Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Nadia Wydmańska: Cieszę się, że ten dzień w końcu nadszedł

Nadia Wydmańska: Cieszę się, że ten dzień w końcu nadszedł

fot. Mazovia Warszawa

Siatkarki Mazovii Warszawa w turnieju finałowym o awans do I ligi uległy jedynie mielczankom, pokonując gospodynie z Włocławka oraz zespół Polonii Świdnica. Podopieczne Roberta Kupisza przypieczętowały niezwykle długi sezon sukcesem i Mazovia w przyszłym sezonie wystąpi na zapleczu ekstraklasy. – Cieszę się ogromnie, że nadszedł w końcu ten dzień, kiedy możemy powiedzieć, że po pierwsze wywalczyłyśmy ten awans, a po drugie zakończył się tak długi sezon – powiedziała po wywalczeniu promocji do I ligi kapitan stołecznych siatkarek, Nadia Wydmańska.

Okazałyście się bardzo silne na finiszu sezonu, który jednak sprowadził się w praktyce do dwóch najważniejszych i mocno obsadzonych turniejów. W nich zachowałyście zimną krew i za każdym razem ostatniego dnia zawodów pokazałyście się z tej najlepszej strony, dzięki czemu możesz udzielić pierwszego wywiadu w I lidze…



Nadia Wydmańska: – No tak, raczej nic już się nie zmieni. (uśmiech) Niestety tak się to ułożyło, że o wszystkim decydowały ostatnie mecze. Trochę na własne życzenie zgotowałyśmy sobie takie emocje, zarówno w Nowym Dworze Mazowieckim, jak i teraz we Włocławku. Podejrzewałyśmy, że ta walka o dwa pierwsze miejsca będzie rozgrywała się pomiędzy nami a drużyną Szóstki Mielec. Wydaje mi się, że trochę więcej sił kosztował nas turniej półfinałowy, ale ekipy ze Świdnicy i Włocławka również walczyły do samego końca. Być może nawet nieco zaskoczyły nas swoją postawą, ale cieszę się ogromnie, że nadszedł w końcu ten dzień, kiedy możemy powiedzieć, że po pierwsze wywalczyłyśmy ten awans, a po drugie zakończył się tak długi sezon.

Liczba meczów i bardzo długi sezon zweryfikowały nieco tabele poszczególnych grup i jak się okazało, to nie zespoły z pierwszych miejsc ostatecznie świętują awans.

Okazało się, że dyspozycja na początkowym etapie sezonu czy nawet w końcówce rundy zasadniczej nie miała większego znaczenia. Liczyło się to, co działo się od lutego i jak drużyny utrzymały tę dyspozycję do końca maja, czyli aż do finałów. U nas zaszły też spore zmiany, być może stąd brały się różne oblicza zespołu i wahania w naszej grze. Najważniejsze jest to, że zrobiłyśmy to, o czym każda z nas marzyła, a ten sezon jest za nami.

Choć jesteś jeszcze młodą zawodniczką, to chyba po tym sezonie można powiedzieć, że skoro jako kapitan drużyny awansowałaś ze swoim zespołem do I ligi, to już na dobre zadomowiłaś się w seniorskiej siatkówce i z sezonu na sezon robisz postępy. Jakie są twoje odczucia?

To już mój drugi sezon seniorski, bo w zeszłym sezonie zajęłyśmy wraz z AWF-EM Warszawa trzecie miejsce w finałach, także ten wynik również był dla mnie bardzo dobry. (uśmiech) Był to sezon wzlotów i upadków, bardzo wymagający pod względem fizycznym, ale też nie tylko. Musiałyśmy docierać się z dziewczynami, co również nie było łatwe, bo miałyśmy bardzo wyrównaną drużynę, stworzoną z myślą o awans, w której każda chciała grać. Szczęśliwie wszystkie żyjemy i nie pozabijałyśmy się w międzyczasie, bo bywało różnie. (uśmiech) Musiałyśmy akceptować swoją rolę w zespole, co też nie zawsze było łatwe. Oprócz tego przytrafiały się kontuzje, mnie również nie ominęły. To nie jest nic miłego, ale też nic nowego dla mnie. Cieszę się, że udało mi się wrócić do zadowalającej dyspozycji i w tych najważniejszych momentach mogłam pomóc drużynie.

Jaki był według ciebie najtrudniejszy i taki kryzysowy moment w przeciągu całego sezonu?

Ojej, chyba był to cały ten ostatni miesiąc. Jesteśmy już bardzo zmęczone i przyznajmy, że spędzając ze sobą tak długi czas, mamy już też siebie dość. Wiedziałyśmy, że ten półfinał będzie dla nas taką weryfikacją włożonej pracy i tam będzie bardzo trudno pokonać rywalki. Te trzy dni ważyły bardzo mocno na całym sezonie. Napięcie do tego momentu bardzo rosło. Po tym półfinale była radość i emocje nieco opadły, przez co trudno było ponownie się zmotywować. Na turnieju we Włocławku pokazałyśmy jednak, że możemy jeszcze wykrzesać siły i energię po to, by przypieczętować sezon awansem.

Sezon kończycie jako ostatnie, co również utrudnia nieco odnalezienie się w tej I ligowej rzeczywistości, macie również mało czasu na ewentualne roszady, a kluby na zapleczu ekstraklasy zapewne mają już wizję składu na przyszły sezon. Ewentualna porażka tutaj i brak awansu bolałby chyba podwójnie. Czy podczas tych decydujących meczów ani razu nie obawiałaś się, że stawka może was przerosnąć?

Nie. To wszystko prawda, ale też świat nie kończy się na I lidze. (uśmiech) Już w półfinale spotkałyśmy się też z takim meczem, że byłyśmy w sytuacji wóz albo przewóz. Musiałyśmy wygrać 3:0 z mielczankami albo jechałyśmy do domu. Wygrałyśmy 3:0 i też dało nam to dużą lekcję tego, jak zachowywać się podczas meczów o taką stawkę. W meczu z włocławiankami ponownie musiałyśmy wygrać, ale wszystko zależało przede wszystkim od nas, od tego jak wytrzymamy ciśnienie psychiczne i czy nie popełnimy zbyt wielu błędów własnych. Na szczęście stanęłyśmy na wysokości zadania.

Co teraz? Czeka was wesoła podróż do stolicy?

Jesteśmy bardzo zmęczone, ale mam nadzieję, że podróż do Warszawy będzie wesoła. (uśmiech) Tam już znajdziemy na pewno sposób na świętowanie. 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved