Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > MKS Będzin po sezonie: Tygrysi pazur nie działa dwa razy

MKS Będzin po sezonie: Tygrysi pazur nie działa dwa razy

fot. Izabela Kornas

Brak sponsora tytularnego, nowy, młody trener, równie niedoświadczony skład z kilkoma znanymi nazwiskami i apetyty na to, żeby co najmniej powtórzyć wyniki, które wypracowano sezon wcześniej – z takim bagażem do rozgrywek 2015/2016 przystąpili siatkarze MKS-u Będzin. Jak się okazało, scenariusz zmagań siatkarskiej ekstraklasy potoczył się podobnie, jak rok wcześniej – różnicą jednak było to, że Roberto Santilli wyciągnął drużynę z ligowego dołka, a pod okiem Stelio de Rocco siatkarze z Zagłębia zajęli ostatnią pozycję w tabeli.

Początek zmian

Sezon 2014/2015 w dużej mierze nie był spisany na straty dzięki Roberto Santillemu, który w grudniu zmienił na stanowisku trenerskim Damiana Dacewicza. Mariuszowi Korpakowi nie udało się jednak zatrzymać Włocha, który związał się z reprezentacją Australii i to właśnie jej poświęcił się całkowicie. Na jego miejsce zarząd zatrudnił więc Tomasza Wasilkowskiego, wcześniej współpracującego między innymi z MKS-em Dąbrowa Górnicza. W międzyczasie z zagłębiowskim klubem pożegnało się siedmiu zawodników, z których na „ligowe wyżyny” trafiło tylko dwóch – Robert Milczarek przeniósł się do Skry Bełchatów, a Miłosz Hebda wstąpił w szeregi ówczesnych wicemistrzów Polski. Poza tym tygrysy rozstały się z Adrianem Hunkiem, Mikołajem Sarneckim, Grzegorzem Wójtowiczem, Tomaszem Tomczykiem oraz Tomaszem Kowalskim.



Klubowi nie pozostało nic innego, jak szukać godnych zastępców do zespołu. W szeregi nowego MKS-u weszli Bartosz Kaczmarek (Effector Kielce), Mateusz Piotrowski (AZS Nysa), Jakub Peszko (Camper Wyszków), Mariusz Schamlewski (Ślepsk Suwałki), Tijmen Laane (SVG Lüneburg), Michał Kamiński (Panathinaikos Ateny) oraz Viacheslav Batchkala, który wcześniej grał w Izraelu. Droga, którą wybrali będzinianie, była prosta – licząc na sportową fantazję młodych ogniw połączoną z doświadczeniem płynącym od pary Michał ŻukMaciej Pawliński, starali się zaskoczyć rywali, pamiętając także o tym, czego nauczyli się z „sezonu beniaminka”. – Wydaje mi się, że nie ma przyszłości bez przeszłości, więc byłoby głupotą nie wyciągać wniosków z tego, co się działo. Czuję, że każdy sezon, wszystkie godziny treningów są ogromnymi lekcjami. Musimy jednak zapamiętać, że minione sześćdziesiąt minut to już historia, a my powinniśmy koncentrować się na tym, co przed nami. To właśnie jest kierunek całego klubu. Mam nadzieję, że umiejętnie odrobiliśmy nasze zadanie domowe z poprzednich rozgrywek i zobaczymy, jak to wszystko się ułoży w kolejnym rozdaniu PlusLigi – powiedział podczas oficjalnej prezentacji zespołu młody szkoleniowiec będzinian.

Tygrysie kły nie takie ostre, jak je malują

Na początku rozgrywek waleczne tygrysy nie miały łatwego zadania, bowiem mierzyły się z zespołami aspirującymi do górnej części tabeli. Na pierwszy ogień zdobyli jednak punkt w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem, z którym finalnie przegrali 2:3. W oczy rzucała się jednak ich wysoka dyspozycja w polu serwisowym, a przede wszystkim wytrwałość, przez którą w każdym z setów stanowili nie lada wyzwanie dla śląskiej drużyny. Końcowe zwycięstwo przypadło gościom „rzutem na taśmę”, a wśród kibiców z Będzina podsyciły się nadzieje na lepszą pozycję niż rok temu.

Zderzenie z ligową rzeczywistością nie przyszło szybko. Po porażkach z niewątpliwymi faworytami z Bełchatowa i Kędzierzyna-Koźla tygrysom udało się wywalczyć seta w starciu z Cuprum i gładko ograć wilki Bednaruka. O ile przegraną z zespołem Raula Lozano można było jeszcze wkalkulować w sezonowe koszta, tak styl, w którym ulegli w spotkaniu z AZS-em Olsztyn, pozostawiał wiele do życzenia. Przede wszystkim byli bezbronni w ofensywie, w której przegrywali ze średnio dysponowanymi rywalami – w bloku (14:5 dla akademików) oraz w ataku (50 procent efektywności do 32). Nie ulegało wątpliwości, że w grze podopiecznych trenera Wasilkowskiego coś stanęło, a raz zgubione nie dało się odnaleźć do końca jego bytności w szeregach będzinian. Za jego kadencji przegrali jeszcze z AZS-em Częstochowa, Effectorem Kielce, BBTS-em Bielsko-Biała i Asseco Resovią Rzeszów.

Odmiana spod znaku klonowego liścia?

13 stycznia w meczu z Treflem Gdańsk za sterami będzińskiego zespołu zadebiutował nowy szkoleniowiec, Stelio de Rocco, który wzorem Roberto Santillego przejął zespół w przerwie świątecznej. Jego pojawienie się początkowo nie przyniosło wielu roszad. W boju z zespołem Andrei Anastasiego MKS wypadł blado, w drugim z setów przegrywając 11:25 i raz jeszcze został „zablokowany” (w stosunku 1:9). – Wiadomo, że jeśli chcemy, by nastąpiły zmiany, to nie stanie się to z dnia na dzień. Zobaczymy, czy to przyniesie jakieś owoce. Trener de Rocco na pewno polepszył naszą organizację na boisku, ale za mało było czasu, by mówić o wielkich przekształceniach – po spotkaniu powiedział Pawliński. Mimo tego w kolejnych czterech meczach nie widać było poprawy. Zarówno z jastrzębianami, Skrą, Łuczniczką Bydgoszcz i ZAKSĄ przegrali gładko, a nastroje w tygrysich szeregach powoli robiły się coraz gorsze.

Przełamanie nastąpiło jednak w pojedynku na wyjeździe z Cuprum Lubin. Choć pierwszy set rywalizacji padł łupem MKS-u, to w kolejnym będzinianie przegrali 14:25 i podnieśli się dopiero w czwartym rozdaniu (25:23). Mimo tego, że w tie-breaku ulegli zawodnikom trenera Cretu, to statystycznie ustępowali rywalom wyłącznie w przyjęciu i pozostawili po sobie dobre wrażenie. Niebawem poszli za ciosem, co udało im się także dzięki pozyskaniu nowego rozgrywającego, Tylera Jamesa Sandersa. W ciągu miesiąca wygrali cztery spotkania, a ostatnie z nich, z kielczanami, było piątym zwycięstwem wymaganym do zachowania bezpiecznych głów w kontekście ligowego spadku.

Naturalną koleją rzeczy dla tygrysów w tym momencie sezonu byłoby „granie na fali wznoszącej”, jednak szybko się ona skończyła. Kolejne porażki z BBTS-em, Resovią (wart odnotowania jest jednak fakt, że to było spotkanie, w którym ówcześni mistrzowie Polski stracili niezmiernie ważnego dla siebie seta), Treflem, a na koniec rundy zasadniczej blamaż z Łuczniczką Bydgoszcz spychały zespół z Zagłębia na dno ligowej tabeli. Stało się jasne, że w fazie play-off team Stelio de Rocco nie może liczyć na nic więcej, niż walkę o to, by nie być ostatnią, czternastą drużyną w zestawieniu.

Czy honor został obroniony?

Boje o sportowy honor MKS odbywał z kielczanami. Pierwszy pojedynek pary miał miejsce w sosnowieckiej hali, a Effector podchodził do niego bez Mateusza Bieńka, który dzień wcześniej nabawił się niegroźnej kontuzji nogi. Naturalnym w obliczu niedomagań rywala byłoby ich całkowite wykorzystanie, jednak gospodarzom starczyło mobilizacji jedynie na pierwszą partię spotkania. Na początku drugiej mało porywający i pełen błędów pojedynek przeszedł w ręce przyjezdnych, którzy bez większych problemów skorzystali ze słabości przeciwników w ataku (49% skuteczności po stronie zawodników Dariusza Daszkiewicza i zaledwie 33 u miejscowych). Nominalny atut MKS-u z sezonu 2014/2015, czyli przyjęcie, również zszedł na dalszy plan (6 błędów będzinian). Rozbite tygrysy były na talerzu gości, a przyczyn takiego stanu rzeczy nie potrafił wyjaśnić nikt. – To oczywiste, że zagraliśmy bardzo słabe spotkanie. W pierwszym secie szło nam całkiem nieźle, lecz w drugim rywale dołożyli nieco presji w zagrywce i wszystko nagle się zawaliło. Ostatnich kilka pojedynków nie było dla nas za dobrych, mierzyliśmy się z własnymi problemami, więc nie pozostaje nam nic innego, jak postarać się znaleźć drogę, by to zmienić. Bardzo trudno w ogóle jest mi określić, skąd ta negatywna zmiana – powiedział po meczu kanadyjski rozgrywający zagłębiowskiego klubu.

Więcej walki było w drugiej odsłonie zmagań o 13. miejsce PlusLigi, jednak i w tym przypadku szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylili siatkarze z Kielc. Ciągle grając bez Bieńka, położyli całą siłę swojej ofensywy na Sławomirze Jungiewiczu i to zdało egzamin. Nie pomogła poprawna dyspozycja duetu Piotrowski-Pawliński (ten drugi uzyskał niebagatelne 70% skuteczności w ataku), bowiem 20 błędów tygrysów w polu serwisowym w tym starciu zrobiło swoje. Ostatecznie będzinianie zajęli ostatnią pozycję w rozgrywkach, nie dając odpowiedzi na to, czy honor drużyny został obroniony.

Co dalej?

Włodarze MKS-u Będzin ogłosiły, że mimo braku satysfakcjonującego wyniku chcą kontynuować współpracę z trenerem de Rocco. Co z pozostałymi ogniwami zespołu? Wciąż niewiele wiadomo. Do głosu doszły ostatnio pogłoski o tym, że klub może chcieć się pożegnać z Michałem Żukiem, Jakubem Peszko i Mariuszem Schamlewskim, jednak w żaden sposób nie zostały one jeszcze potwierdzone. „Pewniakiem” do pozostania w gronie tygrysów wydaje się natomiast Maciej Pawliński, a pod wątpliwość można jeszcze poddać obecność w klubie obcokrajowców. Z czysto sportowego punktu widzenia można jednak powiedzieć, że chociaż jeden z nich powinien pozostać w drużynie. Chodzi tu o Sandersa, pod wodzą którego nadszarpnięte częstymi zmianami rozegranie MKS-u (w ciągu sezonu mieli aż 5 zawodników na tej pozycji) uzyskało upragnioną stabilizację.

Nie ulega wątpliwości, że niezależnie od tego, co się stanie w przypadku będzinian, siatkówka raz jeszcze pokazała, że potrafi być przewrotna. Kiedy odchodził Dacewicz, a na stanowisku meldował się Santilli, który poprawił wyniki osiągane przez tygrysy, wydawało się, że włodarze klubu wyciągnęli właściwe wnioski. Niestety, w sezonie 2015/2016 przeprowadzona mniej więcej w tym samym czasie roszada niewiele wniosła, a zespół pod wodzą trenera de Rocco zajął ostatnią lokatę w zestawieniu. Na co można więc postawić, kiedy nie ma się dużego budżetu, a system wprowadzania młodości do drużyny zawiódł? Może tym razem na doświadczenie.

Czy Bartosz Kurek powinien skorzystać z propozycji i wyjechać do Japonii?

zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved