Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Monika Ptak: Siatkówka to gra zespołowa

Monika Ptak: Siatkówka to gra zespołowa

fot. Łukasz Krzywański

– Jeżeli naprawdę chcesz uprawiać jakiś sport, to czas zrobić pierwszy krok, czas się odważyć i spróbować zrealizować swoje marzenia. Gdy pojawią się pierwsze problemy, nie ma co załamywać rąk, trzeba zakasać rękawy i ciężko pracować, a wiara w siebie i ciężka praca na pewno przyniosą pożądane efekty – mówi środkowa Impelu Wrocław, Monika Ptak.

Jak zaczęła się pani przygoda ze sportem?



Monika Ptak:Odkąd pamiętam, zawsze było mnie pełno. Jako mała dziewczynka spędzałam cały wolny czas, bawiąc się na podwórku. Miałam niespożyte pokłady energii. Później w szkole podstawowej chętnie brałam udział w lekcjach wychowania fizycznego, w dodatkowych zajęciach sportowych czy zawodach. Na początku były to głównie zajęcia ogólnorozwojowe, lekkoatletyczne, z czasem elementy siatkówki. Siatkówka pojawiła się dopiero w gimnazjum. Za namową nauczyciela wychowania fizycznego wraz z koleżanką wybrałam się na swój pierwszy trening do drugoligowego klubu siatkarskiego KS Korona Częstochowianka. Treningi odbywały się dwa razy w tygodniu. Także prosto ze szkoły, autobusem udawałam się na salę Częstochowianki.   

Proszę opowiedzieć o początkach kariery.

Od pierwszych zajęć w klubie (był to prawdopodobnie kwiecień) wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pamiętam, że po jednym z treningów do mojej mamy zadzwonił trener, mówiąc, że pilnie musi z nią porozmawiać. Wtedy byłam przerażona. Po godzinie wraz z prezesem klubu byli już u mnie w domu. Tłumaczyli, że mam możliwość pojechać na testy do jedynej w Polsce żeńskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Razem z mamą i siostrą podjęłyśmy decyzję, że pojadę. Właściwie czemu nie spróbować? Myślę, że zarówno ja, jak i one traktowałyśmy to jak przygodę. W Sosnowcu szybko okazało się, że moje umiejętności są dużo gorsze niż pozostałych dziewcząt. Broniłam się warunkami fizycznymi. Wzrost i wyskok to były niewątpliwie moje atuty. Wróciłam do domu, dostałam powołanie na następne zgrupowanie, pojechałam i właściwie od września przeniosłam się do 3. klasy gimnazjum. Spędziłam w SMS-ie cztery lata. W mojej opinii jedne z najlepszych lat w moim życiu, pomimo ciężkich treningów, lekcji w weekend, tęsknoty za domem i wolnością. Było to coś najlepszego, co mogło mi się zdarzyć. Oczywiście pojawiały się ciężkie chwile, kilkugodzinne szlochy mamie do słuchawki, ale nauczyłam się tam więcej, niż mogłabym sobie wyobrazić. Po zdanej maturze podpisałam pierwszy zawodowy dwuletni kontrakt z Pilskim Towarzystwem Piłki Siatkowej. Jak się później okazało, w Pile spędziłam cztery piękne, zarówno pod względem siatkarskim, jak i prywatnym, lata swojego życia. Następnie pojawiła się propozycja reprezentowania barw Impelu Wrocław, którą z zaszczytem przyjęłam.

Pierwsze sukcesy?

Uważam, że pierwszy sukces to wyjazd do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Kolejne pojawiały się już tam – pierwsze wyjazdy na mistrzostwa Europy, świata w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Medale na mistrzostwach Europy Wschodniej. Awans do Orlen Ligi z PTPS-em Piła, powołanie na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich z seniorską reprezentacją Polski.

Największe trudności, które musiała pani pokonać w swojej karierze?

Myślę, że największa trudność, z jaką przyszło mi się zmierzyć, to kontuzja kolana. Miało to miejsce w pierwszym sezonie we Wrocławiu. Prosto ze zgrupowania reprezentacji przyjechałyśmy na okres przygotowawczy. Wiadomo, ciężkie treningi, zmęczenie, chwilowy brak koncentracji i stało się. Po wykonanym ataku nieprawidłowo wylądowałam, krzywiąc lewe kolano do środka. Ból, strach, wielka niewiadoma i diagnoza: zerwanie więzadeł krzyżowych i uszkodzenie łąkotki. Później rozmowa z fizjoterapeutami, władzami klubu, lekarzem i decyzja o operacji. Pierwsze dni po zabiegu były straszne, zaczęło docierać do mnie, co właściwie się stało, co mnie teraz czeka, ale również to, z czego muszę zrezygnować. Nie ukrywam, że wpędziło mnie to w niemały dołek, jednak dzięki pomocy najbliższych szybko udało mi się z niego wyjść. Rozpoczęłam codzienną rehabilitację, jednak po trzech miesiącach okazało się, że trzeba wykonać jeszcze jeden zabieg (problemy z łąkotką). Do pełnej sprawności wróciłam po ośmiu miesiącach. Był to sezon, w którym moje koleżanki zdobyły wicemistrzostwo Polski. Uważam, że ból fizyczny związany z kontuzją to jedno, ale o wiele gorsza jest świadomość tego, że coś się stało, coś, co wyklucza nas na pewien czas i nie pozwala nam robić tego, co się kocha najbardziej.

Z czego musiała pani zrezygnować dla sportowej kariery?

O, z wielu rzeczy, jednakże chyba najbardziej tracimy na kontaktach z rodziną i znajomymi. Gdy dzieli nas kilkaset kilometrów, nie jest się w stanie co weekend być na obiadku u mamy. Niejednokrotnie zdarzyło się tak, że jakaś ważna uroczystość rodzinna pokrywała się z terminem meczu czy treningu. Niestety wiele już takich uroczystości mnie ominęło, na szczęście moi bliscy są wyrozumiali. Zawodowa siatkarka podporządkowuje całe swoje życie siatkówce, czasem musi zrezygnować ze świąt czy dnia wolnego, bo zbliża się bardzo ważny mecz. Znam dziewczynę, która dzień po swoim ślubie jechała na zgrupowanie reprezentacji, więc nie jest łatwo. Oczywiście nie jeździmy na nartach, łyżwach, unikamy sportów o podwyższonym ryzyku kontuzji, nie możemy bezkarnie pochłaniać ciastek i innych mało zdrowych rzeczy. Sportowiec żyje na walizkach, ciągle gdzieś podróżuje, często go nie ma w domu. Warto zaznaczyć, że podporządkowując swoje życie siatkówce, niejako zmuszamy do tego swoich najbliższych, dlatego mogę powiedzieć krótko: dziękuję wam i przepraszam.

Za co najbardziej ceni pani swoją dyscyplinę sportową?

Siatkówka to gra zespołowa. Tutaj możesz zagrać najlepszy mecz w swoim życiu, zdobywając po kilkanaście punktów, jednak gdy twoja drużyna przegrywa, przegrywasz i ty. W tym momencie twój indywidualny sukces nic nie znaczy. Dlatego cenię ją przede wszystkim za zespołowość, za niesamowite emocje, przyjemną adrenalinę. Za wyzwania, które przede mną stawia, i za radość, jaką to mi daje.

Jakie są pani zawodowe marzenia?

Marzenia na ten sezon to przede wszystkim złoto mistrzostw Polski i chciałabym również, żeby Puchar Polski znalazł swoje miejsce wśród innych w gablocie Impelu Wrocław. Poza tym życzyłabym sobie zdrowia.

Więcej w portalu wroclaw.pl

 

źródło: wroclaw.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved