Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > Nadchodzi koniec kupowania miejsc w II lidze?

Nadchodzi koniec kupowania miejsc w II lidze?

fot. archiwum

Ikar Legnica dopełnił wszelkich formalności, wpłacił 11 tys. zł i w kolejnym sezonie zagra w siatkarskiej II lidze. „To niemoralne!” – grzmią inne kluby, które o awans walczyły sportowo i musiały na turnieje kwalifikacyjne wydać ponad 20 tys. zł. W polskiej siatkówce od dawna o tym, kto zagra w której lidze, nie decydują tylko i wyłącznie względy sportowe, ale też pieniądze, dzikie karty i licencje. Problem w swoim tekście poruszył Jakub Guder na łamach Gazety Wrocławskiej.

To praktyka dość powszechna. Dwa late temu w ten sposób do II ligi dostał się BTS Bolesławiec, tak w tym roku do I ligi awansowała Gwardia Wrocław, która wykupiła licencję od Stali Sanok. Z tej furtki skorzystał Ikar Legnica. Taniej jest kupić awans niż o niego zagrać.



Klub, który w tym roku obchodzi swoje 60-lecie, w sezonie zasadniczym zajął w dolnośląskiej III lidze czwarte miejsce, co oznaczało, że stracił szanse na walkę w turniejach barażowych o awans. Wyżej od Legnicy były drużyny Ziemi Milickiej, Siatkarza Bierutów i Volley Jelcz-Laskowice. Wszystkie trzy miały dzięki temu prawo gry najpierw w turniejach półfinałowych, a potem finałowych. Ostatecznie sportowo awans wywalczył tylko Milicz. Jak szacują we wszystkich trzech klubach, kosztowało ich to po ok. 25 tys. zł. Tymczasem Ikar do połowy czerwca złożył wniosek o dokooptowanie do II ligi w przypadku wolnego miejsca. Wolne miejsce się znalazło, więc legniczanie zapłacili 11 tys. zł i dostali dziką kartę. Tym sposobem dwa razy mniejszym kosztem zagrają w wyższej lidze.

Ta decyzja nie spodobała się innym drużynom z Dolnego Śląska, które wystosowały pismo do Zarządu Polskiego Związku Piłki Siatkowej. „Sytuacja jest dziwna, zaskakująca i całkowicie nietransparentna. Uznajmy, że inne względy niż sportowe decydowały o takim koteryjnym rozstrzygnięciu, które stawia pod znakiem zapytania sens rywalizacji sportowej. Skoro drużyna niespełniająca warunków sportowych otrzymuje możliwość gry w II lidze pod warunkiem wpłacenia relatywnie niewielkiej kwoty, niższej od kosztów organizacji i udziału w turniejach kwalifikacyjnych, to być może w przyszłości należy rozważyć rezygnacje z turniejów (…) na rzecz transakcji rynkowych w celu wypełnienia i zakupu wakujących miejsc” – czytamy w dokumencie podpisanym przez Piotra Piechotę (Volley Jelcz-Laskowice), Stanisława Kotwickiego (Ziemia Milicka Milicz) i Wojciecha Rozdolskiego (Siatkarz Bierutów). Kilka dni wcześniej podobny dokument do PZPS-u skierował prezes II-ligowego BTS-u Bolesławiec Jacek Łuczkowski.

W Legnicy nie mają sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. – Dziwi mnie postępowanie niektórych klubów – mówi działacz Ikara Legnica Jacek Kiełb, który jest jednocześnie radnym miejskim. – Nie udał nam się sportowy awans, więc złożyliśmy wniosek, że jeśli byłoby wolne miejsce, to chcielibyśmy grać w II lidze, co oczywiście wiązałoby się z wniesieniem konkretnej opłaty za licencję. Komisja Ligi rekomendowała nas do gry wyżej. Każdy mógł złożyć taki wniosek. Zresztą nie jesteśmy jedyną drużyną, która na coś takiego się zdecydowała – tłumaczy. Formalnie zatem wszystko jest w porządku. Co jednak z duchem fair-play? Czy handlowanie miejscami przy zielonym stoliku jest normalne? – Tak samo można by mieć pretensje do Gwardii Wrocław, która wykupiła miejsce w I lidze od kogoś innego. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sportowo naszym chłopcom też niewiele zabrakło. Zresztą mam wrażenie, że niektóre drużyny również nie grały do końca fair-play – mówi Kiełb. – Jeśli inni złożyliby też wnioski o grę, a tylko nam przyznano by miejsce, to faktycznie byłoby nie w porządku – uważa. Oponenci twierdzą, że ktoś dał znać tylko Legnicy, że miejsce szczebel wyżej się zwolniło. – Nie – my po prostu złożyliśmy w czerwcu wniosek – twierdzi Jacek Kiełb.

Pod względem formalnym Ikar spełnił wszystkie warunki, żeby grać w II lidze – mówi Marcin Weiner, szef Wydziału Rozgrywek PZPS. – Pismo, które wystosowały do nas trzy dolnośląskie kluby, nie mogło raczej niczego zmienić, bo nie opierało się na żadnych punktach regulaminu – dodaje Weiner, który przyznaje, że zarząd dyskutował nad tym, by określić kto i w jakiej kolejności ma prawo być dokooptowany do wolnych miejsc. – Teraz prace powinny przejść do pionu szkolenia, bo tam są najwięksi fachowcy. Myślę, że w tym sezonie takie regulacje powstaną jeszcze przed rozgrywkami o awans do II ligi – tłumaczy. – Moim zdaniem kluby, które mocno walczyły o awans, powinny być rekomendowane jako pierwsze do gry wyżej. W następnej kolejności powinni to być spadkowicze, a potem półfinaliści turniejów barażowych. Tak to widzę, ale podkreślam – to jest moje zdanie i niekoniecznie przepisy muszą iść w tym kierunku – wyjaśnia przewodniczący Wydziału Rozgrywek. – Nigdy do tej pory nie było takich problemów. Nasz wydział stara się reagować na bieżąco w takich sprawach i z całą pewnością tak tego nie zostawimy – kończy Weiner.

Cały tekst Jakuba Gudera w Gazecie Wrocławskiej

źródło: Gazeta Wrocławska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, II liga kobiet, II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-07-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved