22:24, w końcowym rezultacie wygraliśmy. Taka przewrotność z całą pewnością świadczy o tym, że był to nerwowy mecz. Zresztą nie można się dziwić, ponieważ każdy z nas miał ten sam cel i chciał wejść do czołowej ósemki. Kluczowy jednak moim zdaniem był trzeci set, który nie ułożył się po naszej myśli i nie udało nam się wyjść zwycięsko z tej partii. Ostatnia odsłona to natomiast konsekwencja porażki w poprzedniej. Już gdzieś w głowach pojawiły nam się myśli, że i tak nie mamy szans na pierwszą ósemkę i w takiej chwili ciężko jest się zmobilizować do walki.

Zdarzało wam się w tym spotkaniu wypracowywać kilkupunktowe prowadzenie, które później gubiliście w końcówkach. Zabrakło zimnej głowy?

– Może jest w tym trochę racji, ale decydujące końcówki graliśmy już przy podobnych stanach punktowych. Nie było sytuacji powyżej dwudziestu punktów, w której widocznie prowadziliśmy. Przeciwnik doganiał nas zdecydowanie szybciej i od dwudziestego oczka gra toczyła się punkt za punkt. Ponadto jest to również po części kwestia szczęścia, było kilka sytuacji, w których decydujące zagrywki przechodziły przeciwnikowi po taśmie, a my mieliśmy problemy z wyprowadzeniem akcji. Tak jak mówię, w końcówkach jedna piłka decyduje o wyniku seta albo nawet całego spotkania, w związku z tym ciężko ocenić, czy to akurat kwestia niezachowania chłodnej głowy, czy czegoś innego, po prostu tak się zdarza.

W dzisiejszym spotkaniu wasz libero – Michał Żurek występował w nieco odmienionym stroju. Słyszałam na trybunach, że ludzie próbują rozszyfrować hasło na jego plecach, zastanawiając się, w jakim języku jest ono napisane lub raczej wyklejone. Mógłbyś wytłumaczyć nietypowy wygląd swojego kolegi?

– Koszulka meczowa Michała (Żurka – przyp. red.) zwyczajnie gdzieś się zapodziała i chłopaki na libero musieli wystąpić w strojach treningowych. To chyba jakieś warszawskie fatum, bo w zeszłym sezonie również mieliśmy podobny problem, wówczas jeden z naszych środkowych zostawił koszulkę w Bydgoszczy. Plus jest taki, że chłopaki wykrzesali z siebie jeszcze więcej, żeby zatuszować ten błąd.

Po świetnym meczu w Częstochowie to już wasza trzecia porażka z rzędu, co się stało, że wypadliście z tego właściwego rytmu gry?

– Ciężko jest mi powiedzieć. Myślę, że cały ten sezon nie układa się tak, jak to sobie wyobrażaliśmy. W rozgrywki weszliśmy słabo, pierwsze mecze kompletnie nam nie wychodziły, a jak się otrząsnęliśmy, to była już końcówka grudnia. W styczniu i w lutym pojawiła się iskierka nadziei, zaczęliśmy grać naszą siatkówkę i na przestrzeni tych dwóch miesięcy odnieśliśmy bodajże sześć zwycięstw. Każdy myślał, że w końcu wskoczyliśmy na właściwe tory i że uda nam się utrzymać tę formę już do końca sezonu, jednak później trafiliśmy na szereg spotkań z drużynami zajmującymi czołowe miejsca w tabeli, z którymi przegraliśmy. Te porażki chyba trochę podcięły nam skrzydła. Zamiast skupiać się na sobie, liczyliśmy na to, że inne drużyny będą tracić punkty, ale to nic nie dało, skoro my ich nie zdobywaliśmy. Nie wiem, jaka może być inna przyczyna tych trzech porażek z rzędu, ale na pewno da nam to do myślenia.

Swoje pierwsze akcje na parkietach PlusLigi rozegrałeś właśnie w Arenie Ursynów, ponad dwa lata temu w meczu przeciwko Politechnice po raz pierwszy dostałeś szansę od trenera Dariusza Daszkiewicza. Czy w związku z tym wracasz tu z sentymentem?

– Może sentyment to za duże słowo, ale na pewno jak wchodzę do tej hali, to wracają do mnie wspomnienia, jak duże były to dla mnie przeżycia, nawet na samej rozgrzewce. Debiut w PlusLidze to moment, na który czekałem całe swoje życie i na który ciężko pracowałem. Już za czasów dzieciaka wyobrażałem sobie siebie na parkietach najwyższej ligi, więc na pewno Arena Ursynów zawsze będzie mi się miło kojarzyła. Jednak sam mecz przegraliśmy wówczas 0:3 i o tym akurat wolałbym nie pamiętać.

CZYTAJ DALEJ

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved