Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Mikołaj Szewczyk: Połowę sukcesu zawdzięczam rodzinie

Mikołaj Szewczyk: Połowę sukcesu zawdzięczam rodzinie

fot. olimpiasulecin.pl

– Mieszkałem w domu, czułem się komfortowo. Na pewno bardzo pomogła mi moja rodzina, której serdecznie za obecność na meczach i wsparcie w każdej postaci. Ja wiem, że połowę mojego osobistego sukcesu zawdzięczam właśnie im – powiedział po meczu przyjmujący Tauronu AZS-u Częstochowa, Mikołaj Szewczyk

Przede wszystkim gratuluję wam utrzymania. Spadł kamień z serca po dzisiejszym meczu?



Mikołaj Szewczyk:Tak, spadł nam ogromny kamień z serca. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Utrzymaliśmy koncentrację do końca meczu i chyba to jest największy powód do radości. Każdy z nas wykazał się ogromną wolą walki i chęcią zwycięstwa. Udowodniliśmy, że możemy utrzymać AZS w lidze.

Pierwszy set tego spotkania był kluczowy? Dał wam wiarę w to, że możecie dziś zakończyć sezon?

– Tak! Rafał Prokopczuk popisał się świetną zmianą w końcówce. Jego zagrywki dały nam kilka kluczowych punktów. Pokazał on dzisiaj wielki charakter i takie zmiany dały nam jeszcze większego „kopa” do walki w tym meczu.

Przed rozpoczęciem fazy play-out to Kluczbork był faworytem tego starcia. Wasze dwa wyjazdowe zwycięstwa sprawiły, że role się odwróciły. Czym wyjaśnić wpadkę w sobotnim meczu? Zjadła was presja?

Wśród zespołów z dołu tabeli często występuje taka dziwna zależność. Jeśli jesteś stawiany w roli faworyta to często zawodzisz. Te mecze to pokazały. Pojechaliśmy do Kluczborka, gdzie to gospodarze byli faworytami. Bez tej presji pokazaliśmy, że naprawdę potrafimy grać w siatkówkę. Przyjechaliśmy tutaj z dwoma zwycięstwami i chyba poczuliśmy się zbyt pewnie. Dostaliśmy wczoraj mocną nauczkę. Za to do tego meczu podeszliśmy z chłodną głową, pełną koncentracją i wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie to zrobić.

Pół żartem pół serio, to los przydzielił wam chyba najlepszego możliwego rywala, bo wasz bilans z Kluczborkiem nawet przed tą fazą był dla was korzystny.

– Zgadzam się. Los się do nas uśmiechnął, ale niezależnie od tego z kim byśmy grali to trzeba pokazać swoją siatkówkę. Od dłuższego czasu naszym atutem była świadomość, że i tak zagramy w fazie play-out. Inne zespoły walczyły do ostatnich kolejek o wyjście z tej niebezpiecznej strefy. My mogliśmy szykować się mentalnie na ten najważniejszy fragment sezonu i byliśmy pod tym kątem bardzo dobrze przygotowani.

Gdybyś miał znaleźć klucz do zwycięstwa w walce o utrzymanie, to byłoby to wasze podejście mentalne o którym wspomniałeś, czy coś innego?

Według mnie najważniejsza była konsekwencja w swoich czynach i zagraniach. Każdy na boisku wiedział jaką ma rolę, w którym momencie może zaryzykować, a kiedy lepiej dać pomylić się przeciwnikowi. Na boisku cały czas ze sobą rozmawialiśmy, wymienialiśmy cenne wskazówki i myślę, że to był klucz do zwycięstwa.

Od kiedy przygotowywaliście się tylko i wyłącznie do tej ostatniej fazy sezonu?

– Odkąd przyszedłem do AZS-u (śmiech). Od początku lutego wiedzieliśmy, że ciężko będzie wejść na bezpieczne miejsce. Już wtedy można było dojść do wniosku, że raczej tego nie wyciągniemy. Gdybym miał wskazać od kiedy dokładnie, to chyba było to po meczu z Suwałkami.

Wróciłeś po wielu latach do Częstochowy. Z racji tego, że jest to twoje miasto, było ci dużo łatwiej zaaklimatyzować się w zespole?

– Tak. Mieszkałem w domu, czułem się komfortowo. Na pewno bardzo pomogła mi moja rodzina, której serdecznie za obecność na meczach i wsparcie w każdej postaci. Ja wiem, że połowę mojego osobistego sukcesu zawdzięczam właśnie im.

Wpisujesz sobie w kontrakty jakieś klauzule odnośnie utrzymania w lidze? (śmiech)

– Na pewno wezmę to pod uwagę (śmiech). Póki co jeszcze takiej nie miałem, ale skoro moja skuteczność to 3/3, to czwarte będzie tylko kwestią czasu. Jednak w przyszłym sezonie chciałbym się bić w końcu o coś więcej niż tylko utrzymanie w lidze.

Prowadziłeś już jakieś rozmowy z AZS-em co do przyszłego sezonu?

– Na razie nie, ale takie na pewno nastąpią.

Wszyscy wiemy, że klub ma problemy finansowe. Wierzysz, że AZS będzie w stanie zbudować skład na walkę o coś więcej niż utrzymanie? Jak według ciebie może wyglądać przyszły sezon?

– Mam ogromną nadzieję, że AZS wyjdzie na prostą, ponieważ jest to klub z tradycjami, oraz ze świetnymi kibicami. Podtrzymują oni atmosferę w hali, mimo że teraz nie przychodzi tutaj zbyt wiele osób. Pojechali za nami również do Kluczborka i jesteśmy im bardzo wdzięczni za pomoc. Ja nie wiem jak będzie wyglądała sytuacja za miesiąc, dwa, czy trzy. Jestem z tym klubem całym sercem i mam nadzieję, że przyjdą jeszcze lepsze czasy.

Trzy razy utrzymywałeś zespoły po walce w fazie play-out. Który z tych pojedynków był według ciebie najbardziej spektakularny?

– Moja najbardziej dramatyczna walka o utrzymanie to ta z Wałbrzychem. Graliśmy wtedy z Norwidem Częstochowa. Brakowało mi wtedy doświadczenia w seniorskiej siatkówce, bo to był mój pierwszy sezon po ukończeniu liceum. Na pewno wtedy najbardziej się stresowałem, ale była ona też najbardziej dramatyczna z czysto sportowych względów. Rywalizacja zakończyła się w pięciu meczach i ostatnie spotkanie wygraliśmy na wyjeździe. Był to naprawdę niesamowity wyczyn, biorąc pod uwagę to, że to Norwid był wtedy faworytem.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved