Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > N. Perlińska: Mam szansę zrobić ogromny krok w przód

N. Perlińska: Mam szansę zrobić ogromny krok w przód

fot. Damian Krzanowski / krosno24.pl

Natalia Perlińska jest jedną z zawodniczek, które zaraz po zdobyciu mistrzostwa I ligi wraz z Zawiszą Sulechów po zaledwie kilku miesiącach, gdy klub ogłosił upadłość, musiały szukać nowego pracodawcy. Pochodząca z Rzeszowa środkowa przeniosła się więc do ligi duńskiej, zdobywając tytuł wicemistrza, a w nadchodzącym sezonie trafi do polskiej ekstraklasy. – Szczerze mówiąc, obawiałam się o to, jak potoczy się mój los po wyjeździe za granicę, że zostanę tutaj w kraju trochę zapomniana. Na szczęście wszystko powróciło na dobrą drogę i udało mi się wrócić do Polski. Doceniam to, że będę miała okazję znaleźć się w Orlen Lidze i chcę ciężko pracować, by jak najlepiej to wykorzystać – mówi w rozmowie ze Strefą Siatkówki Natalia Perlińska, która będzie reprezentować barwy BKS-u Bielsko-Biała.

Wracając jeszcze do momentu, gdy zdobyłaś wraz z Zawiszą Sulechów tytuł mistrza I ligi. Pomimo tego, że drzwi do Orlen Ligi były dla was zamknięte, chyba nikt nie spodziewał się tego, że klub zupełnie przestanie funkcjonować…



Natalia Perlińska:Na pewno nie spodziewałyśmy się, że dojdzie do takiej sytuacji, że klub zupełnie przestanie istnieć. W momencie kiedy związek ogłosił publicznie informację o tym, że żadna z drużyn nie dostanie się do Orlen Ligi, to wszyscy w klubie próbowali jeszcze utrzymać mimo kłopotów ten zespół niejako przy życiu, „na kroplówce”. Rozpoczęłyśmy kolejny sezon, ale niestety nie udało się go już dokończyć i był to koniec Zawiszy. W pewnym momencie zarówno my, grając praktycznie od początku sezonu za darmo, jak i zarząd, czuliśmy już, że to nie zmierza w żadnym dobrym kierunku. Pewnego dnia na treningu zostałyśmy poinformowane o tym, że jest on naszym ostatnim, bo klub nie wiąże już końca z końcem.

Co zrobiłaś, gdy stało się już jasne, że każda z was musi szukać sobie nowego klubu? Sezon przecież już trwał w najlepsze…

Wtedy zaczęła się pierwsza fala żalu i smutku, nagle znalazłyśmy się w patowym położeniu, z którego na pierwszy rzut oka wydawałoby się nie ma wyjścia. Myślę, że każdej z nas było naprawdę przykro i trochę załamałyśmy ręce, bo Sulechów był bardzo fajnym miejscem do budowy siatkarskiej drużyny, miałyśmy wysokie aspiracje, dobry sztab i wszystko było na swoim miejscu. Pierwszy moment po wycofaniu klubu z rozgrywek był naprawdę trudny. Ja akurat jestem taką osobą, że dość szybko po tym momencie załamania chcę od razu przejść do działania. Zaczęłam rozmawiać z klubami, te często same się do nas odzywały, choć muszę przyznać, że w wielu przypadkach nie były to oferty zadowalające. Każda z nas musiała znaleźć miejsce dla siebie, myślała o tym, aby nie stracić tego poziomu, który osiągnęła, dograć sezon i wyciągnąć z niego jak najwięcej.

To musiał być prawdziwy sprawdzian silnej woli… Jak dalej potoczyły się twoje losy?

Oczywiście, ogromny. Nie ukrywajmy, że rozmowy na linii klub-zawodniczka zupełnie inaczej wyglądają przed sezonem, a inaczej w trakcie, kiedy zespoły mają już komplet zakontraktowanych siatkarek. Wtedy szukają wzmocnień tylko w niewielu sytuacjach, gdy naprawdę zajdzie jakieś zdarzenie losowe i tego potrzebują. Nie oszukujmy się, są to też kolejne koszty. Jeśli chodzi o mnie, to odezwał się do mnie zespół z ligi duńskiej. Wstępnie odrzuciłam tę propozycję i nie podjęłam z nimi dalszych rozmów. Zaczęłam dogadywać się z jednym z polskich klubów i myślałam, że to właśnie tam trafię. Dosłownie w ostatnim momencie Duńczycy ponowili swoją propozycję, z innymi warunkami i wtedy zadecydowałam o tym, że to będzie wyzwanie, którego chcę się podjąć. Nie ukrywam, że byłam trochę przerażona takim wyjazdem, bo nie do końca wiedziałam, na co się piszę, choć przed wyjazdem zasięgnęłam sporo, starając się dowiedzieć jak najwięcej. Teraz, z perspektywy czasu stwierdzam, że było to niesamowite przeżycie, ogromnie poszerzające moje horyzonty.

Czego doświadczyłaś podczas gry za granicą? Jak zakończył się dla ciebie miniony sezon?

Jestem bardzo zadowolona z tego, co mnie spotkało w Danii. Po niesamowitym widowisku zdobyłyśmy wicemistrzostwo, czterema punktami w złotym secie niestety przegrałyśmy w finale. Zwycięstwo było naprawdę na wyciągnięcie ręki i chyba jedynie tego trochę szkoda, bo to byłaby wtedy pełnia szczęścia. Na pewno jednak było to świetne przeżycie, ważny czas w moim życiu. Zawsze chciałam grać za granicą, ale pojawiała się gdzieś ta niepewność.

O lidze duńskiej na pewno polski kibic słyszał bardzo niewiele. Mogłabyś przybliżyć to, jak wygląda profesjonalna siatkówka w tym kraju?

Nie słyszy się o niej, to prawda. Ja byłam dla zespołu wzmocnieniem w pucharach nordyckich i w play-off. Brałam więc udział głównie w meczach z tymi lepszymi zespołami, więc jeśli chodzi o poziom, to mogę nie być obiektywna. Według mnie w Danii liczą się tylko dwa zespoły, a to co można było oglądać w duńskiej telewizji, mecze półfinałowe i finałowe, to był poziom zbliżony do dolnej części Orlen Ligi czy czuba I ligi w Polsce. Miło się zaskoczyłam, jeśli chodzi zarówno o organizację klubu, jak i bardzo profesjonalne podejście. Miałyśmy odprawy, przygotowanie mentalne i to stało na wysokim poziomie. Dziewczyny także podchodziły do swojej pracy bardzo sumiennie, choć na miarę swoich możliwości. Oczywiście były pewne różnice względem tego, z czym miałam do czynienia wcześniej, jak choćby niesamowicie długie jednostki treningowe, ale ja jestem osobą, która nie ma problemu z adaptacją i dość szybko się odnajduje w nowych realiach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved