Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Monika Kutyła: Czasami nerwy biorą górę

Monika Kutyła: Czasami nerwy biorą górę

fot. Katarzyna Kozłowska

Siatkarki Budowlanych Łódź po porażce z dąbrowiankami wróciły na zwycięską ścieżkę, pokonując w dobrym stylu zespół Atomu Trefla Sopot. Podczas meczu z wicemistrzyniami Polski okazję do zaprezentowania swoich umiejętności miała między innymi debiutująca w tym sezonie na parkietach Orlen Ligi atakująca Monika Kutyła. – Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie aż tak duże wyzwanie i tyle emocji. Jednak w zeszłym sezonie grając w Wiśle Warszawa, „trochę” czasu na tym boisku spędziłam, więc myślałam, że nabrałam już jakiegoś doświadczenia, dystansu. Przyznam, że w meczu z sopociankami, kiedy wchodziłam na boisko, to ten stres był już troszeczkę mniejszy – mówiła młoda siatkarka Budowlanych.

 



Dość długo musiałaś czekać na swój debiut w Orlen Lidze, ten nastąpił podczas meczu wyjazdowego w Toruniu. Jak się czułaś, wchodząc na boisko?

Monika Kutyła: – Byłam bardzo zestresowana z kilku powodów. Po pierwsze był to pierwszy mecz w Orlen Lidze, w którym pojawiłam się na boisku. Z tym wiązało się dużo ekscytacji, adrenaliny… Wcześniej występowałam jedynie w sparingach, ale wtedy też nie grałam na swojej pozycji, kiedy wróciłam na atak, niestety pechowo nabawiłam się kontuzji. Po drugie na trybunach była cała moja rodzina, co z jednej strony mnie motywowało, a z drugiej stresowało, bo oczywiście chciałam się pokazać z jak najlepszej strony. Niestety czasami tak jest, że nerwy biorą górę.

Za nami 9. kolejka Orlen Ligi, na pewno zdążyłaś już wyrobić sobie opinię o naszej ekstraklasie. Jak wypadła konfrontacja spełnienia jednego z twoich siatkarskich marzeń z rzeczywistością?

– Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie aż tak duże wyzwanie i tyle emocji. Jednak w zeszłym sezonie grając w Wiśle Warszawa, „trochę” czasu na tym boisku spędziłam, więc myślałam, że nabrałam już trochę doświadczenia, dystansu. Przyznam, że w meczu z sopociankami, kiedy wchodziłam na boisko, to ten stres był już troszeczkę mniejszy. (uśmiech) Chciałabym, aby nadszedł wkrótce taki moment, kiedy to ciśnienie zupełnie ze mnie zejdzie. Każdy taki mecz, jak ten z drużyną z Sopotu, bardzo dużo mi daje. Cieszę się, że weszłam na boisko i mogłam przyczynić się do zwycięstwa, w jakimś stopniu pomóc drużynie. Przede wszystkim zupełnie czym innym jest przeżywanie meczu, będąc na parkiecie, a czym innym stojąc jedynie w kwadracie dla rezerwowych.

Droga do debiutu w Orlen Lidze nie była dla ciebie łatwa, bo przed sezonem plany pokrzyżowała ci kontuzja…

– To na pewno nie było nic przyjemnego, dodatkowo to była pierwsza poważna kontuzja, jaką miałam w życiu. Uszkodziłam łokieć, dobrze, że chociaż w lewej ręce, bo w przeciwnym wypadku byłabym wyeliminowana z gry na dłużej. Powiem szczerze, że to nie był dla mnie łatwy czas, bo wiedziałam, że tyle czekałam na możliwość gry w ekstraklasie, a gdy do tego już doszło, to nie mogę w stu procentach „wejść” w trening. Były takie momenty, w których myślałam, że być może byłabym potrzebna drużynie, a jednak nie mogę pomóc. Potem z kolei miałam niepokój, czy aby na pewno wszystko już jest w porządku. Teraz jednak wszystko wróciło do normy, nie mam już obaw na przykład przed wyskokiem do bloku, mogę się skupić tylko i wyłącznie na treningach i grze.

Aż do meczu w Dąbrowie Górniczej byłyście zespołem bez porażki, z każdym zwycięstwem ten balonik i presja nakładana na was przez kibiców rosły. Myślisz, że może to dobrze, że ta porażka przytrafiła się w takim, a nie innym momencie?

– Niestety dwa pierwsze sety przegrałyśmy różnicą kilku punktów, popełniłyśmy dość dużo błędów własnych, gdyby nie to, wydaje mi się, że ten mecz mógłby się potoczyć inaczej. Myślę, że taka lekcja przyda się zespołowi. Cieszę się też, że udało nam się z wyniku 0:2 powrócić do meczu, nie poddałyśmy się i doprowadziłyśmy do tie-breaka. Myślę, że to jest ten pozytyw, który można z tego meczu wyciągnąć. Szkoda, że w piątym secie nie udało się zakończyć tego spotkania pełnym sukcesem, ale kiedyś pierwsza porażka musiała nam się przytrafić.

Wydawać by się mogło, że mecz z sopociankami, wygrany pewnie, wysoko 3:0 to spotkanie, o którym można szybko zapomnieć. Z drugiej strony to pierwszy taki mecz, gdzie do zwycięstwa przyczyniła się praktycznie każda z zawodniczek…

– Zgadzam się, to było bardzo cenne, że wszystkie dziewczyny z kwadratu mogły pokazać się na boisku. Trener Błażej Krzyształowicz dał szansę każdej z dziewczyn, bo te zawodniczki, które rozpoczęły to spotkanie w szóstce, na to pozwoliły. Przewaga była na tyle duża, że trener mógł sobie pozwolić na większe pole manewru. Mamy teraz taki mały maraton meczowy, więc dobrze, że niektóre z nas mogły w tym meczu odpocząć. Zawsze tak jest, że kiedy mecze rozgrywa się systemem środa-sobota, to jest to inny mikrocykl przygotowań, wszystko jest podporządkowane temu, byśmy na meczach były w optymalnej dyspozycji.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-12-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved