Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Monika Ptak: Czeka nas bardzo ciężkie starcie

Monika Ptak: Czeka nas bardzo ciężkie starcie

fot. Klaudia Piwowarczyk

Piła zawsze jest niezwykle walecznym zespołem. W tym sezonie są tam dziewczyny, które grają bardzo dobrą siatkówkę. Jest bardzo dobra atakująca, dobre przyjmujące i rozgrywająca – mówi przed poniedziałkowym meczem z PTPS-em Monika Ptak. – Agata Babicz zdobywa sporo punktów. Ten zespół naprawdę jest dobrze skompletowany i uważam, że czeka nas bardzo ciężkie starcie – dodaje środkowa Developresu Rzeszów.

Przed Developresem wyjazd w dobrze pani znane strony, bo to właśnie w Pile zaczynała się pani dorosła przygoda z siatkówką…



Monika Ptak: – Tam mieszka rodzina mojego męża. Po SMS-ie grałam w Pile cztery lata. Mam duży sentyment do tego miasta i nie ukrywam, że bardzo je lubię. Spędziłam tam fantastyczne cztery lata, poznałam tam swojego męża, więc tam też mam rodzinę. Nie jest to jednak wyjazd w odwiedziny tylko po to, żeby zagrać dobry mecz i wrócić do Rzeszowa z kompletem punktów.

Piła to niewygodny rywal, bardzo dobrze spisujący się w tym sezonie. Jest pani zaskoczona ich wysoką pozycją w tabeli?

– Nie. Piła zawsze jest niezwykle walecznym zespołem. W tym sezonie są tam dziewczyny, które grają bardzo dobrą siatkówkę. Jest bardzo dobra atakująca, dobre przyjmujące i rozgrywająca. Agata Babicz zdobywa sporo punktów. Ten zespół naprawdę jest dobrze skompletowany i uważam, że czeka nas bardzo ciężkie starcie.

To będzie już ostatnia kolejka I rundy i cały czas walczycie, żeby być w czołowej dwójce, co pozwoli wam na grę w Pucharze Polski od ćwierćfinałów, a to w tym natłoku meczów na pewno handicap, gdy odpada kolejny dodatkowy mecz…

– Na pewno gdyby odpadł nam ten jeden mecz więcej w Pucharze Polski, to byłoby nam łatwiej. Wszystko jest w naszych rękach i jak damy z siebie wszystko, to los tak to poukłada, że drugie miejsce będzie nasze.

Wobec kontuzji Kamili Ganszczyk i Magdaleny Hawryły zostałyście wraz z Katarzyną Żabińską jedynymi środkowymi w zespole. Kibice w Rzeszowie muszą chyba dmuchać i chuchać, żeby nic się wam nie stało?

– Zostałyśmy na razie dwie i mamy tego świadomość, ale dmuchania nie ma. (śmiech) Natomiast Kamila wraca już do treningów na pełnych obrotach. Jeśli chodzi o Madzię, to musimy troszeczkę poczekać, bo ona potrzebuje jeszcze czasu.

W czwartkowym meczu Ligi Mistrzyń zespół CSM Volei Blaj potwierdził, że jego zwycięstwo na inaugurację z Zurychem nie było dziełem przypadku…

– No tak. To one w konfrontacji z nami grały pierwsze skrzypce i były od nas mocniejsze. Teraz wracamy do ligi, a później pomyślimy, jak się im zrewanżować.

Największy problem miałyście z powstrzymaniem ich ataków, gdzie brylowała Kubanka Ana Cleger…

– Zdecydowanie ona była główną punktującą zawodniczką. Zabrakło nam bloku przede wszystkim. Myślę, że gdyby on zafunkcjonował raz na jednym skrzydle, raz na drugim, to gra ułożyłaby się zupełnie inaczej. Tego niestety u nas nie było. Trzeba też zwrócić uwagę na naszą zagrywkę, bo o wiele łatwiej się gra, jak jest agresywny serwis i ta piłka nie jest idealnie przyjęta po stronie rywalek.

W drugim secie gdy przegrywałyście 21:24, potrafiłyście obronić trzy piłki setowe doprowadzając do remisu. Wydawało się, że pójdziecie za ciosem, ale tak się nie stało. Dlaczego?

– To doprowadzenie do remisu to ogromna zasługa Julii Andruszko, która weszła na boisko i blokowała rywalki. Nie udała nam się ta końcówka, choć to odrabianie strat napawało optymizmem. Można teraz dyskutować, czy było tam dotknięcie siatki ze strony rywalek, które zresztą sama zgłaszałam, natomiast nie jestem już teraz tego pewna. Nie utrzymałyśmy tego i nie ma co dyskutować. Rywalki były po prostu lepsze, a my tę walką przegrałyśmy. Być może troszeczkę zaskoczyło nas to, że ta Kubanka jest aż na tyle dobra, że nie jesteśmy w stanie jej powstrzymać.

Liga Mistrzyń nie jest priorytetem, ale apetyty na dobry wynik w europejskich pucharach zostały rozbudzone tym pierwszym zwycięstwem nad Miluzą. Widać było jednak po was, że jest rozgoryczenie, bo pewnie wyobrażałyście sobie, że to spotkanie potoczy się inaczej…

– Na pewno nikt nie zakładał, że ten mecz będzie wyglądał w ten sposób i że nie będziemy mogły poukładać swojej gry. I rzeczywiście to rozgoryczenie jest, bo to nie jest też tak, że my tę Ligę Mistrzyń odpuszczamy. Na pewno będziemy walczyć do samego końca i starać się zdobywać punkty w tych rozgrywkach. Teraz wracamy na polskie parkiety i jedziemy do Piły, gdzie też czeka nas ciężkie starcie.

źródło: lsk.plps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-01-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved